felieton (strona 25 z 25)

Bitcoiny nie są oficjalnym środkiem płatniczym w Niemczech, tak jak nie są nimi papierosy

Po ostatnim kolapsie kursu Bitcoina (który u szczytuspekulacyjnej górki był wymieniany względem dolara w stosunku1:260, by w ciągu kilku dni stracić 2/3 swojej wartości), urzędyzwiązane z regulacją rynku finansowego w wielu krajach zaczęłysię bliżej przyglądać tej pierwszej z kryptograficznych walut.Nic w tym dziwnego – póki jeszcze głównym zastosowaniem Bitcoinabyły czarnorynkowe transakcje na małą skalę (z jakiegoś powodudo czarnorynkowych transakcji na dużą skalę służyło raczejLiberty Reserve), kryptowaluta nie stanowiła specjalnego problemu. Wmomencie, gdy głównym zastosowaniem stała się spekulacja, adziesiątki tysięcy zwykłych obywateli zaczęły myśleć olokowaniu w Bitcoinach swoich oszczędności, problem stał sięznacznie poważniejszy. Reakcja niejednego z ewangelistów Bitcoina była dośćzaskakująca – zaczęto coraz częściej deklarować, że bitcoinynie są pieniędzmi, i jako takie nie podlegają regulacji instytucjifinansowych. Czym więc są? Ano nośnikiem wartości, wirtualnymżetonem, który można kupić za określoną w danym czasie kwotę inp. przekazać drugiej osobie, która je odsprzeda, za określonąkwotę (oby nie niższą). [img=bitcoin]Oczywiście instytucje finansowe nie muszą się specjalnieprzejmować tym, co mówią poszczególni ewangeliści Bitcoina, ikwestię jego statusu prawnego rozstrzygają zgodnie z własnymipotrzebami. I tak oto z końcem lipca użytkowników Bitcoinazaskoczyła wiadomość, że oto w Tajlandii kryptowaluta zostałauznana za „zakazaną”. Rzeczywistość była znacznie mniejsensacyjna – otóż jeden z tajskich punktów wymiany miałotrzymać zakaz handlu bitcoinami, ponieważ bank centralny tegokraju uznał, że nie są one walutą i nie istnieją przepisyregulujące taki obrót. Oczywiście banki centralne nawet wTajlandii nie stanowią prawa, ani nie rozstrzygają o legalnościdanych zjawisk, jednak prasa swoje podchwyciła, nie zauważając, żedwa inne tajskie punkty wymiany orzeczeniem się nie przejęły, idalej handlowały bitcoinami. Teraz znów zrobiło się głośno o legalności i statusiebitcoinów – nawet w najpopularniejszych polskich portalachpojawiły się sensacyjne nagłówki, sugerujące, że w Niemczechkryptowaluta stała się legalnym środkiem płatniczym – np.„Niemcy mają nową walutę! Już oficjalnie” w WirtualnejPolsce. I tym razem sensacyjne nagłówki nie mają za wielewspólnego z rzeczywistością. A jak ta rzeczywistość wygląda?Jak zwykle bardziej prozaicznie.W odpowiedzi na zapytanie jednego z deputowanych Bundestagu,Franka Schäfflera z FDP, o status Bitcoina w świetle niemieckiegoprawa, niemieckie Ministerstwo Finansów orzekło, że nieklasyfikuje bitcoinów jako e-pieniędzy, ani też funkcjonalnejwaluty. Bitcoiny nie mogą być też uznane za walutę zagraniczną.Jednak są one, w świetle niemieckiego prawa czymś, co nosi nazwęRechnungseinheit, jednostki rozliczeniowej. Taką jednostkąrozliczeniową, jak być