“Bede grał w gre” - Tomb Raider

Lara Croft to żywa legenda gier komputerowych. Słynna archeolog zdobyła ogromną popularność na całym świecie, podejrzewam że o wiele większą, niż początkowo planowali jej twórcy. Nie ma chyba gracza, który nie kojarzyłby biuściastej bohaterki czy to właśnie z gier czy też z filmów, bo Lara jest jedną z nielicznych postaci, które doczekały się również swoich odpowiedników zarówno w hollywodzkich produkcjach (z nie mniej znaną Angeliną Jolie w roli głównej), jak i w książkach i komiksach. Jednak tak jak wszystko, tak i seria Tomb Raider potrafiła się z czasem przejeść. 9 gier w serii to naprawdę sporo i z czasem znudzeni gracze chcieli czegoś nowego. I doczekali się, bowiem dziesiąta część to tzw. restart serii. I nie będę ukrywał - udany restart.

Gdzie są cycki?

Pierwszym, co się rzuca w oczy w najnowszym Tomb Raider to oczywiście nowa, odmłodzona Lara i jest to naprawdę efekt... piorunujący. Nie jestem wielkim fanem serii, więc nie będę narzekał, że to już nie to samo, ale fakt faktem - nowa Lara to inna Lara. Na pierwszy rzut oka panna Croft jest zwyczajną, normalną dziewczyną, o wiele normalniejszą niż mocno wynaturzona bohaterka wcześniejszych serii. Nie mamy tutaj silikonowych zderzaków, które zaprzeczały prawom fizyki, chociaż nowa Lara ma czym oddychać i absolutnie może się podobać. I choć twórcy zadbali, aby nowa panna archeolog była ładnym i atrakcyjnym dziewczęciem, to na pewno nie możemy tutaj mówić o demonie seksu, którym była “stara Lara”, tym bardziej że skończyły się czasy, gdy Croft wychodziła z najgorszego bagna niczym modelka z wybiegu. “Nowa Lara” to prawdziwy kocmołuch i częściej zobaczymy ją w brudnym i podartym podkoszulku, całą umorusaną w zaschniętym błocie i krwi, niż w stroju wyjściowym. W końcu praca archeologa zobowiązuje. Oczywiście Lara to bardzo sympatyczne dziewczę, którego nie sposób nie polubić tym bardziej, że to my za pomocą klawiatury i myszki (tudzież pada) sterujemy jej poczynaniami i przeżywamy przygodę, którą rozpisali dla nas scenarzyści nowego Tomb Raidera.

Survival? No chyba nie...

A przygoda ta ci... dziwna. Lara wraz z ekipą organizuje wyprawę, która ma za zadanie odnaleźć legendarne królestwo Yamatai, znajdujące się tuż u wybrzeży Japonii. Jak to zwykle bywa w takich wyprawach, coś idzie nie pomyśli naszej bohaterki i statek, którym płyną w niewyjaśniony sposób rozbija się u brzegów wyspy, która od tej pory będzie głównym centrum rozgrywki, a której tajemnicę będzie starała się rozwikłać nasza bohaterka. Od tej bowiem pory, panna Croft oddzielona od reszty przyjaciół musi radzić sobie sama i tu zaczyna się mocno promowany przez twórców survival, który owszem, jest szkołą przetrwania, ale tylko przez pierwsze 10 minut. Wyziębiona i głodna Lara w celu przetrwania ciężkiej wycieczki, musi znaleźć jakieś przestronne miejsce, aby się ogrzać i zjeść coś na ciepło. Jednak twórcy nie ułatwiają nam tego zadania i to my musimy zadbać o nasz prowiant. W tym celu niezbędne będzie rozpalenie ogniska oraz upolowanie jakiegoś zwierzątka, tyle że początkowo Larze brakuje odpowiednich rzeczy. Niezbędnym będzie łuk, którym nasza bohaterka upoluje jelenia, ogień też trzeba rozpalić, posiadając odpowiednie materiały, rozrzucone gdzieś po mapie. Na początku jest dość ciekawie, jednak mechanika gry sprawia, że survival o którym wspomniałem wyżej nie jest niczym specjalnym - ot, nazwałbym to tylko samouczkiem czy nawet ciekawostką - szkoda, bo to mógł być ciekawy aspekt gry, niestety nie został on należycie wykorzystany. Lara z czasem nie ma problemów z eliminowaniem jakiegokolwiek zagrożenia czy będą to uzbrojeni wrogowie czy też agresywne wilki - survival kończy się w momencie, gdy Lara dostaje w ręce pierwszą poważniejszą broń i mimo, że nikt nie spodziewałby się tego po naszej młodej bohaterce, to dziewczyna świetnie radzi sobie z eliminowaniem kolejnych serii przeciwników. Ci może nie są wybitnych lotów, jednak AI stara się kryć za przeszkodami, momentami wrogowie próbują nas okrążyć, zdarzają się i kamikadze-samobójcy, którzy wylatują na nas znienacka, ale ogólnie nie ma się do czego przyczepić, ważne że sprawiają frajdę.
Niewątpliwym plusem jest jednak to, że gra sama dostosowuje się do naszego stylu. Jeśli ktoś ma ochotę grać “na Rambo” czyli wpadać w tłum, walić heady i chować się za murkami tylko w celu przeładowania shotguna - nic nie stoi na przeszkodzie, aby obrał ten styl gry. Jeśli jednak ktoś woli ciche eliminowanie celów, bez wzbudzania alarmów, skradając się od przeszkody do przeszkody - twórcy również wzięli to pod uwagę i dla ambitniejszych graczy umożliwiono nieco bardziej satysfakcjonujący charakter rozgrywki. A ciche strzelanie do przeciwników z łuku jest naprawdę ciekawym aspektem gry.

