Saints Row IV, czyli Matrix: Gangsteryzacja
Po 11 godzinach, które potrzebne były do ukończenia głównego wątku w Saints Row IV, mając za sobą ułamek ogólnego stopnia rozłożenia gry na czynniki pierwsze, poczułem się oszukany przez studio Volition. Produkt, oparty na niewydanym nigdy rozszerzeniu dla SR: The Third, przedstawiano w materiałach promocyjnych głównie jako radosną rozwałkę, tytuł oferujący nam możliwość dania upustu swoim najciemniejszym pragnieniom. Sonda doodbytnicza jako broń ręczna? Jeśli kogoś to kręci to jest. Giwera atakująca z głośników uszy ostrym dubstepem? Obecna, tak jak wiele różnych niekonwencjonalnych narzędzi mordu. Do tego skoki na kilkadziesiąt metrów plus inne supermoce, umiejętnie wplecione w akcję kultowe kawałki muzyczne, gagi na każdym kroku, różnorodność rozgrywki plus na dokładkę tryb współpracy z kumplem. Tak, poczułem się oszukany, że to wszystko bardzo skrzętnie poskładano w jedną wciągającą całość i zamiast prostej gry do wyżycia się zaserwowano nam jednak coś dużo więcej.