Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

ZAiKS widzi się w roli Janosika

Kilka dni temu, w radiowej Trójce zupełnie przypadkowo natknąłem się na audycję poświęconą kwestii dosyć ostatnio kontrowersyjnej, a mianowicie objęcia opłatami reprograficznymi urządzeń elektronicznych takich jak tablety i smartfony. Temat oczywiście nie jest nowy, bo na łamach dobrych programów pojawiło się sporo informacji na ten temat. Ja jednak pozwolę sobie opisać sytuacje jaką stara się wykreować ZAiKS i tą samą sytuację widzianą przez użytkowników tego typu urządzeń, a są to zupełnie inne bajki choć opowiadające tą samą historię. W owej inspirującej mnie do tego wpisu rozmowie brał udział Michał Komar pełniący funkcję zastępcy przewodniczącego ZAiKS oraz Michał Kanownik - dyrektor Związku Importerów i Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego Branży RTV i IT.

Na początek trochę historii

Nawet nie wiedziałem, że ochrona praw autorskich w Polsce ma tak długą tradycję. Punktem wyjściowym jest Konwencja Berneńska z 9 września 1889 roku o ochronie dzieł literackich i artystycznych. Konwencja ta powstała z inspiracji Wiktora Hugo i mała na celu zapewnienie należytej ochrony twórczości artystów na terenie wszystkich państw, które ratyfikowały wspomnianą konwencje. Potrzebę powstania takiej ochrony wymusiły sytuacje, gdy ochrona twórczości była ściśle związana z terytorium państwa w jakim działał artysta. Obrazowo mówiąc, "Pan Tadeusz" Adama Mickiewicza powstały w 1834 roku w Paryżu, był chroniony na terenie Francji, lecz na terenie innych europejskich państw mógł być już kopiowany bez większych konsekwencji prawnych, chyba że autor sam postanowił dochodzić swoich praw. Trudno się w tym miejscu dziwić, że przy pomocy wspomnianej Konwencji Berneńskiej, starano się zapewnić jednolitą ochronę dzieł literackich i muzycznych na terenie innych państw. Zgodnie z założeniami konwencji, artyści oraz ich dorobek mieli być wszędzie traktowani według tych samych zasad i podlegać jednakowej ochronie bez konieczności jakiejkolwiek rejestracji swoich utworów.

Polska, której brakowało na europejskich mapach ratyfikowała Konwencje Berneńską dopiero w 1934 roku, po tak zwanych redakcjach rzymskich, czyli przekładając na bardziej zrozumiały język, Prezydent Ignacy Mościcki ratyfikował Konwencje Berneńską z poprawkami jakie uchwalono podczas konferencji w Rzymie w czerwcu 1928 roku. Owe poprawki uwzględniały już także nowoczesne urządzenia do odtwarzania - takie jak fonografy, patefony i gramofony. Ponieważ w tamtym okresie zdecydowanie jednak częściej utwory muzyczne wykonywane były na żywo, wprowadzono tak zwane upoważnienie kompozytora dla orkiestry na wykonywanie jego utworów. W przypadku dzieł literackich, takie samo upoważnienie obowiązywało w prawach do ekranizacji dzieł literackich lub ich nagrań.

r   e   k   l   a   m   a

ZAiKS jako stowarzyszenie autorów i kompozytorów powstało już w 1918 roku i początkowo zajmował się ochroną i zarządzaniem prawami autorskimi na terenie odradzającej się Polski, lecz chronił wyłącznie polskich autorów i artystów, a po ratyfikowaniu Konwencji Berneńskiej także objął chroną artystów z innych państw, które ratyfikowały konwencje. Obecny kształt organizacji został określony decyzją Ministra Kultury z dnia 1 lutego 1995 roku na mocy której, ZAiKS uzyskał zezwolenie na zbiorowe zarządzanie prawami autorskimi także w związku z ich utrwalaniem, zwielokrotnianiem, wprowadzaniem do obrotu, wprowadzaniem do pamięci komputera, publicznym wykonaniem, publicznym odtwarzaniem, wyświetlaniem, wystawianiem, użyczeniem i wynajmowaniem, nadawaniem wizyjnym i foniczny, reemisją i publicznym dostępem. Warto podkreślić, że obecnie nie jest to jedyna tego typu organizacja na terenie Polski i w chwili obecnej działa czternaście organizacji zajmujących się zbiorowym zarządzaniem prawami autorskimi i współpracujących na tej płaszczyźnie ze 168 zrzeszonymi konwencją państwami.