może pamiętają nasi najstarsi Czytelnicy,była np. EUA, służąca jako instrument wzajemnych rozliczeńpomiędzy państwami-stronami Wspólnot Europejskich w latach1975-79, taką jednostką rozliczeniową są też przecież papierosyw więzieniach.Z kolei proces wytwarzania nowych bitcoinów (czyli tzw. górnictwoBitcoina), jest w rozumieniu niemieckiego Ministerstwa Finansówwytwarzaniem prywatnego pieniądza.Nie ma w tym nic rewolucyjnego – niemieckie prawo akceptujeistnienie prywatnych walut, które mogą służyć do wzajemnychrozliczeń między stronami transakcji, nie mogą jednak posłużyćdo opłacenia należnego państwu podatku. Taką walutą jest np.Chiemgauer z Bawarii, pomyślany jako lokalna waluta do promowanialokalnego biznesu, odnawialnej energetyki i działań na rzeczspołeczności, na sztywno powiązana z euro (kursem 1:1), alekierująca się własnymi zasadami, (m.in. należy płacić 2%podatek za jej posiadanie, a np. organizacje non-profit mogą kupowaćchiemgauery o 3% taniej, niż firmy). Zyski wypracowane wchiemgauerach są oczywiście normalnie opodatkowane, płaci się jew euro – i tego właśnie oczekuje niemieckie Ministerstwo Finansówod zysków wypracowanych w bitcoinach.Z tym łatwo nie będzie, bowielu użytkowników Bitcoina zachowuje się jak te trzy małpki –nic nie widzę, nic nie słyszę, nic nikomu nie powiem. Pozostającw cieniu pseudonimowości tej waluty, stymulują drugi obieggospodarczy, nie poddany regulacji władzy, i dowodzący, że możnabez takich regulacji żyć. Kochający wolność mieszkańcyberlińskiego Kreuzbergu dobrze o tym wiedzą, to w końcu miejsce,gdzie łatwiej zapłacisz bitcoinami z mobilnego portfela wsmartfonie, niż wystawiona przez polski bank kartą kredytową (dlaniezorientowanych – płacenie w Niemczech kartą inną niżmiejscowe Giro bywa bardzo niewdzięcznym zajęciem).Nie sposób jednak zaprzeczyćjednemu – postawa władz Niemiec względem Bitcoina jestodczuwalnie bardziej przyjazna, niż ta, którą coraz częściejmanifestują władze USA (pomimo tego, że to w USA rozkwitanajwięcej bitcoinowych biznesów). Przykładowo w ostatnich dniachBenjamin Lawsky z Departamentu Usług Finansowych stanu Nowy Jorkostrzegł, że jeśli wirtualne waluty pozostaną DzikimZachodem handlarzy narkotyków i innych kryminalistów, to nie tylko zagrozi to bezpieczeństwu narodowemu USA, ale też samemu istnieniulegalnego biznesu związanego z wirtualnymi walutami.Cóż, pozostaje przypomniećpanu Lawsky'emu, że Dzikim Zachodem kryminalistów były, są i będąpapierowe banknoty z wizerunkami amerykańskich prezydentów, czyliznakomity środek płatniczy do przeprowadzania całkowicieanonimowych, nie pozostawiających śladu transakcji.Nam pozostaje patrzeć na to,którą drogę wybiorą władze Polski – czy bliższy się okażemodel niemiecki, czy amerykański. Żyjąc już trochę na świecie,czuję że i tym razem pójdziemy drogą USA, kraju paradoksalnieznacznie nam bliższego, niż sąsiad zza Odry.

Skype na stałe zintegrowany z Windows 8.1: czeka nas nowy proces antymonopolowy?