Po tym, gdy zaopiekujemy się naszą bohaterką, przyjdzie czas na odnalezienie naszych zaginionych przyjaciół oraz zwiedzanie wyspy, która prezentuje się naprawdę okazale. Mimo, że najnowszy Tomb Raider na ogół prowadzi nas od punktu A do B, to nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy to my sami ustalili sobie ścieżkę podróży. Teren w grze jest naprawdę rozsądnych rozmiarów, jest co oglądać, zwiedzać, odkrywać i zbierać. Dla fanów exploringu również nie zabraknie smaczków, ponieważ po całej mapie są rozrzucone całe masy surowców, niezbędnych do utworzenia kolejnych przedmiotów, ale i również dokumenty zaznajamiające nas z historią wyspy, skrzynki z różnymi przedmiotami, relikwiami i artefaktami, których zbieranie nie jest może obowiązkowe, ale które skutecznie wciągają w świat gry i naprawdę sprawiają mnóstwo frajdy, przy okazji wydłużając rozgrywkę. Oczywiście obowiązkowym elementem rozgrywki są grobowce, jaskinie i groty, a nawet powojenne bunkry, których nie brak, a których zwiedzanie sprawia sporo przyjemności. A czy się to komuś podoba czy nie, Tomb Raider nie jest już taką platformówką, jaką był niegdyś. Ten, kto pamięta momenty zręcznościowe starych części, wie ile nerwów i czasu wymagały pokonywanie kolejnych półek skalnych i platform, o gimnastyce palców nie wspominając. W najnowszym TR nie zabrakło elementów zręcznościowych, jednak nie wymagają one już tak małpiej zręczności, jak to miało miejsce kiedyś.

Coś dla fanów RPG

Niewątpliwie ciekawym aspektem gry jest spore nacechowanie Tomb Raidera elementami rodem z produkcji RPG. I tak oprócz wyżej wspomnianego exploringu i wszędobylskiego zbieractwa, idąc poprzez czytanie dokumentów/dzienniczków, które umilają rozgrywkę, poprzez sporych rozmiarów wyspę, po której możemy się dowolnie poruszać, kończymy na dwóch dość ciekawych detalach, jakimi są rozwój postaci oraz ekwipunku. I z całą pewnością warto się chwilkę przy tym zatrzymać, bowiem oprócz niesamowitej akcji w Tomb Raider dostajemy coś takiego jak drzewko umiejętności postaci. To tutaj wydamy nasze ciężko zarobione punkty umiejętności na dostosowanie naszej postaci pod nasz styl gry. I tak możemy sprawić, aby Lara nauczyła się kilku przydatnych dla nas umiejętności, takich jak: zwiększenie czujności, pozyskiwanie strzał z ciał wrogów, możliwość noszenia większej ilości amunicji, otrzymywanie mniejszych obrażeń, oślepianie przeciwników w walce wręcz czy też łatwiejsze lokalizowanie zwierzyny. Samo drzewko podzielone jest na kilka kategorii - umiejętność przetrwania, łowów oraz walki i to my sami zdecydujemy, w co bardziej opłaca nam się zainwestować. Ma to głównie ułatwić i uprzyjemnić rozgrywkę, na szczęście nie da się tutaj czegoś zepsuć, przez co gra nie będzie na tyle łatwa/trudna, jeśli punkty przeznaczymy na umiejętności mniej lub bardziej ważne.
Podobnie jest z ekwipunkiem, który Lara z czasem może ulepszać. Jest na to kilka sposobów - niektóre z broni odblokujemy wraz z postępem w grze, niektóre musimy odnaleźć sami. Wiąże się to ze znalezieniem kilku elementów i złożeniem ich w jedną całość. Poszczególne bronie możemy też ulepszyć, jednak jest to związane z posiadaniem określonej ilości surowców, które znajdziemy na mapie. Dlatego jeśli chcemy się bawić czy to w rozwój postaci czy też ekwipunku dość ważnym aspektem jest tutaj zbieractwo, gdyż tylko dzięki temu odblokujemy co lepsze rzeczy.
Warto również wspomnieć o systemie szybkiej podróży, dzięki któremu nie musimy przemieszczać się cały czas po tych samych terenach. Nie jest to może wybitnie ważny aspekt gry, ale z całą pewnością docenią go fani exploringu, którzy będą chcieli bawić się w kompletowanie różnego rodzaju znajdziek.