Opłaty za odtwarzanie i wykonanie utworów

Skupmy się na dwóch, kontrowersyjnych ostatnio sytuacjach, gdy ZAiKS domagał się opłat. Pierwsza to kwestia opłat za odtwarzanie i publiczne wykonanie utworu objętego ochroną prawną, natomiast druga to opłata reprograficzna, wnoszona z tytułu kopiowania materiałów objętych ochroną.

W dawnych czasach odtwarzanie jakiegokolwiek utworu wymagało zatrudnienia odpowiedniego zespołu muzyków lub samodzielnego nauczenia się grania na jakimś instrumencie. Później jednak pojawiły się stacje radiowe i telewizyjne, które jak wiadomo dosyć często odtwarzają wszelkiego rodzaju treści podlegające ochronie przez prawa autorskie. Początkowo stacje radiowe i telewizyjne w Polsce były państwowe i nie było ich zbyt wiele, więc listy niemal w zupełności rozwiązywały sprawę. Postęp technologiczny jednak mocno utrudnił kontrole odtwarzania i co za tym idzie, pobierania opłat za odtwarzane utwory. W Polsce stacje radiowe i telewizyjne oraz serwisy oferujące strumieniowe przesyłanie mediów, dostarczają do ZAiKS-u listy, obejmujące wszystkie odtworzone utwory i materiały podlegające prawnej ochronie, jednak nie wszystkie takie listy są precyzyjne. Często nie uwzględniają one nazwiska autora lub obejmują utwory w przypadku których istnieją poważne spory co do rzeczywistej własności praw autorskich, na przykład po rozpadzie zespołu, poszczególni członkowie mogą na własną rękę wykonywać wspólny niegdyś utwór uznając, że to właśnie oni mają prawa autorskie do niego i w takich sytuacjach ZAiKS musi rozstrzygnąć, komu w rzeczywistości należy się wynagrodzenie za utwór. Niby wszystko pięknie, co jednak w sytuacji gdy dany artysta nie jest zrzeszony ZAiKS ? Co wówczas gdy Pan Witek - Zaginiony Kowboj z Atlantydy nie zrzeszony w ZAiKS, odtwarzający własna kompozycje, zostanie nagrany i puszczony w eter przez radio ? ZAiKS pobierze opłatę za utwór Pana Witka, a Pan Witek ma 5 lat na upomnienie się o opłatę. Jeśli z jakiejkolwiek przyczyny nie odbierze należnych mu pieniędzy, te zostają rozdzielone pomiędzy członków ZAiKS jako "tantiemy puste". Tym samym Pan Witek ze swojej twórczości nie zobaczy ani grosza, natomiast dołoży się do garnuszka innych, czasem mniej płodnych artystów.

Do dostarczania podobnych list i odprowadzania tantiem zobowiązane są dyskoteki oraz wszelkie podmioty publicznie odtwarzające muzykę. Ciekawie przedstawia się w tym świetle stanowisko ZAiKS-u, który twierdzi, że do dostarczenia takiego raportu zobowiązana jest na przykład para młodą, która miała pragnienie urządzić swoje wesele przy muzyce zarówno odtwarzanej z urządzeń elektronicznych, jak i granej przez rozmaite zespoły weselne. Tym samym dochodzi do paradoksalnej sytuacji, gdy para młoda powinna płacić Panu Witkowi za granie na weselu i płacić ZAiKS-owi tantiemy za odtwarzane przez Pana Witka utwory, a że Pan Witek jest niezrzeszony, opłata ta staje się "tantiemem pustym".

