Wszystko to za sprawą wpisu, jaki został opublikowany przez Carlosa Gomeza-Uribe, wiceprezesa Netfliksa. Odpowiada on między innymi za algorytmy sugerujące użytkownikom kolejne filmy i seriale na podstawie analizy ich gustów i wyborów użytkowników ceniących sobie podobne produkcje. Jak bowiem nietrudno się domyślić, nowi użytkownicy to także nowe dane do przeanalizowania.
Biorąc pod uwagę brak dostępności licznych produkcji, niedostępność zlokalizowanych napisów do kolejnych, brak przetłumaczonego interfejsu klientów usługi czy konieczność przewalutowywania abonamentu, trudno się zgodzić z takimi stwierdzeniami. Tym bardziej, że Gomez-Uribe podkreśla następnie jak wiele korzyści otrzymał Netflix w związku z powiększeniem się grona użytkowników o obywateli 130 państw, w których usługa została uruchomiona na początku roku.
Oczywiście gromadzenie danych, nawet tych szczegółowych, dotyczących wyborów użytkownika w celu „podwyższania jakości świadczonych usług” nikogo już dzisiaj szczególnie nie dziwi. Netflix deklaruje dziś jednak, że w zamian za minimalne koszty związane z brakiem udostępnienia usługi na odpowiednim poziomie na nowych rynkach, otrzymuje nie tylko kolejne opłaty abonamentowe, ale także korzyści w postaci rozwijania algorytmów. To zaś może spowodować, że między innymi polscy użytkownicy usługi, pozostając w tematyce filmowej, mogą poczuć się mniej więcej tak:
Z drugiej strony jednym z benificjetnów skuteczniejszego algorytmu odpowiadającego za rekomendacje są oczywiście końcowi użytkownicy. Niemniej warto się zastanowić czy właśnie silnik sugerujący kolejne umiarkowanie popularne produkcje jest tym, co chcą otrzymywać nowi użytkownicy w związku z uiszczaniem (przewalutowanej) opłaty abonamentowej. Zapewne gdyby tak było, znacznie mniejszym zainteresowaniem cieszyłby się Torrent-Time, który mimo wielu wad, z dnia na dzień uczynił z pirackich katalogów plików torrent gigantyczne serwisy strumieniujące wideo.