Microsoft oficjalnie w zeszłym tygodniu ogłosił,że Skype staje się częścią „okienek”. Od Windows 8.1 tennajpopularniejszy na świecie komunikator VoIP, kupiony w maju 2011roku za ponad 8,5 mld dolarów, będzie podstawowym komunikatoremcałego ekosystemu oprogramowania Microsoftu, w ramach strategiijednolitego doświadczenia. Skypedostępne będzie bezpośrednio z ekranu Start i zintegrowane zinterfejsem Modern UI, umożliwiając np. dzielenie treści przez menuZaklęć.Ryan Gavin, główny menedżer MicrosoftApps&Services zachwala tę decyzję następująco: Teraz już niebędziesz musiał pobierać ulubionej aplikacji by pozostać w kontakciena odległość. W Windows 8.1 po prostu się zalogujesz i będziesz mógłrozmawiać. Oznacza to, że będziesz miał dostęp nie tylko do 300 mlnużytkowników Skype korzystających z niego na różnych urządzeniach,ale też do każdego, kto korzysta z komputera z Windows 8.1.[img=skype]Integracja zamkniętegokomunikatora z systemem operacyjnym na taką skalę jest czymś, couzasadnia kwotę, za jaką Microsoft zdecydował się nabyć Skype.Doprowadzi ona najprawdopodobniej do znacznego wzrostu liczbyużytkowników Skype'a, w tym klientów korzystających z płatnych usługkomunikacyjnych. Popularność komunikatora wyraźnie bowiem rosła pojego przejęciu, nawet gdy funkcjonował on jako niezależna usługa wramach Microsoftu – w drugim kwartale 2012 łączny czas trwaniapołączeń głosowych przez Skype wyniósł 115 mld minut, o ponad 50%więcej, niż w poprzednim kwartale, W marcu tego roku Kevin Turner,dyrektor operacyjny Microsoftu, poinformował zaś, że już 1/3wszystkich połączeń głosowych na świecie przeprowadzana jest przezSkype.Problem tkwił jednak w tym, żeten ogromny rynek połączeń głosowych jest coraz mniej wart. Cenyusług telekomunikacyjnych maleją z roku na rok, podobnie jak iprzychody operatorów. Jeśli jednak Skype stałoby się częściąwszystkich systemów Microsoftu, na wszystkich rodzajach urządzeń, odtelefonu po komputery i konsole, jego realna wartość tkwiłaby w czymśinnym: Skype stałoby się domyślnym komunikatorem dla całej planety,praktycznie nie zostawiając miejsca dla konkurencji.Alex Wilhelm z TechCrunchazauważaten problem, przypominając przy okazji sprawę antymonopolowychdochodzeń prowadzonych przez Komisję Europejską przeciwkoMicrosoftowi. Jak wielu z Was pamięta, gigant z Redmond był jużoskarżany o nadużywanie swojej monopolistycznej pozycji –pierwszy raz za sprawą integracji z Windows odtwarzacza mediówWindows Media Player, drugi raz, za sprawą integracji z Windowsprzeglądarki Internet Explorer. O ile jeszcze dla regulatorów zBrukseli deklaracje o połączeniu z Windows 8.1 schowka plików wchmurze SkyDrive brzmieć mogą zasadniczo niegroźnie (w końcu co tojest to SkyDrive?), to o Skype słyszał praktycznie każdy, nawetpozbawiony technicznej wiedzy urzędnik w Brukseli. Scenariusz, wktórym Redmond zmuszone zostaje do zaoferowania użytkownikom„okienek” ekranu wyboru komunikatora nie wydaje sięnierealne – problem z nim tylko taki, że o ile w wypadkuInternet Explorera łatwo było wskazać alternatywne przeglądarki, to wwypadku Skype'a będzie to znacznie trudniejsze.