ZAiKS jako organizacja zobowiązana jest też przekazywać wynagrodzenie za utwory odtworzone na terenie Polski artystom i autorom z innych państw oraz odbierać opłaty od analogicznych instytucji działających w innych krajach i przekazywać je rodzimym artystom jeśli ich twórczość była publikowana poza granicami Polski.

Z nowymi technologiami problemy ZAiKS-u

Jeszcze do niedawna pobieranie opłat reprograficznych (od możliwości kopiowania) było dla ZAiKS-u stosunkowo proste. Opłata reprograficzna wliczona była w cenę płyt gramofonowych, kaset video czy kaset magnetofonowych. Sytuacja ta była dla ZAiKS-u o tyle korzystna, iż ówczesne nośniki były raczej nietrwałe i dosyć szybko ulegały naturalnemu zużyciu. Kupując kolejny egzemplarz tej samej płyty czy kasety, po raz kolejny wnosiliśmy opłatę reprograficzną. Także utrudnione było kopiowanie nośników, gdyż było ono w warunkach domowych niemal niemożliwe (płyty gramofonowe) lub mocno nieefektywne. Kopiowanie z kasety na kasetę zawsze powodowało drastyczny spadek jakości. Dodatkowo czyste kasety także w swojej cenie zawierały opłatę reprograficzną. Opłata ta miała stanowić dla artysty wynagrodzenie z z tytułu domniemanych strat wynikających z faktu kopiowania jego dorobku. Bardzo ważnym jest tu fakt, iż opłata ta nie jest związana z rzeczywistą utratą dochodów lecz utratą domniemaną, a więc taką która może, jednak nie musi mieć miejsca.

Sytuację drastycznie zmienił cyfrowy format zapisu danych, gdyż kopiowanie stało się nie tylko prostsze ale co najważniejsze, bezstratne. Czyste nośniki danych (płyty CD/DVD/BL) oraz rozmaite karty pamięci i inne cyfrowe nośniki danych zostały także objęte opłatą reprograficzną, która także jest ukryta w urządzeniach kopiujących oraz innych nośnikach, gdyż nie o sama muzykę przecież tu chodzi. Co znajduje się na owej liście urządzeń i materiałów objętych opłatą reprograficzną ? Nie będę przepisywał całej listy urządzeń, można ją znaleźć w Rozporządzeniu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego z dnia 24 maja 2011 r. zmieniającego rozporządzenie w sprawie określenia kategorii urządzeń i nośników służących do utrwalania utworów oraz opłat od tych urządzeń i nośników z tytułu ich sprzedaży przez producentów i importerów (tekst jedn. Dz.U.2011.105.616), pozwolę sobie jednak wymienić kilka interesujących pozycji z tej listy:


  1. Kopiarka, w tym atramentowa, laserowa, analogowa i termosublimacyjna.
  2. Skaner płaski, ręczny, szczelinowy i innego typu.
  3. Fax termiczny, fax ze skanerem i fax na papier zwykły.
  4. Drukarki atramentowe i laserowe oraz urządzenia wielofunkcyjne.
  5. Papier formatu A3 i A4.
  6. Płyty CD/CDRW/DVD/BL, kasety DAT, kasety magnetofonowe i video.
  7. Pamięci magnetyczne i półprzewodnikowe w tym dyski twarde.
  8. Odtwarzacze mp3.
  9. Cała gama sprzętu RTV posiadającego funkcje i możliwości kopiowania (wszelkiej maści nagrywarki, a nawet radiomagnetofon) oraz urządzenia wyposażone w możliwość nagrywania i przechowywania treści (np. telewizor z wbudowanym magnetowidem lub dyskiem twardym).

