Postawmy sprawę jasno – grając w VR jesteśmy trochę we własnym świecie i możemy robić różne głupkowate rzeczy. Świetnie pokazała to okładka magazynu Time z zeszłego roku, której przesłanie mówi jasno, że gracz wygląda głupio, ale czuje się wspaniale. Nie trzeba chyba dodawać, że Internet nie zawiódł liczbą przeróbek.
@stillgray , the Times cover of @PalmerLuckey perfectly captures the reality of VR: you look silly but feel amazing. pic.twitter.com/RpdvNcwTO4
— ashertaz (@ashertaz) 6 sierpnia 2015@therealcliffyb Couldn't resist. ;) pic.twitter.com/4NQKsHyYT7
— Sean Pelletier (@PellyNV) 6 sierpnia 2015Więcej możecie zobaczyć na łamach Time'a. Ja jeszcze dorzucę tego pana z Nowego Jorku, by lepiej pokazać o co chodzi:
WIDEOGuy on NYC subway passes the time with virtual reality
Potem pojawił się Birdly – symiuator bycia ptakiem, którego twórcy zadbali nawet o wiatr rozwiewający włosy grających. Osoba w goglach powinna położyć się na specjalnej platformie, na której musi machać skrzydłami. nie ma to wiele wspólnego z ptasią anatomią, choć zabawa jest podobno przednia. Nie zmienia to faktu, że raczej nie jest to sprzęt, który ktoś postawi sobie w salonie.
Podobnie niesalonowy jest symulator smoka – prawdopodobnie najświeższy z wynalazków, które sprawią, że ktoś z własnej woli wystawi się na pośmiewisko i jeszcze będzie z tego zadowolony. Oto „Dragon Rider”.
Kontroler przypomina raczej zabawkę, którą można wstawić do ogródka – drewniana huśtawka w kształcie smoka, mierząca 20 stóp długości (jakieś 6 metrów) skłania dorosłych do bujania się w goglach VR, jakby znów mieli 6 lat. Bujanie pozwala odczuć sterowanie bestią,
WIDEOFly a Dragon in VR
Gracz może korzystać z prawdziwej uprzęży, by kierować smokiem przez świat pełen latających wysp i ukrytych niespodzianek. Drewniana makieta została wyposażona w czujniki, których wskazania przekładają się na tor lotu gada. Skrzydła zostały dodane dla zabawy i tak naprawdę nie spełniają żadnej funkcji, ale dzięki nim dorośli w garniturach wyglądają jeszcze zabawniej. Przede wszystkim jednak zabawa zaczyna się jeszcze zanim gracz usiądzie na smoku.
Więcej o grze można dowiedzieć się z wywiadu z Abhishekiem Singhem. Symulator powstał w ciągu „trzech bezsennych tygodni”, przy czym produkcja makiety z sensorami zajęła około tygodnia. Resztę czasu zabrało modelowania świata i kodowanie z użyciem Unity. Co ciekawe, gra działa na goglach, do których należy dołączyć smartfon, jak Gear VR albo Google Cardboard. Niebawem w sklepach z aplikacjami znajdzie się gra niewymagająca drewnianego smoka. To jednak nie będzie to samo.
Na symulator smoka warto poczekać, bo w końcu każdy jako dziecko marzył o tym, by choć raz dosiąść ziejącej ogniem bestii, z wypiekami na twarzy oglądając „Niekończącą się opowieść”, czytając Tolkiena albo „Grę o Tron”. Trzeba tylko uważać, żeby nie zapomnieć, że to nie jest prawdziwy smok. Ronnie O'Sullivan, pięciokrotny mistrz świata w Snookera, poległ w starciu z bilardem w VR.
Na koniec przypomnę, że nieco o grach VR możecie poczytać w moim przeglądzie z początku miesiąca.