T-Mobile swoim klientom zaoferuje nieograniczone SMS-y i darmowy transfer danych poza granicami kraju, bez dodatkowych opłat. Warto zaznaczyć, że prędkość będzie, jak to często przy darmowych łączach bywa, mizerna (128 kilobitów na sekundę), ale lepsze to niż nic, zwłaszcza jeśli potrzeby klienta nie obejmują oglądania filmów. Jest też możliwość dokupienia szybszego pakietu danych, na czym operator ma nadzieję zarobić. Ponadto, cena rozmów została zrównana do poziomu 20 centów za minutę, niezależnie od miejsca. Za dodatkowe 10 dolarów można zyskać także możliwość dzwonienia do krajów objętych ofertą za maksymalnie 20 centów za minutę, a na numery stacjonarne w 70 z nich za darmo i bez ograniczeń. Zmiany wejdą w życie 31 października.
Posunięcie operatora jest bardzo ciekawe i nie kryje on, czym się kierował, wprowadzając tak rewolucyjne zmiany. Ludzie śmiertelnie boją się korzystać z telefonu poza krajem — mówił Legere podczas konferencji prasowej, po czym dodał, że 40% podróżujących Amerykanów wyłącza transmisję danych na cały czas pobytu za granicą. Tak być nie powinno, ale fakty mówią same za siebie. Nową ofertę porównał do AT&T: jeśli abonent, przebywając w Europie, wykona 32 połączenia telefoniczne do Stanów Zjednoczonych, wyśle 36 SMS-ów i 72 megabajty danych, po powrocie zastanie rachunek wysokości, bagatela, 1500 dolarów. Nieco lepiej ma się sprawa z podróżami do sąsiadującej Kanady — „tylko” 1150 dolarów. Abonent T-Mobile zapłaci 6,40.
T-Mobile nie ukrywa też, że może sobie pozwolić na takie szaleństwa, gdyż jest najmniejszym operatorem w Stanach Zjednoczonych i bardzo mało zarabia na klientach podróżujących. Jednak Uncarrier działa i daje do myślenia konkurencji.