Co do poszczególnych elementów przytoczonej powyżej listy ciężko mieć większe zastrzeżenia poza faktem założenia, że jego nabywca z pewnością coś skopiuje, jednak ujęcie na tej liście papieru już jest nieco zabawne. Czy każdy kto kupuje ryzę papieru, będzie na nim coś kopiował ? Dlaczego więc nie wciągnąć na listę kredek i farbek ?

W audycji radiowej przedstawiono kuriozum tej sytuacji. Pracownia architektoniczna tworzy projekt domu, własny od samych podstaw. Musi go dostarczyć klientowi na papierze i na nośniku CD w formie wizualizacji. Płaci opłatę reprograficzną za ksero, papier, drukarkę, nagrywarkę i płyty CD choć wszystkie te sprzęty wykorzystywane są tylko do powielania własnej twórczości.

Ale istnieje domniemanie i na tym opiera się duch tej ustawy, że wszystkie urządzenia, to jest domniemanie słuszne, mogą służyć do kopiowania.

Michał Komar

Generalnie lista zawiera wiele urządzeń elektronicznych posiadających możliwość nagrywania treści lub ich kopiowania i jest to jak najbardziej zgodne z podstawowymi założeniami, że artyści powinni otrzymywać wynagrodzenie z tytułu legalnego kopiowania i nagrywania ich utworów.

To jednak nie koniec kłopotów ZAiKS-u, bo sprawę mocno pokomplikowało strumieniowe odtwarzanie mediów, gdzie nie zachodzi proces fizycznego kopiowania utworu oraz cyfrowej dystrybucji muzyki przez sklepy typu iTunes Store. Jak wiadomo, użytkownik serwisu odtwarzającego strumieniowo utwory płaci tylko abonament, którego częścią jest właśnie opłata reprograficzna. Natomiast użytkownik iTunes Store tylko raz kupuje utwór i jest on już przypisany do jego konta (od niedawna może być on przypisany także do konta rodzinnego). Tym samym opłata reprograficzna pobierana jest tylko jeden raz, choć utwór zupełnie legalnie może być pobierany kilka razy lub nawet kilkaset razy. Nie zachodzi w nim proces zużycia jak miało to miejsce w przypadku płyty gramofonowej czy kasety magnetofonowej, nie da się go też zgubić czy zniszczyć tak, by zaistniała konieczność jego ponownego zakupienia. I w związku z tym faktem ZAiKS wpadł na pomysł, by obłożyć opłatą właśnie smartfony i tablety jako podstawowe urządzenia umożliwiające odtwarzanie strumieniowe muzyki i materiałów video oraz treści zakupionych poprzez rozmaite internetowe sklepy i miejsca dystrybucji. Ktoś jednak całkiem słusznie zapyta;

Chwileczkę! Przecież opłata ta pobierana jest w abonamencie płaconym u dostawcy strumieniowanej przez internet muzyki czy w cenach utworów zakupionych w internetowych sklepach muzycznych, księgarniach czy platformach oferujących strumieniowanie filmów. Więc mam płacić dwa razy tą samą opłatę?

Pytanie jak najbardziej słuszne i ZAiKS ma na nie odpowiedź. W opłacie abonamentowej popularnych serwisów legalnie strumieniujących muzykę mieści się opłata reprograficzna w wysokości 3%, jednak nie trafia ona do artystów czy kompozytorów lecz do producentów muzycznych, którzy niechętnie dzielą się nią z twórcami. Tym samym w mojej ocenie ZAiKS uznał, iż artyści i kompozytorzy to osoby najprawdopodobniej zupełnie niezaradne życiowo i nie potrafiące dochodzić swoich praw. Opłata pobierana z kieszeni odbiorcy ma trafiać do artystów, a nie do wytwórni. Tak więc ZAiKS jako organizacja zrzeszająca twórców (Związek Artystów i Kompozytorów Scenicznych) zamiast zająć się egzekwowaniem od wytwórni i producentów należnego artystom i kompozytorom wynagrodzenia, postanowił zabawić się w Janosika i wyciągnąć pieniądze z portfela odbiorcy.