Debian obchodzi 20. urodziny

Debian obchodzi 20. urodziny

Sporo ostatnio ważnych dla IT 20. rocznic – niedawnoobchodziliśmy dwudziestolecie Slackware, potem dwudziestoleciepierwszego Windows NT, a teraz czas na dwudziestolecie Debiana,linuksowej dystrybucji, która jest czymś znacznie więcej, niż tylkolinuksową dystrybucją (a i może być czymś innym, niż linuksowądystrybucją).16 sierpnia 1993 roku Ian Murdock oficjalnie powołał do życia TheDebian Project. Genezę nazwy łatwo wyjaśnić – powstała przezpołączenie imienia jego ówczesnej dziewczyny, Debory, z jegoimieniem. Niezadowolony ze stanu, w jakim znajdowała się pierwszadystrybucja Linuksa (Softlanding Linux System), postanowił stworzyćwłasną, ulepszoną nie tylko technicznie, ale też i ideologicznie. Jakwyjaśniał w dokumencie TheDebian Manifesto, jego celem było stworzenie ostrożnie istarannie przygotowanej dystrybucji, która będzie wspierana iutrzymywana z odpowiednią troską. Wszystkoto w duchu otwartości, modularności i współpracy, przy wsparciu FreeSoftware Foundation i postawieniu na pierwszym miejscu potrzebużytkownika.[img=debian]20 lat później Debian wciąż żyjei rozwija się, pozostając prawdopodobnie jedną z dwóchnajważniejszych dystrybucji Linuksa (obok komercyjnego RHEL-a). Jestjednym z najchętniej wybieranych systemów operacyjnych na prywatne iinternetowe serwery, cieszącym się uznaniem ze względu na ogromnąstabilność i ogromne zasoby oprogramowania. Aktualne wydanie –Debian 7 wheezy (każde z wydań tego OS-a otrzymuje jako nazwę kodowąimię zabawki z filmu Toy Story;wheezy to ten gumowy pingwin w krawacie z Toy Story 2),przynosi ponad 37 tysięcy pakietów . I choć do tej pory pozycjęprzywódcy projektu zajmowało już 12 osób po ustąpieniu Murdocka w1996 roku, to przez cały ten czas społeczność Debiana pozostawaławierna ustanowionej na początku ideologii, skodyfikowanej w 1997 rokuw Umowiespołecznej Debiana.Wydając kolejne, niezwyklestabilne i dopracowane wydania systemu, społeczność Debianaumożliwiła zaistnienie ponadsetki innych linuksowych dystrybucji, korzystających z Debianajako fundamentu, na bazie którego ich twórcy mogli realizować swojepartykularne cele. Wśród nich są tak znane dystrybucje jak Ubuntu (zjego wszystkimi odmianami), Mint, MEPIS, czy KNOPPIX. Być może taliczba potomnych dystrybucji wynika po części z wysokości poprzeczki,jaką The Debian Project stawia przed ochotnikami chcącymiuczestniczyć w jego rozwoju – może być łatwiej zrobić własnądystrybucję, i realizować w niej własne pomysły, niż przejść surowyproces rekrutacyjny, niezbędny by spośród chętnych odsiaćwszystkich tych, którym bądź brakuje technicznych umiejętności, bądźzrozumienia filozofii Debiana.Choć zasady selekcjioprogramowania dla Debiana pozostają surowe – warto przypomniećchoćby spórz Mozillą o zasad wykorzystania znaków towarowych i nazw jejproduktów, w wyniku którego do repozytoriów zamiast Firefoksa,Thunderbirda, Sunbirda i Seamonkeya trafiły ich rebrandowane, w pełniwolne wersje (odpowiednio IceWeasel, IceDove, IceApe i IceOwl) –to jednak nie oznacza to, że dystrybucja ta pozostaje ślepa narzeczywistość, pełną niewolnego oprogramowania. Pakiety, którychlicencja nie pozwala na rozpowszechnianie w ramach głównegorepozytorium Debiana, utrzymywane są, kuoburzeniu Richarda Stallmana, w