Z powyższego wykresu wynika, że na Androida powstały 804 nowe wirusy w 2013 roku. Dla przykładu drugi w zestawieniu Symbian był atakowany tylko przez 23 robaki. Pozostałe systemy operacyjne atakowane są bardzo sporadycznie i ich wspólny wynik jest mniejszy niż 1%. F-Secure do analizy wykorzystał próbki z największych sklepów, blogów i for internetowych udostępniających pliki APK.
Co oznaczają takie wyniki dla przeciętnego użytkownika? Okazuje się, że niewiele. F-Secure zwrócił uwagę na dwa punkty. Problem wirusów dotyczy przeważnie krajów azjatyckich, takich jak Arabia Saudyjska i Indie, które skupiają 75% wyników. 5 krajów Unii Europejskiej ujętych w raporcie łącznie posiadało 15% detekcji. Kolejnymi krajami, na liście są USA i Finlandia. W zestawieniu zabrakło Polski, ale na naszym rodzimym rynku jest kilka miejsc, z których można pobrać wątpliwej jakości pliki. Twórcy raportu podkreślają, że Google nie jest odpowiedzialne za ataki i dobrze sprawuje swoją rolę, gdyż wśród wyników śladowa ilość pochodzi ze Sklepu Google Play. Najbardziej narażonymi na atak są osoby korzystające z zewnętrznych marketów, które często skupiają zainfekowane i nielegalnie zdobyte aplikacje. Największe sklepy w krajach, gdzie Sklep Play nie jest dostępny (Anzhi, Mumayi, Baidu i eoeMarket) dostępne w Chinach udostępniały 10% zainfekowanych aplikacji. Jest to wynik niepokojący, ale daleki od sklepu Android159, który rozpowszechniał 33,3% zawirusowanych aplikacji.
Próbki pobrane z Google Play wykazały minimalne zagrożenie, bo na poziomie 0,1% przypadków. Regulamin usługi jest tak skonstruowany, że zakażone aplikacje są automatycznie usuwane, a konto deweloperskie jest banowane.
Rezultaty zaprezentowane przez F-Secure pokazują, że Google powinno skupić się na otwieraniu sklepu Google Play w państwach azjatyckich, gdzie usługa nie jest dostępna. Pozwoli to na powiększenie sprzedaży, a także na znaczące utrudnienie życia twórców wirusów.