Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Jak zmodernizować starego laptopa

Wyjaśnienie

W związku z wątpliwościami, czasem słusznymi, pojawiającymi się w komentarzach, kilka słów wyjaśnienia. Zanim, Szanowny Czytelniku, rozpoczniesz czytanie niniejszego wpisu, musisz mieć świadomość, że:


  • Ten wpis w żadnym wypadku NIE zaleca kupowania starego laptopa i jego modernizacji. Dotyczy on usprawnienia pracy już POSIADANEGO sprzętu
  • Jeśli jakakolwiek modyfikacja starszego sprzętu ma przekroczyć budżet 500-600 zł, jest ona moim zdaniem kompletnie nieopłacalna
  • Jeśli planujesz akurat zakupić laptopa i posiadasz na ten cel 2000 zł lub więcej, nie czytaj tego wpisu. Kup nowego notebooka, a do wpisu wróć za 5 lat :)
  • Jeśli na zakup laptopa masz aktualnie mniej niż 2000 zł, opłacalne jest zakupienie poleasingowego, najlepiej biznesowego laptopa. Przy odrobinie szczęścia nie będzie on wymagał modyfikacji, lub jego modyfikacja będzie tańsza za jakiś czas
  • Niniejszy poradnik odnosi się do jednego konkretnego przypadku laptopa, choć ma charakter ogólny. Osobom niedoświadczonym nie zalecam samodzielnego przeprowadzania bardziej skomplikowanych modyfikacji. Modyfikacje sprzętowe, gdy wykonane są niepoprawnie, mogą poważnie uszkodzić sprzęt! (wyłamanie nóżek procesora, uszkodzenie gniazda procesora, kontakt pasty termoprzewodzącej z innymi metalowymi częściami płyty głównej itp.).

Świadomych powyższego zapraszam do lektury :)

Lenovo N200 - co to za bestia?

Około 6 lat temu zakupiłem używanego laptopa Lenovo 3000 N200 (0769), model z 2007 r. Domyślnymi parametrami nie imponował, za to miał nowy wyświetlacz, ciche chłodzenie, klawiaturę wyglądającą jakby nikt jej nigdy nie dotknął i ultra solidne zawiasy. "Przyda się do oglądania filmów wieczorami" - pomyślałem, bo do zwykłej codziennej pracy preferuję komputery typu standardowy "pecet", oczywiście składane własnoręcznie. Z biegiem lat poddałem go stopniowej modernizacji, która obejmowała:

r   e   k   l   a   m   a

  • aktualizację i konfigurację BIOS-u
  • zmianę systemu operacyjnego oraz jego "tweakowanie"
  • wymianę niektórych części (dodanie pamięci, wymiana procesora, zamiana dysku na SSD).

Oryginalne parametry laptopa, gdy wpadł w moje ręce, przedstawiały się następująco:


  • ekran 15.4" z matrycą typu glare (niestety) o rozdzielczości 1280x800 pikseli
  • procesor intel Core 2 Duo 2x 1,5 GHz
  • zintegrowana grafika Intel GM965 - X3100 jak sugerują niektórzy
  • dysk HDD 160 GB, Serial ATA-150, 5400 RPM
  • pamięć 1 GB DDR2 SDRAM 667 MHz
  • karta sieci bezprzewodowej Intel a/b/g
  • karta sieciowa przewodowa Broadcom
  • napęd/nagrywarka DVD
  • zintegrowana kamera internetowa
  • karta dźwiękowa Realtek HD Audio
  • wbudowany modem
  • czytnik kart SD Ricoh ("5 in 1")
  • gniazdo PCMCIA
  • czytnik linii papilarnych
  • 6-komorowa bateria litowo-jonowa
  • system Vindows Vista.

Zacznijmy od grzebania w BIOS-ie...