repozytorium non-free,inne zaś pakiety, o niekoniecznie wolnej licencji, przechowywane mogąbyć w repozytorium contrib.Najwyraźniej dla społeczności ważniejsza jest możliwość uruchamianiaDebiana wszędzie tam, gdzie chciałby to zrobić użytkownik, niż zgrozawywołana tym, że ludzie łatwo mogą dowiedzieć się oniewolnym oprogramowaniu dostępnym poprzez przeglądanie bazy danychpaczek Debiana czy teżzalecaniem przez instalator niewolnych plików firmware dlaurządzeń peryferyjnych.Na samym początku wspomniałem też, żeDebian jest już czymś innym, niż linuksową dystrybucją. To ważna,niespotykana gdzie indziej sprawa: Debian zdołał uwolnić się odsamego Linuksa. Choć oczywiście wykorzystuje w głównej gałęzirozwojowej systemu tworzone pod dyktando Linusa Torvaldsa jądro, tojednak zainteresowani mogą uruchamiać Debiana bez Linuksa. W 2011roku zaprezentowano DebianaGNU/kFreeBSD, wykorzystującego pakiety Debiana 6.0 i jądrosystemu FreeBSD. Znacznie wcześniej, bo już w 1998 roku, rozpoczętoprace nad DebianemGNU/Hurd, ale dopiero w 2013 roku pojawiła się nadająca się doczegoś więcej niż tylko eksperymentalny użytek wersja tego systemu. [img=debian2004][join][img=debian2013]Czego więc zatem można się spodziewaćza kolejne dwadzieścia lat? Na pewno Debian będzie dalej istniał.Niezależny od jakiegokolwiek komercyjnego podmiotu, niezależny odjakichkolwiek konkretnych osób, Debian jest przede wszystkim ideą iprocesem, który włącza w siebie wszystkich swoich użytkowników. Ma tooczywiście i swoje wady – w tak rozwijanej dystrybucji nikt niemoże powiedzieć wydajemy kolejnego Debiana, choćby miał po tymnastąpić potop, a otwarte spory między deweloperami bywają czasembardzo nieprzyjemne – ale na dłuższą metę widać, że ten modelsprawdza się bardzo dobrze, czyniąc z tej dystrybucji ikonę WolnegoOprogramowania (cokolwiek by o tym dziś Free Software Foundationmogło sądzić).Zatem wszystkiego najlepszego dla całejspołeczności Debiana!
Dwadzieścia lat temu Microsoft zmienił świat pierwszym Windows NT

Dwadzieścia lat temu Microsoft zmienił świat pierwszym Windows NT

Nie tak dawno obchodziliśmy 20.urodziny Slackware, a teraz mamy okazję świętować 20. urodzinyinnego bardzo ważnego dla świata IT systemu operacyjnego, o którym coprawda pamiętają dziś tylko brodaci, pomarszczeni administratorzy,ale którego „potomstwo” opanowało cały świat. W sierpniu1993 roku na rynku pojawił się pierwszy serwerowy system Microsoftu izarazem pierwszy system, w którym znalazło się jądroNT. Otrzymał nazwę Windows NT 3.1.NT 3.1 nigdy by się zapewne nie pojawiło, gdyby nie niesnaskimiędzy Microsoftem i IBM. Gdy w 1988 roku do Microsoftu przeszliludzie z firmy Digital Equipment Corp, na czele z twórcą systemu VMSDavidem Cutlerem, jeszcze zakładano, że nowy serwerowy system będziewykorzystywał wiele komponentów OS/2. Jednak w 1990 roku było jużwidać, że rynek wybiera Windows (nawet w takiej formie, jaką wówczasWindows miało – wizualnej nakładki na DOS-a), a system IBM-a macoraz większe problemy ze znalezieniem swojego miejsca. Microsoftzdecydował się wówczas iść za ciosem i przygotowywany system dlaserwerów oprzeć na własnych rozwiązaniach.