Azure Sphere to wizja bezpiecznej sieci IoT, której centralny punkt stanowić ma certyfikowany kontroler Arm ze stworzoną przez Microsoft dystrybucją Linuksa na pokładzie. Do tego dochodzi jeszcze usługa bezpieczeństwa w chmurze – Azure Security Cloud. Jak zauważa Microsoft, rozwiązania internetu rzeczy są coraz popularniejsze, a to oczywiście pociąga za sobą ryzyko sabotażu takiej infrastruktury, do czego by nie służyła.
Microsoft stosuje układy MediaTek MT3620, wyposażone w sprzętowe zabezpieczenie Pluton, jak również NXP i.MX 8. W telegraficznym skrócie chodzi tu o to, aby rozruch i wszelkie operacje systemowe odbywały się pod kontrolą. Tak lokalnie, przez wydzielony w tym celu rdzeń procesora, jak i z poziomu chmury Azure Security Cloud.
Według Galena Hunta, szefa marketingu Azure Sphere, troska o bezpieczeństwo jest tym czynnikiem, który powstrzymuje innych producentów przed skalowaniem systemów internetu rzeczy. – Internet rzeczy jest na etapie jarmarku naukowego. Każde przedsiębiorstwo wykonuje tutaj co najmniej jeden eksperyment, ale bezpieczeństwo powstrzymuje przed skalowaniem – mówi Hunt, cytowany przez ZDNet. Platforma Microsoftu ma stanowić rozwiązanie.
Wyjściowo firma z Redmond oferuje coś, co tytułuje mianem strażnika. Technicznie rzecz ujmując, jest to komputer jednopłytkowy, który, wpięty w sieć IoT, ma chronić infrastrukturę przed atakami. Może też służyć do prototypowania takich sieci i testów penetracyjnych. Od 24 lutego 2020 r. dostępny jest dla każdej firmy, która wykorzystuje platformę Azure w celach związanych z IoT.
Co ciekawe, w kwestii sprzętowej Microsoft skorzystał z pomocy nie tylko dostawców czipów, ale także firm Avnet oraz AI-Link, które od dłuższego czasu tworzą komponenty elektroniczne dla IoT. Przyznaje się przy tym, że współpracuje teraz z firmą Qualcomm, aby stworzyć mobilny SoC z integracją Azure Sphere. W takim wypadku, strzelam, możemy spodziewać się pewnych implementacji nowej platformy w przyszłych modelach smartfonów i tabletów.