Survival, crafting, zombiaki, tym razem bez ojca serii... To nie mogło się udać! Recenzja Metal Gear: Survive

Na samym początku muszę napisać że nie jestem wielkim wielbicielem serii MGS. Miałem przyjemność zagrać w pierwszą część dopiero po kilkunastu latach po premierze i bardzo pozytywnie przypadła mi do gustu postać Solid Snake'a. Pozostałe produkcje albo oglądałem w serwisach streamingowych lub jako widz u kolegi na kanapie. Z serią pożegnałem się w 2015 roku gdy studio Konami zwolniło ojca serii - Hideo Kojime. Od tego momentu wiedziałem, że nic już nie będzie takie samo. A po premierze dość kontrowersyjnego The Phantom Pain, najgorsze miało dopiero nadejść ...

Fenomenalny start pod górkę

Konami onieśmielone coraz rosnącą sławą tytułów postawionych na przetrwanie oraz walkę z oponentem, postanowiło zawalczyć i o ten segment rynku. Przecież taka gra, okraszona tytułem Metal Gear i osadzona w realiach serii, nie tylko świetnie się sprzeda ale też znajdzie swoich zagorzałych fanów. Niestety studio tą decyzją skazało się na nieuniknioną porażkę, wydając tytuł dobry ale fabularnie niedopracowany.

Historia Metal Gear : Survive opowiada o losach nieznanego żołnierza który broni Mother Base w trakcie ataku najemników Skull Face'a. Sekwencję tą możemy zobaczyć pod koniec gry Ground Zones, ale w bardzo ubogim uproszczeniu. Grę rozpoczynamy w momencie gdy nasz bohater - martwy typ w trumnie - zostaje zidentyfikowany przez nieznanego jegomościa. Oczyma denata obserwujemy całą tą sytuację, będąc co chwila przenoszonym między teraźniejszością a przeszłością. W pewnym momencie budzimy się żywi w innym wymiarze, choć nie do końca wiemy dlaczego.

Przez kilka pierwszych minut poznajemy świetną i trzymającą w napięciu historię żołnierza pozostawionego samemu sobie w obcym miejscu, pełnym pozostałości naszego świata. Po krótkim samouczku dowiadujemy się poprzez wymuszone sekwencje fabularne (jest ich dość sporo) o tajemniczym zjawisku które pochłonęło znaczną część bazy oraz początkowo prawie wchłonęło też naszego bohatera. W momencie przeszukiwania pomieszczeń, natrafiamy na żołnierza Skull Face'a z którym zawiązujemy współpracę i postanawiamy wydostać się z niechcianej lokalizacji. Jednakże przed nami wiele wyzwań, zwrotów akcji oraz strasznie mozolnych dialogów.

My, baza a głód

Tuż po rozpoczęciu przygody, twórcy oddają nam możliwość personalizacji wyglądu naszego bohatera / tudzież bohaterki. Zmienić możemy większość segmentów twarzy, nadając im tez nieco komiczny wygląd. Ustawiamy też siłę oraz barwę głosu naszej postaci, ale i tak musimy liczyć się z tym że zostanie ona do końca rozgrywki, najmniej wygadaną osobą. Po opuszczeniu przez naszego bohatera początkowej lokacji, trafiamy do miejsca w którym wita nas wielka, latająca puszka. Po przywitaniu się ze sztuczną inteligencją w jej wnętrzu, otrzymujemy pełną informację o miejscu naszego pobytu oraz niezbyt przyjaznym środowisku w którym przyjdzie nam koegzystować.

Pierwsze co rzuci nam się w oczy prócz paska zdrowia i wytrzymałości to wciąż spadające statystyki pożywienia i nawodnienia organizmu. Te musimy przez cały czas utrzymywać w nienagannych wartościach, inaczej nasza postać zacznie słaniać się na nogach, a w skrajnych wypadkach może się to skończyć też śmiercią. By temu zaradzić powstał wymuszony samouczek już na początku zabawy. Przez bitą godzinę uczymy się polować, zbierać zasoby i dbać o kondycję naszego bohatera. Początkowo uzbrojeni jesteśmy w naostrzoną, metalową rurkę. Z biegiem czasu dysponować będziemy o wiele potężniejszym orężem.