Cena była wprawdzie okazyjna, ale zbliżona do rynkowej jak za używaną sztukę. Były niestety 4 zgrzyty: nie działała kamera internetowa (nie używam, więc nie boli ;)), przy jednym z zawiasów była lekko pęknięta obudowa (trudno się mówi), bateria trzymała tylko 3 minuty (w przypadku notebooka to niewybaczalne), a laptop po uruchomieniu zaskakiwał dopiero za 4-5 razem. Tę ostatnią usterkę usunąłem poprzez aktualizację BIOS-u. By przyspieszyć sprzęt już przy starcie, dokonałem odpowiedniej konfiguracji BIOS-u poprzez wyłączenie wbudowanego modemu, przełączenie trybu pracy dysku na AHCI, przestawienie bootowania na dysk twardy i wyłączenie PXE oraz wyłączenie diagnostyki przy starcie. Na baterie pomógł stary sposób z włożeniem jej na dobę do lodówki (około 0 stopni Celsjusza), po której to operacji z 3 minut magicznie uzyskałem 2 godziny i 40 minut pracy :) Zasilacz wydaje się od tamtej pory bardziej nagrzewać, ale może mi się tylko tak wydaje, bo nie sprawdzałem tego wcześniej. Póki co, bateria nie wybuchła :)

System to podstawa, więc znajdźmy lepszy!

Przyszła kolej na wymianę systemu operacyjnego na coś znacznie żwawszego. Wybór padł na Slackware Linux x64 z Fluxboksem na pokładzie i maszyna zmartwychwstała :) Wprawdzie na laptopy lepiej nadają się inne dystrybucje Linuksa takie jak np. OpenSUSE, które właśnie zazwyczaj instaluję znajomym, ale że Slackware używam na co dzień na desktopie, to i tutaj znalazł swoje miejsce. System ten zawsze jest aktualizowany do najnowszej wersji. Wraz z systemem doszedł zestaw lekkich aplikacji do codziennych zastosowań, z powodzeniem używanych przeze mnie na desktopie. Leafpad, XMMS, lxtask, Evince, hardinfo oraz wiele innych... tylko przeglądarki internetowe i LibreOffice ciężko było zastąpić czymś sensownym. Do "zabawy" dorzuciłem cairo-dock i fbpanel, choć na co dzień po nie nie sięgam oraz gkrellm, by czasem sprawdzić temperatury, obciążenie, i tym podobne rzeczy, na które typowy użytkownik uwagi nie zwraca, a które dla zapaleńców są istotne.

Karmienie bestii sprzętem - dysk i pamięć

Wszystkie dotychczasowe modyfikacje jak do tej pory nie wymagały angażowania środków finansowych, a jedynie wiedzy i poświęcenia odrobiny czasu. Przyszła jednak pora zadecydować, czy warto dokonać zmian sprzętowych. Mniej więcej po 2 latach używania rozwiązał się problem wolnego dysku, po prostu któregoś dnia zaczął on odmawiać współpracy, a test SMART wykazał, że jego żywot dobiega końca. Wymieniłem go na WD Black 320 GB 7200 RPM i maszyna naturalnie przyspieszyła. Cena dysku nie była mała, nie oszczędzałem i zakupiłem całkowicie nowy, gdyż priorytetem było mieć go jak najszybciej. Przy okazji nakarmiłem bestię dodatkową kością RAM 2 GB od Kingstona mocno po taniości.

Przydałaby się moc...

Laptop z racji rzadkich wyjazdów większą część czasu przeleżał, sytuacja zmieniła się, gdy trzeba było jednak częściej wybywać z domu, a z multimediami i siecią żal było tracić kontakt. Mam w zwyczaju często kompilować kernel w moim systemie, co też poprawia wydajność. Na pierwotnym procesorze czynność ta trwała wieki. No, może nie wieki, ale z pewnością ponad pół godziny, co w porównaniu z nieco ponad minutą na domowym desktopie było cholernie irytujące. Tak zrodził się pomysł na upgrade procesora. Zapoznałem się z listą obsługiwanych procesorów i okazało się, że najlepszym wyborem w stosunku ceny do możliwości jest model T8300. Jest to procesor dwurdzeniowy o taktowaniu 2,4 GHz na rdzeń. Na znanym serwisie aukcyjnym zapłaciłem za niego 70 zł (za nieco lepszy model o taktowaniu zaledwie 200 MHz wyższym trzeba by już zapłacić dwukrotnie wyższą sumę, co nie byłoby zbyt opłacalne przy tak niewielkiej różnicy w wydajności). W porównaniu z pierwotnym procesorem zyskałem niemal gigaherc mocy na rdzeń. Przy okazji zmieniłem pastę na lepszą - użyłem ulubionej Arctic Silver 5.

