Z kwiatka na kwiatek. Szaleństw Kima Dotcoma ciąg dalszy

Strona główna Aktualności
image

O autorze

Wczoraj informowaliśmy o rewelacjach, jakie przyniosła sesja Q&A w serwisie Slashdot z Kimem Dotcomem. Ekscentryczny milioner, odpowiedzialny za powstanie Megaupload, a później Mega, wyjawił podczas niej, że szyfrowany cyberschowek, który miesiącami firmował swoim nazwiskiem, nie jest już godny zaufania. Dziś Dotcom zapowiedział, że wkrótce z jego inicjatywy powstanie alternatywa, która ma przywrócić użytkownikom wiarę w bezpieczeństwo ich danych.

Dotcom, w związku z rzekomym wrogim przejęciem Mega przez chińskich inwestorów, którzy mają być skłonni do współpracy z nowozelandzkim rządem, odradza korzystanie z tej usługi. Sytuacja jest tym bardziej zaskakująca, że według stanowiska przedstawicieli firmy, Dotcom od dwóch lat ma z nią niewiele wspólnego, a jego zarzuty nie mają żadnego uzasadnienia. Ogłoszono także, że w celu ich odparcia, wkrótce upubliczniony zostanie kod Mega.

Poza zapowiedzią opublikowania szczegółów na temat aktualnego statusu Mega, Dotcom poinformował także, że jeszcze w tym roku zaprezentuje konkurencyjną usługę. Zapewne w związku z zarzutami społeczności o brak transparentności, usługa będzie posiadała otwarty kod źródłowy. Model finansowania ma być natomiast oparty na dobrowolnych datkach, podobnie jak w przypadku Wikipedii.

Trudno nie nabierać wobec kolejnych wypowiedzi milionera dystansu. Ponadto z jego działalności w serwisach społecznościowych można wywnioskować, że wystarczy zaledwie kilka tygodni, aby samozwańczy bohater o wolność Internetu całkowicie zmienił swoje poglądy. Szczególnie odczuli to zapewne użytkownicy Mega, którzy zachęcani wielokrotnie do korzystania z tego cyberschowka, nagle dowiedzieli się, że nie jest on godny zaufania.

Jak zapowiedział sam zainteresowany, więcej na ten temat dowiemy się w przyszłym tygodniu. Pytanie tylko, czy w tym czasie Dotcom nie zmieni swojego stanowiska, po raz kolejny dyskredytując swój nadszarpnięty autorytet.

© dobreprogramy