Wstępniak na nowy tydzień: ale ja się na to przecież nie pisałem!
Niedawno zmieniliśmy operatoratelefonii komórkowej. Okres zamieszania przeszliśmy w miarębezboleśnie – i w zasadzie gdyby nie jedna sprawa, nie byłoby oczym pisać. Ot nagle, by nas uszczęśliwić, wszystkim włączonobardzo przydatną usługę, polegającą na tym, że podczasoczekiwania na połączenie, dzwoniącemu na nasz numer odtwarzanajest muzyka, czy też wyrób muzykopodobny. Nikt tego nie zamawiał,nikt o to nie prosił, nagle dzwoniący do członków redakcji mogliusłyszeć depresyjne dźwięki kapeli zwanej Myslovitz. Nic, żemogło to urazić uczucia estetyczne abonenta i jego rozmówców,nic, że mogło nawet skompromitować, sugerując zły gustwłaściciela numeru – telekom zrobił swoje. Pierwszy miesiącniechcianej melodyjki za darmo. Drugi – opłatę doliczą dorachunku.