Jeżeli o Europę chodzi, przeciętnie 25% mieszkańców Starego Kontynentu gra przynajmniej raz na tydzień. 45% spośród graczy to kobiety, 51% to osoby poniżej 35 roku życia, a 35% zakupiło chociaż jedną grę w przeciągu ostatniego roku — zazwyczaj nową, w pudełku. Jeśli rodzice grają z dziećmi to średnio w 40% przypadków na ich prośbę, w niewiele mniejszym stopniu, aby spędzić z nimi po prostu czas czy samemu też się pobawić. Co ciekawe, 58% Europejczyków uważa, że ich pociechy dzięki grom rozwijają umiejętności, 47% twierdzi do tego, iż dobrze wpływają one także na kreatywność. Co do zwiększania agresywności zdania są podzielone — 42% respondentów nie odnotowało różnicy, 27% zauważyło problem, z kolei 23% dostrzegło jednak kojący wpływ rozładowywania napięcia poprzez gry. W ogromnej większości nie korzystamy z opcji kontroli rodzicielskiej (70-80% przypadków).
Jak sprawy mają się w Polsce? 49% z nas grało w coś w minionych 12 miesiącach, co oznacza, że 51% w ogóle stroniło od gier — bo nas to nie interesuje, nie mamy zupełnie czasu albo poświęcamy uwagę innemu hobby. Grających pań mamy 44%, najczęściej takiej formie rozrywki poświęcają się mężczyźni w wieku od 16 do 34 lat. Około 1 na 4 dorosłych gra przynajmniej raz w tygodniu. Także 35% zakupiło przynajmniej jedną grę w roku i 6% z tego to były gry używane. Bawimy się przede wszystkim na PC (głównie laptopach), w następnej kolejności zaś urządzeniach przenośnych i konsolach. Z dziećmi w 36% przypadków gramy, aby kontrolować, ile czasu na to poświęcają, a dopiero później dla frajdy, czy w celach edukacyjnych. 65% badanych uważa, że gry rozwijają zdolności pociech, a 55%, iż mają one pozytywny wpływ na ich kreatywność. 20% dostrzegło wzrost agresywności u dzieci, 48% nie widzi żadnej różnicy, czy milusińscy grają, czy nie, a 27% uważa, że gry potrafią uspokajać. Gry dzieciom kupują rodzice, zazwyczaj tytuł wybierają sami — chyba że chodzi o nastolatków, wtedy się konsultują. Prawie połowa z nas używa opcji kontroli rodzicielskiej. Wiemy, co to PEGI, ale 56% „rozpoznania” to raczej mało...