Co tam słychać w sieci?

Po wymianie procesora przyszedł kaprys, wręcz zbytek, by zmienić również kartę sieciową. Za 50 zł udało mi się zakupić kartę Intel Centrino Ultimate-N 6300. Na domowym routerze nie odczułem zauważalnej różnicy w prędkościach sieci, za to na Liveboksie u narzeczonej już owszem. Dodatkowym walorem karty okazał się fakt, że wykrywa dużo więcej sieci w okolicy. Wadą karty w moim mniemaniu jest za to konieczność doinstalowania firmware'u, poprzednia działała "out of the box", gdyż jej sterownik znajdował się bezpośrednio w kernelu.

Czas ucieka i nie wraca, uratuje nas responsywność!

Po tych wszystkich modernizacjach przyszła mi do głowy szaleńcza myśl o wymianie dysku HDD na napęd SSD. Przemyśleń było sporo, chyba jeszcze więcej szukania informacji w sieci, bo czy warto do 9-letniego laptopa z interfejsem SATA I dokładać SSD? Większość "znawców" odradzała taką inwestycję, z drugiej strony znalazło się nieco użytkowników zadowolonych z takiego posunięcia... Posprawdzałem specyfikacje różnych SSD i mimo pierwotnej myśli o zakupie czegoś o mniejszej pojemności doszedłem do wniosku, że jak szaleć, to szaleć. Różnica w cenie za pojemności typu 120-128 GB a 240-256 GB jest stosunkowo niewielka, co czyni zakup mniejszego napędu niezbyt opłacalnym. Większa pojemność przynosi też bonus w postaci większej ilości cykli zapisu zwiększając żywotność napędu i poprawia czas odczytów i zapisów. Jako że rozwiązania o pamięci TLC skreślam z góry i sięgam po MLC, a przy tym nie chcę zbankrutować, ostateczna walka rozegrała się pomiędzy Goodram Iridium Pro 240 GB a Crucial MX200 250 GB. Crucial zwyciężył o włos, postawiłem na sprawdzony kontroler Marvella. Teraz laptop może stawać w szranki z nowymi modelami i prawdę powiedziawszy masakruje większość notebooków, które potrafią kosztować nawet ponad 2500 zł!

Co zyskałem?

- Laptop startuje szybciej - licząc od załadowania się BIOS-u do zobaczenia pulpitu mija 15-16 sekund (w stacjonarce z SSD jest to 10-11 sekund, więc dużo nie odstaje)
- Programy ładują się szybciej (Chromium w sekundę, nawet szybciej niż na mojej stacjonarce, co zaskoczyło mnie zupełnie! - tam jednak profil przeglądarki doczytuje się z HDD)
- Kompilacja kernela i sporadycznie programów (Slackware niestety nie ma dużego repozytorium) trwa znacznie krócej (nawet trzy/czterokrotnie), podobnie rzecz się ma z rozpakowywaniem archiwów
- Poprawiła się płynność przewijania stron w przeglądarce internetowej Chromium oraz wydajność takich programów jak pakiet LibreOffice czy GIMP
- Wymiana systemu na nowocześniejszy i żwawszy, to bezpieczeństwo i mniej nerwów
- Efekty wszystkich modyfikacji poprawiły autorowi samopoczucie :)

Czy warto zatem modernizować stary sprzęt? Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi, gdyż zależy to od wielu czynników, jednak w moim przypadku było warto.

Zdjęcia pochodzą ze stron
http://www.notebookcheck.com (ogólne zdjęcie laptopa)
http://forum.notebookreview.com (zdjęcie BIOS-u)
http://esaitech.com (zdjęcie procesora)
http://www.crucial.com (zdjęcie napędu SSD)

[wpis zostanie uzupełniony o odpowiednie własne zdjęcia, gdy doczekam się lubianego przez moją starą Nokię światła dziennego w moim wigwamie ;)]

 

linux sprzęt porady

Komentarze