[img=nt31]A były to czasy zupełnie inne niż dziś – w firmowychsieciach królował Novell NetWare (należało do niego w pewnym momencieniemal 65% rynku), pierwszy z systemów serwerowych, który wprowadziłwspółdzielenie plików (a nie tylko współdzielenie dysków) przezwszystkie podłączone stacje robocze, a w kolejnych wersjach takżewielozadaniowość, modularyzację i pierwsze rozwiązania wysokiejdostępności (łączenia serwerów NetWare w klastry). Jego jedynąsłabością był bardzo skomplikowany system uwierzytelnianiaużytkowników, zmuszający ich do oddzielnego logowania się do każdegoz serwerów. Dopiero wersja NetWare 4 (wydana notabene w tym samymroku co pierwsze Windows NT) wprowadziła rozproszony katalog sieciowykont użytkowników, grup, serwerów i stacji roboczych, pozwalającyodtworzyć całą strukturę organizacji w drzewie katalogowym icentralnie zarządzać uprawnieniami dostępu do nich. Rozwiązanie towyprzedzało wszystko, co do tej pory było znane, włącznie z modelemdomenowym Microsoftu – ale dla mniejszych firm było zbytskomplikowane.I to właśnie chyba było głównym powodem, dla którego stosunkowoprosty i względnie niedojrzały NT 3.1 tak bardzo spodobał się narynku. Pomimo wszystkich swoich możliwości, NetWare skupiało sięprzede wszystkim na współdzieleniu plików i drukarek, i to wszystkopo własnościowym protokole sieciowym Novella. Miało też ogromnezapotrzebowanie na pamięć RAM, a jeden błąd w działaniu któregoś zmodułów mógł zawiesić cały serwer. Tymczasem serwerowy systemMicrosoftu był znacznie bardziej uniwersalny, obsługiwał TCP/IP, miałmniejsze wymagania sprzętowe, a zarządzanie mniejszymi sieciami byłow nim bardzo proste.Była to przede wszystkim zasługa innowacyjnej architektury –w przeciwieństwie do innych systemów wykorzystujących mikrojądra, NT3.1 uruchamiało w trybie chronionym procesora nie tylko jądro, aleteż sterowniki i pliki wykonywalne systemu, a większość funkcjisystemu operacyjnego, w tym interfejs programowania grafiki,przeniesiono do oddzielnych podsystemów. W rezultacie, jak na tamteczasy system był bardzo stabilny. Poradzono sobie też zniestabilnością aplikacji DOS i 16-bitowego Windows, uruchamiając jew maszynie wirtualnej, pozbawionej bezpośredniego dostępu do sprzętu:teraz już jedna zawieszająca się aplikacja nie stanowiła groźby dlacałego systemu. Warto też wspomnieć o trzech charakterystycznych dla Windowstechnologiach, które zadebiutowały wraz z NT 3.1 – Rejestrze,czyli scentralizowanej bazie konfiguracji systemowej, NTFS, czylizainspirowanym przez IBM-owy HPFS i Files-11 z VMS-a systemie plików,który wprowadził do „okienek” m.in. obsługę metadanych iksięgowanie, oraz słynnym BlueScreenie, czyli ekranie wyświetlanym wmomencie poważnej awarii systemu, zawierającym m.in. zrzut pamięci iinne dane pozwalające zidentyfikować błąd.[img=nt31mm][join][img=nt31fileman]Co ciekawe, w tamtych czasach Microsoft interesował się wielomaróżnymi architekturami sprzętowymi. NT 3.1 wydane było w wersji nietylko na procesory Intela x86, ale też na MIPS, kilka miesięcypóźniej pojawiła się też wersja na maszyny z procesorami Alpha.Nigdy wcześniej, ani później nie było już tak radykalnych zmian wWindows. Rewolucje w Windows 8 są w porównaniu do NT 3.1 wręcztrywialne – ot kolejny interfejs użytkownika, a w praktyce –ulepszone Windows 7. Czy za dwadzieścia lat będziemy o nich jeszczepamiętali, nie mówiąc już o ich używaniu, tak jak do dziś korzystamyz tego, co zadebiutowało w Windows NT 3.1?