W naszej oazie możemy skorzystać z wielu dobrodziejstw - dzięki opcji zarządzania, określimy miejsce postawienia zasieków, instalacji obronnych a także specjalnych stołów do budowania. By móc z nich skorzystać potrzebujemy dwóch głównych elementów - zasobów oraz energii (zwanej Kuban). Te pierwsze są wokół nas - krzesła, blaty, skrzynki, garnki, elementy wyposażenia domów ... słowem -> szmelc. Wiele z takich elementów musimy zniszczyć by pozyskać upragniony surowiec. Po ich zebraniu, będziemy mogli wytworzyć lepsze instalacje obronne lub wyposażenie dla postaci. Dzięki zebranym podczas gry schematom, możliwe będzie stworzenie broni palnej a nawet lepszych ubrań, dodających odporności na losowe czynniki.

Inna sprawa to wymagana energia, potrzebna do wytwarzania elementów w bazie oraz przydająca się do rozwijania umiejętności bohatera. Możemy ją pozyskać na dwa sposoby - znajdując tajemnicze nasiona lub zabijając wrogów a następnie wyrżnąć nożem ich zawartość. Jest to sprawa bardzo trudna, zważywszy fakt iż wrogów jest dość dużo, a walka z nimi to nie przelewki. 

Przetrwaj albo giń!

W trakcie zabawy spotkamy kilka rodzajów przeciwników. Zazwyczaj będą to chodzące truposze, które zamiast głowy będą mieć świecący kryształ, reagujący na czerwono gdy za blisko niego się zbliżymy. Walka z kilkoma przeciwnikami nie powinna być dla nas wielkim problemem, przynajmniej w przypadku używania broni białej oraz ciągłego dbania o czyste plecy. Jeżeli nie przemyślimy dokładnie naszej taktyki gry, używając ciągle broni palnej to nie tylko szybko zacznie brakować nam amunicji, ale też głośne wystrzały zaczną powiadamiać pozostałych nieumarłych.

W trakcie gry korzystać możemy z broni białej oraz palnej. Możliwe jest wytworzenie granatów, koktajli Mołotowa oraz przeróżnych wabików i pułapek. Mimo że na pierwszy rzut oka walka wydaje się być prosta, to niestety ale grając w pojedynkę mamy o wiele mniejsze szanse na łatwe zwycięstwo. Wrogowie szybko wykorzystują nieuwagę, prześlizgując się pomiędzy żebrami ścian lub napierając z wielką siłą na osłony w celu ich zniszczenia. Najlepszym sposobem walki będzie tu cicha eliminacja bronią podręczną.

Osoby ceniące w takich grach sprint i rozwalanie wrogów w dużych ilościach za jednym zamachem, mogą bardzo szybko skończyć jako karma dla pobliskich kóz. Ta gra wymaga od nas skradania się, unikania wrogów a jeśli już musi dojść do walki, to należy wykonać to raz a porządnie. Podczas kilkunastu godzin zabawy, rozwinąłem swój arsenał do maksimum a mimo to wciąż miałem problemy z kilkoma dość wścibskimi przeciwnikami. Koniec końców musiałem zacząć się skradać i celowo unikać wrogów.

W pewnym momencie gry otrzymamy możliwość wejścia w nieprzyjazne rejony. By móc wytrwać w takich warunkach, zostaniemy wyposażeni w maskę gazową z podajnikiem tlenowym. Przekraczając barierę takiego miejsca zostajemy wystawieni na pewną próbę - wrogów jest więcej, są bardziej niebezpieczni a nasze statystyki związane z wytrzymałością, wytracają się dwa razy szybciej. Z drugiej strony możemy tu liczyć na lepsze zasoby lub porozsiewane na całej mapie specjalne kontenery ze schematami do wytworzenia.