A jak do smarfona czy tabletu ma się kwestia kopiowania ? Ciężko je zakwalifikować jako urządzenie kopiujące tego samego typu jak nagrywarka DVD czy kserokopiarka. Niezawodny ZAiKS i na to pytanie ma swoją odpowiedź. W przywołanej na wstępie audycji radiowej, Pan Michał Komar stwierdził, że w niedługim czasie wszystkie treści znajdą się w chmurze i nie trudno z jego wypowiedzi wywnioskować, że tym razem ZAiKS nie chce gonić za postępem i rozwojem technologii, lecz postanowił ów rozwój nieco wyprzedzić swoimi przewidywaniami.

Ponieważ w ciągu najbliższych dwóch, trzech lat cała produkcja artystyczna zostanie przeniesiona do chmury - do cloud - i jedynymi instrumentami do ściągania tych materiałów, do korzystania z nich bedą tablety i smartfony. Reszta sprzętu umrze. A więc dochody twórców, których utwory znajdują się w chmurze, jeżeli te urządzenia nie będą obłożone opłatą, dochody zmaleją w sposób błyskawiczny.

Michał Komar - ZAiKS

Oczywiście nie można zaprzeczyć, że smartfon czy tablet może pełnić funkcje urządzenia kopiującego, choćby wykorzystując go w roli pendrive'a. Czy to jest jednak główny cel posiadania współczesnego telefonu czy tabletu ? Czy kupię telefon za kilkaset złotych po to, by zamienić go w 16 GB pendrive'a ? Zdecydowanie nie i nie sądzę, by wiele osób wykorzystywało nagminnie tą cechę swoich telefonów czy tabletów. Zresztą podobne zastrzeżenia mam co do faktu umieszczenia na liście odtwarzaczy mp3, które ciężko jest mi uznać za urządzenia kopiujące, zwłaszcza gdy mają logo nadgryzionego jabłuszka.

Dyrektywa bardzo jasno mówi, że twórcom należy się godziwa rekompensata z tytułu strat jakie ponoszą, a nie z tytułu odtwarzania tychże utworów w domowych sprzętach, czy to komputerze czy w mp3-ce, ale z tytułu kopiowania ich na swój prywatny, dozwolony użytek. To jest bardzo ważny element. Musi nastąpić kopiowanie, zwielokrotnienie tego utworu, wówczas następuje strata dla twórcy, która trzeba mu zrekompensować. Jeżeli nie mamy do czynienia z kopiowaniem, nie można mówić o stracie dla twórcy.

Michał Kanownik - Związek Importerów i Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego Branży RTV i IT.

Na koniec, ile nas to ma kosztować

Zanim dojdziemy do kwot jakie uzyskuje z tytułu opłat reprograficznych ZAiKS i inne organizacje uprawnione do zbiorowego zarządzania prawami autorskimi trzeba wyjaśnić, kto i kiedy owe opłaty wnosi. Kwestię obowiązku wnoszenia takiej opłaty reguluje ustawa z dnia 4 lutego 1994 roku - O prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U.2010.152.1016), która taki obowiązek nakłada na producentów i importerów wymienionych w przytoczonym wcześniej rozporządzeniu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego z dnia 24 maja 2011 r. urządzeń i nośników. Jak więc jasno z tego wynika, zarówno krajowi producenci tego typu produktów jak i jego importerzy muszą ponosić taką opłatę. Opłata ta wynosi nie więcej niż 3% kwoty należnej z tytułu sprzedaży tych urządzeń i nośników, dokładne jednak stawki reguluje wspomniane rozporządzenie. Jak z tego wynika, kwota ta jest pochodną końcowej ceny sprzedaży urządzenia i co dla każdego jest oczywistym, ostatecznie ponosi ją nabywca danego urządzenia, a nie importer czy producent.

