Twierdzą, że wręcz przeciwnie — odpowiednio przygotowana gra potrafi oto zredukować ryzyko wypadku. Deweloperów od dawna denerwowało stanie w korkach, które doprowadzało do znużenia i osłabienia koncentracji, nie byli też fanami długich tras, kiedy podczas jazdy człowiek się strasznie męczy, a czasem po prostu przysypia. Wpadli więc na pomysł „słuchowego” rozruszania umysłu. Szybko okazało się zresztą, że liczne badania na różnych amerykańskich instytutach pozytywnie oceniały wpływ interaktywnej rozrywki na stan psychiczny kierowców.
Wiele ciekawych wniosków wyciągnięto w fazie prototypowania BRIGHTdrivera. Podstawowa część gry to kwiz, w którym wyczytywane są pytania. Wyszło na to, że najłatwiej zapamiętać nie więcej niż trzy odpowiedzi, a z uwagi na problemy z rozpoznawaniem mowy w przypadku pewnych głosek, zdecydowano się na głośne wymawianie numeru wskazywanej opcji. Zminimalizowano ryzyko pomyłek. Aby nie denerwować osoby trzymającej kierownicę, każda zła odpowiedź prowadzi ponadto do prostszego następnego pytania, co osłabia stres. Aplikacja korzysta też z modułu GPS, aby monitorować szybkość auta czy ukształtowanie trasy, odpowiednio modyfikując zabawę w zależności od warunków panujących na drodze. Ponieważ lubimy podśpiewywać w samochodzie, dorzucono do tego Careoke, a trzymanie się przepisów dostarcza punkty w trybie My Best Mile. Będzie też rywalizacja z innymi.
Projekt, pomyślany jako w pewnym sensie cała platforma rozrywkowa, planowany jest wciąż na zimę, mimo tego, że nie udało się zebrać na niego funduszy na Kickstarterze, więc poszukiwane są inne sposoby dofinansowania. Ciekawe czy któryś z rodzimych programistów nie podchwyci pomysłu i nie przeszczepi go na grunt polski.