Niedawno zastanawialiśmy się, jak może zmienić się Twitter pod wodzą Elona Muska. Teraz wiemy już, że serwis rzeczywiście przejdzie w ręce ekscentrycznego miliardera zgodnie z umową opiewającą na 44 miliardy dolarów. Oznacza to, że za każdą akcję zapłacił 54,20 dol. Reakcja giełdy była natychmiastowa – na wieść o przejęciu platformy przez Muska, kurs akcji Twittera wzrósł o 6 procent.
Jaki jest Elon Musk, każdy wie – m.in. dzięki licznym wpisom, które umieszcza na Twitterze. Stąd pojawia się pytanie, czy miliarder zamknie go w złotej klatce, czy raczej pozwoli rozpostrzeć skrzydła. W końcu ostatnimi czasy mieszał platformę z błotem, zamiast jasno komunikować, jakie zmiany należy w niej wprowadzić. Całe szczęście w gąszczu jego postów można znaleźć wskazówki dotyczące potencjalnych ulepszeń.
Musk chce sporych zmian na Twitterze
Rozluźnienie moderacji treści leży w interesie Muska, który wielokrotnie określał Twittera jako "de facto publiczny plac miejski" współczesnej ery cyfrowej. Na początku zeszłego roku odniósł się krytycznie do decyzji zarządu platformy o permanentnym zablokowaniu konta byłego prezydenta USA Donalda Trumpa. Na podstawie tweetów Muska można przypuszczać, że będzie on dążył przynajmniej do złagodzenia ograniczeń na Twitterze.
Kolejną kwestią, którą Musk poruszał w przeszłości, jest rola Twittera w kształtowaniu społeczeństwa. Prezes Tesli w zeszłym miesiącu przeprowadził ankietę wśród swoich obserwatorów na temat tego, czy ich zdaniem algorytm Twittera powinien być otwartym oprogramowaniem, które może być badane, zmieniane i rozpowszechnianie przez użytkowników. Pomysł jest związany z jego poglądami na temat wolności słowa.
"Martwi mnie to, że de facto stronniczość 'algorytmu Twittera' ma duży wpływ na dyskurs publiczny" – napisał Musk w odpowiedzi do jednego z followersów. "Skąd mamy wiedzieć, co się naprawdę dzieje?".
Musk jest również zwolennikiem przycisku edycji, którego użytkownicy Twittera domagają się od lat. Jego ponad 80 milionów zwolenników w przeważającej większości poparło dodanie tej opcji w ankiecie, którą przeprowadził w zeszłym miesiącu. Rozwiązanie miałoby umożliwić prostą edycję postów w celu poprawienia chociażby błędów ortograficznych czy nieprawidłowych linków chwilę po opublikowaniu wpisu.
Walka z botami to następny z planów Muska. W wywiadzie udzielonym 14 kwietnia na konferencji TED 2022 wymienił tę kwestię jako pierwszą rzecz, którą zmieniłby jako nowy właściciel Twittera. "Najważniejszym priorytetem, jaki bym miał, jest wyeliminowanie spamu i botów wyłudzających dane oraz armii botów, które są na Twitterze" – powiedział. "Sprawiają one, że produkt jest znacznie gorszy".
Musk już w przeszłości podnosił alarm dotyczący botów spamujących fałszywymi ofertami kryptowalutowymi – niekiedy bezprawnie wykorzystującymi jego wizerunek. Musk nazwał wątek spamu na Twitterze "najbardziej irytującym problemem" związanym z korzystaniem z serwisu. Publicznie błagał nawet Twittera, aby coś z tym zrobił. Teraz sam będzie miał okazję pokazać, jak należy obchodzić się z botami.
Konrad Siwik, dziennikarz dobreprogramy.pl