Fabuła która się nie klei

Twórcy w Metal Gear : Survive ukazali nam człowieka chcącego za wszelką cenę wydostać się z nieprzyjaznego miejsca. Mimo iż nasz bohater co chwila ratuje jakiegoś cywila lub z wielką mocą, rzuca na kampanię fabularną nieco światła to wciąż zostaje sam. Jego ocaleni przyjaciele są za to bardziej wygadani i co najlepsze, wydaje się nam w końcu że to wokół nich a nie nas - rozgrywa się główna fabuła. 

Po kilku godzinach spędzonych w grze, doszedłem do wniosku że nasze działania są oparte na jednym i tym samym schemacie. Otóż najlepiej opisują to poniższe punkty:

  1. jedzenie i picie
  2. wyruszenie po zapasy
  3. walka z przeciwnikiem
  4. jedzenie i picie
  5. zebranie przydatnych schematów
  6. powrót do bazy
  7. stworzenie nowego wyposażenia
  8. jedzenie i picie
  9. ...

... i tak w kółko. Postępowanie fabuły stało się dla mnie tak mozolne i powtarzalne że zacząłem omijać cutscenki przyjmowania zakodowanych danych przez puszkę w bazie, a dialogi między postaciami, wyczytywałem z ruchu ust. Gra polega co prawda na samym przetrwaniu i popychaniu fabuły do przodu, ale w pewnym momencie wkrada się w rozgrywkę tak wielka powtarzalność że do produkcji wkrada się najczystsza nuda.

Mimo iż gra oferuje piękną grafikę, niezły model fizyki oraz wydajności. To jedyne czego najbardziej nam brakuje w tej produkcji to klimat. Konami na siłę wepchnęło całą sagę opowieści o Snake'u, oferując masę nawiązań oraz znanych z sagi zagrań. Wszystko to zostało okraszone ciężkim klimatem oraz indywidualnym podejściem do tematu, jednocześnie w całości czyszcząc go z przyjemności grania. 

Nie wybitny, a dobry

Mam bardzo mieszane odczucia wobec tej gry. Konami ukazało nam nowy pomysł na pchnięcie marki do przodu i choć większość fanów serii bardzo skrytykowała nową odsłonę gry, to mi się nawet spodobała. W grze dominują elementy survivalowe, dużo skradania oraz otwartej walki z przeciwnikiem. System tworzenia przedmiotów, mimo że udziwniony daje masę frajdy, przynajmniej w przypadku tworzenia śmiercionośnego wyposażenia. Świat gry jest bardzo wymagający i nie lituje się nad nierozważnym graczem. Mimo iż gra ma możliwość zabawy w kilka osób, to spotkane podczas rozgrywki postacie albo dopiero się uczą lub pragną tylko nam zaszkodzić. Tryb kampanii fabularnej oferuje sporo walki oraz dość namolnych przerywników filmowych które w pewnym momencie będziemy co chwila wyłączać.

Mimo iż Konami w bezczelny sposób naruszyło dobre imię serii Metal Gear Solid, to ich najnowsza produkcja spotkała się z nawet dobrym przyjęciem. Duża ilość niedomówień, sztucznie wydłużonej fabuły, bezpłciowych wrogów i pewnej dozy poczucia samotności, może powodować bardzo rozbieżne odebranie tej produkcji. Ze swojej strony uważam że Metal Gear : Survive jest fajną pozycją do zagrania, ale raczej dla osób nie związanych emocjonalnie więzią z sagą. Grę mogę polecić gdyż swoje już w niej przesiedziałem a bawiłem się nawet dobrze, choć największe zastrzeżenie mam właśnie do Konami - po cholerę mikropłatności ?!