Przypomnijmy, co takiego przynosiFirefox Developer Edition, którego kolejne kompilacje będąwydawane w kanale niegdyś znanym jako Aurora. Dostajemy więc przedewszystkim zintegrowane z Firefoksem 35 środowisko programistyczneWebIDE,responsywny podgląd stron, debugger Valencepozwalający na podpięcie desktopowego Firefoksa do mobilnych Chromei Safari i edytor Web Audio do kontrolowania efektów dźwiękowychgenerowanych przez aplikacje. Uzupełniają one dobrzeznane ze zwykłych narzędzi deweloperskich Page Inspectora,WebConsole, JavaScript Debugger, Network Monitor i Style Editor. Towszystko zostało podane w nieco odmienionej, ciemnej skórce, zezmienionym nieco układem przycisków, szybkim dostępem dorozszerzeń z kolekcji Web Developer's Toolbox i włączonymkomunikatorem Talkilla.
Gdyby nie to, że mamy do czynienia zproduktem organizacji dysponującej budżetem w wysokości setekmilionów dolarów, można byłoby uznać, że szumne zapowiedzi zzeszłego tygodnia zostały spełnione. W rzeczywistości jednakdostaliśmy odmianę Firefoksa z domyślnie włączonymi dodatkami,które znane były już wcześniej – bez żadnych rewelacji.Wyraźny nacisk na budowanie mobilnych interfejsów użytkownika każeraczej myśleć, że mamy do czynienia z narzędziem dla twórcówaplikacji dla Firefox OS-a, niż przeglądarką dla budowniczychWebu.
To oczywiście początek, fundament poddalsze ulepszenia, ale Firefox Developer Edition nie istnieje wpróżni. Przeglądarka dla budowniczych Webu powstała już dawnotemu – i nazywa się „Google Chrome”. By Firefox DE dorównałnarzędziom wbudowanym w Chrome, musiałby przede wszystkimwprowadzić ekwiwalent mechanizmu Workspaces,dzięki któremu wprowadzane w narzędziach deweloperskich zmiany sąautomatyczne zapisywane w plikach źródłowych strony orazdynamiczne aktualizacje skryptów, edytowanych bezpośrednio wznaczniku scrypt. Brakuje znanego z Chrome menedżera zadańprzeglądarki, pozwalającego na żywo zobaczyć obciążenieprocesora i pamięci generowane przez daną stronę. Zachwalanenarzędzie do testów responsywnego widoku wygląda bardzoprymitywnie w porównaniu do Device Mode google'owej przeglądarki.
Co więcej, aktualne wersje Chromeoferują mechanizmy, o których Mozilla zupełnie zapomniała: możemyotwierać strony z zadanym ograniczeniem przepustowości sieci(emulacja GPRS, EDGE, 3G, DSL, Wi-Fi), emulować różne typy mediów(np. widok dla drukarek) czy zdarzenia z sensorów (np. lokalizacjęGPS czy orientację urządzenia w przestrzeni).
Warto wspomnieć też o istniejącej wChrome możliwości bezpośredniej edycji i debugowania plików Sass(CSS Source Map), znakomitym profilerze JavaScriptu z trybemFlameChart, pozwalającym zobaczyć, jak wygląda przetwarzanie koduJavaScriptu w czasie, jak również trybie ciągłegoprzerysowywania, dzięki któremu możemy interaktywnie testowaćczas rysowania ostylowanych elementów strony. Last but not least,to właśnie w narzędziach deweloperskich Chrome zadebiutowałmechanizm nagrywania i profilowania wywołań WebGL na elemenciecanvas – podczas gdy Mozilla, tak zachwalająca WebGL, póki cożadnych narzędzi tu nie oferuje.
Póki co odczuwalnie wyższaresponsywność interfejsu Chrome Web Tools, większe możliwościjego narzędzi i łatwość podłączenia do urządzeń z Androidem(nie ma co udawać – Firefox OS to nisza, WebIDE to ciekawostka)czynią z przeglądarki Google'a przeglądarkę, którą chciałbybyć Firefox Developer Edition. Czy Mozilla zdoła nadgonić dystansdzielący ją od dominującego dziś na rynku konkurenta – tego niewiemy. Widać jednak, że standardem w tej dziedzinie powoli stajesię właśnie Chrome.
Niedawno programiści Adobe wydaliwersję 1.0 znakomitego edytora dla programistów o nazwie Brackets.Dostępne w wersjach na Linuksa, OS X i Windows narzędzie wydajesię zorientowane przede wszystkim na webdeweloperów, zapewniającpełne wsparcie (z koloryzacją, autouzupełnianiem i podpowiedziami)dla takich języków jak JavaScript, CoffeeScript, JSON, CSS, HTML,Less, SCSS, PHP, Python, Ruby czy Perl, obsługę skryptów postronie serwera – a przede wszystkim setki rozszerzeń, któreczynią pracę z kodem źródłowym znacznie wygodniejszą. Bracketszapewnia oczywiście dynamiczny podgląd tworzonego kodu stron –jedno kliknięcie i edytor łączy się z przeglądarką. Tąprzeglądarką jest właśnie przeglądarkaGoogle.
Sprzęgnięty z Chrome Brackets (możecie pobrać wersję dla Windows z naszego repozytorium) wydajesię dziś być najlepszym rozwiązaniem dla webdeweloperów – ichoć sama misja Mozilli jest autorowi tego tekstu znacznie bliższa,niż działania Google czy Adobe, to jednak uważa, że określaniedziś Firefoksa Developer Edition mianem pierwszej przeglądarki dlabudowniczych Webu jest sporym nadużyciem.