Zobacz, jak jej włosy falują

Niewątpliwie jednym z atutów nowego Tomb Raidera jest jego oprawa audiowizualna. Była to jedna z rzeczy, których obawiano się najbardziej, gdyż gra wyszła jednocześnie na trzy platfomy (PC, Xbox 360 i PS3), przez co nie do końca było wiadomo, jak będzie wyglądać, a co więcej zachowywać się na komputerach osobistych (często optymalizacja takich gier leży). Na szczęście pod tym względem udało zachować się wysoką jakość, przy naprawdę niezłej wydajności. Gra urzeka grafiką, grą świateł, niespecjalnie można przyczepić się do tekstur czy animacji, całość objęta jest wspaniałą “filmowością” rozgrywki, chociaż aby zobaczyć Larę w pełnej krasie potrzeba całkiem potężnej maszynki. Oczywiście detale detalami, to na jakich pogramy zależy od naszego komputera, jednak warto tutaj wspomnieć o czymś nowym, a mianowicie o TressFX, czyli o bardzo zaawansowanym i realistycznym renderowaniu... włosów bohaterki. Tak tak, nie przewidzieliście się - fryzura Lary to rzecz ważna, zwłaszcza w tak niebezpiecznym i brudnym zawodzie, jak praca archeologa, toteż twórcy postanowili popracować nad tym elementem i sprawili, że włoski bohaterki będą mega fotorealistyczne. Czy się to udało? Częściowo. Widać, że TressFX to ciekawa sprawa, jednak wymaga jeszcze sporego dopracowania, głównie z dwóch względów. Po pierwsze - nie zawsze to wygląda tak, jak trzeba. Niekiedy włosy Lary wyglądają pięknie i wzbudzą zachwyt każdego fryzjera stylisty. Jednak czasami ich renderowanie jest zbyt przesadzone - zdarza się, że włosy powiewają, jakby bohaterka była w środku jakiegoś tornada, co wygląda komicznie. Niestety problemem jest też zasobożerność nowej fizyki włosów - aby tylko nacieszyć się tym ciekawym, acz zbędnym bajerem potrzeba nielada smoka, a mój komputer momentami nie wyrabiał, bo mimo że gra chodziła płynnie na wysokich detalach, to TressFX zabijało moją kartę graficzną i praktycznie uniemożliwiało płynną grę.

Gra bez wad? Ależ skąd...

Pomimo tego, że najnowszy Tomb Raider to bardzo dobra gra, nie udało się też osiągnąć ideału. Po pierwsze fabuła - momentami mocno naciągana i mało zaskakująca, chociaż trzeba przyznać wciągająca i trzymająca w napięciu. Że nonsens? Możliwe, ale tak jest w istocie - pomimo, że w TR nie zobaczymy niczego nowego, to jednak przygoda panny Croft wciąga i sprawia, że nie chce się odchodzić od komputera. Po drugie tryb multiplayer, który jest po prostu słaby i niedorobiony. Po trzecie - za dużo strzelania. Naprawdę śrutu w tej grze twórcy nie pożałowali, a zwłaszcza boli to przy niewykorzystanym survivalu. I po czwarte - za mało zagadek logicznych, było ich może kilka, a i to mizernej jakości. Bida, bo stare części pod tym względem miażdżyły nowego Tomb Raidera. Na plus dodam tylko długość rozgrywki - nie spiesząc się i nieco zbierając spokojnie można wyciągnąć ponad 15h, co na dzisiejsze czasy jest bardzo przyzwoitym wynikiem.

Podsumowując - najnowszy Tomb Raider to naprawdę solidna produkcja, która sprawiła mi mnóstwo frajdy. Porównanie jej do Uncharted jest jak najbardziej na miejscu, bo to właśnie taki Uncharted z babskim odpowiednikiem w roli głównej bohaterki - mnóstwo akcji, wciągająca i filmowa rozgrywka, niewybitna ale przyjemna fabuła oraz niesamowity fun. Dla mnie mimo kilku wad to jeden z lepszych zakupów w ostatnim czasie i mimo, że ten wpis nie jest recenzją, tylko ogólnie pojętym opisem, to pokuszę się o ocenę i dam okrąglutką 9.
Polecam.


 

Komentarze