Zgodnie z oczekiwaniami ZAiKS-u, smartfon miałby być objęty opłatą wynoszącą 1,5% kwoty jego sprzedaży, natomiast tablet opłatą w wysokości 2%. Jak stwierdził przedstawiciel ZAiKS-u, Pan Michał Komar, ostateczna cena tego typu urządzeń powinna wzrosnąć średnio o 6 zł, co wydaje się kwotą śmiesznie małą gdy doliczymy ją do niemałych cen tabletów czy telefonów.

Dopłata w Polsce wynosiłaby około 6 złotych, podczas gdy we Francji wynosi 26 złotych w przeliczeniu na Euro. Pamiętajmy, że ten sprzęt w Polsce jest tak samo drogi jak na zachodzie, albo droższy.

Michał Komar

Ale czy rzeczywiście ? Na jakiej podstawie Pan Michał Komar wyliczył swoje średnie 6 zł ? Nie mam bladego pojęcia. Jednak Pana Michał Kanownik stwierdził, że ostatecznie ceny urządzeń wzrosną średnio o około 40 do 60 zł i w sposób dosyć oczywisty podał podstawę swoich prognoz.

Na polskim rynku marża producentów sprzętu jest rzędu 1% i jeśli tam ktoś z ZAiKS-u zamierza wtłoczyć 1,5% opłaty za smartfony, to gratuluję i myślę, że każdy matematyk, ekonomista chętnie przyjdzie na wykład jak to zrobić. Te urządzenia jak wyjadą z naszych fabryk zanim trafią na półkę sklepowa sieci handlowej, przechodzą przez cały szereg hurtowników, dystrybutorów, sprzedawców i tam ta cena tak naprawdę jest kształtowana i te 1,5 bądź 2 procent, które państwo postulujecie na smartfon czy tablet, na półce sklepowej dla klienta może być 8 do 10 procent większa. Przy średniej cenie tabletu 650 zł może to być nawet 60 zł.

Michał Kanownik

Na koniec warto się jeszcze przyjrzeć, co stanie się z pieniędzmi uzyskanymi od producentów i importerów smartfonów i tabletów. Zgodnie z Ustawą z dnia 4 lutego 1994 O prawie autorskim i prawach pokrewnych, połowa uzyskanej kwoty trafia do twórców (ZAiKS), a połowa do wydawców. W zeszłym roku na rzecz pięciu organizacji zajmujących się zbiorowym zarządzaniem prawami autorskimi w tym także ZAiKS-u, wpłynęło około 28 mln zł, jednak jak wykazuje praktyka, artyści z tego tytułu otrzymali średnio około 1300 zł rocznie, a sposób zarządzania finansami przez ZAiKS daleki jest od przejrzystości, ale to już nieco inna historia. Problem transparentności przepływu pieniędzy przez organizacje zbiorowego zarządzania nie dotyczy tylko ZAiKS-u. Pan Michał Kanownik przytoczył tu przykład stowarzyszenia KopiPol zbierający pieniądze ze sprzedaży drukarek i kserokopiarek, który w zeszłym roku zebrał około 10 mln złotych, z których do twórców trafiło zaledwie 300 tys. złotych. Wysokości inkasa w organizacjach zbiorowego zarządzania wynosi średnio kilkanaście procent.

Tak więc ZAiKS chciałby się widzić w roli Janosika, zabierającego rozbuchanym wytwórniom i nieuczciwym klientom, a dającym niezaradnym życiowo artystom i twórcom. Ja natomiast myślę, że ZAiKS to taki zbójnik Madej, który chce łupić wszystkich wokół.

Wpis na podstawie audycji radiowej "Słuchaj, czytaj i płać. Spór o podatek od tabletów" Programu Trzeciego Polskiego Radia z dnia 26 listopada 2014 roku.
 

sprzęt internet urządzenia mobilne

Komentarze