Everybody's Gone to the Rapture – pełna nadziei angielska apokalipsa

Witam ponownie wszystkich czytelników portalu. Od mojego ostatniego wpisu minął już ponad rok, więc można powiedzieć, że mój blog jakby trochę zardzewiał :)

Zatem nadeszła pora na kolejny wpis. Zapraszam do lektury :)

Wstęp

W dzisiejszym wpisie chciałbym przedstawić moje wrażenia z gry Everybody’s Gone to the Rapture. Jest to tytuł z gatunku tzw. symulatorów chodzenia (z ang. walking simulators). Za produkcję gry odpowiedzialne są studio The Chinese Room (znane m.in. z gry Dear Esther) oraz Santa Monica Studio.

Premiera gry miała miejsce 11 sierpnia 2015 roku. Pierwotnie produkcja miała być dostępna tylko na konsolę PS4 jako jeden z tzw. ekskluzywnych tytułów, jednak niecały rok później, 14 kwietnia 2016, twórcy wraz z wydawcą zdecydowali się wydać ją także na pecety, co z pewnością zwiększyło liczbę zainteresowanych tym tytułem.

Gra dostępna jest zarówno na konsolę PlayStation 4 jak i na komputery PC za pośrednictwem platformy Steam.

Everybody's Gone to the Rapture zostało nagrodzone przez Brytyjską Akademię Sztuk Filmowych i Telewizyjnych (BAFTA) w trzech kategoriach:


  • Osiągniecie audio – pokonując m.in. Wiedźmina 3 i Metal Gear Solid V,
  • Muzyka - pokonując m.in. Ori and the Blind Forest,
  • Najlepszy aktor/wykonawca dla Merle Dandridge jako Katherine Collins.

„Nasza historia zaczyna się z końcem świata”

6 czerwca 1984 roku, godzina 6:07 – w tym oto czasie zostajemy wrzuceni w wir niepewności i niewiadomych. Stoimy przed bramą obserwatorium ośrodka naukowego Valis. W niewielkim budynku obok słyszymy pobrzękujący dźwięk radia, z którego dobiega ciąg niezrozumiałych nam cyfr. Wchodzimy do budynku i odsłuchujemy wiadomość z radia. Słyszymy głos doktor Katherine Collins, mówiący o czymś czego sami nie rozumiemy. Mamy wrażenie, że coś niezwykłego wydarzyło się w tej małej, wydawałoby się, sielankowej wiosce Yaughton, położonej w hrabstwie Shropshire w zachodniej części Anglii. Nikogo nie widać, nikogo nie słychać. Zafascynowani i równocześnie zaniepokojeni panującą atmosferą zmierzamy w stronę wioski. Co tam znajdziemy? Co tak naprawdę wydarzyło się tym niepozornym miejscu?

Wszystkie odpowiedzi są tutaj. Odpowiedzi są w blasku światła.

„Odpowiedzi są w blasku światła”

W Everybody's Gone to the Rapture spotykamy się z dość niecodzienną mechaniką. Większość głównych elementów fabuły poznajemy poprzez interakcję z kulami świetlnymi. Zbliżając się do tych kul możemy usłyszeć niewyraźne urywki sytuacji, które zostaną przedstawione po interakcji z owym źródłem światła. Po „aktywacji” światło ulega rozproszeniu, wyświetlając na ekranie zmienione otoczenie, postacie i wydarzenia powiązane z danym wątkiem fabularnym. Po przedstawionym wydarzeniu, powracamy do aktualnego stanu świata gry. Oprócz wykorzystania tego rodzaju mechaniki, możemy odkrywać fabułę za pomocą interakcji z różnego rodzaju przedmiotami, takimi jak telefony lub radia, czy po prostu wywołać automatyczną scenę poprzez wejście na dany teren objęty określonym wątkiem fabularnym.

Świat gry jest duży, otwarty, możemy według własnego uznania przemierzać kilometry pięknej scenerii, gdzie za przewodnika służy nam podążająca przed nami kula światła. Oprócz tego, możemy zorientować się gdzie dokładnie jesteśmy, za pomocą map znajdujących się w określonych miejscach. Tempo poruszania się jest stosunkowo wolne, jednak moim zdaniem jest to zaleta tej produkcji, gdyż na spokojnie możemy odkrywać świat, nie odczuwając uczucia zbyt szybkiego przebrnięcia przez całą grę.

Everybody's Gone to the Rapture posiada jedyną w swoim rodzaju narrację. W odróżnieniu od większości gier, nie ujrzymy tutaj standardowych postaci. Rolę postaci pełnią odpowiednio wymodelowane elementy światła ukazujące odpowiednich bohaterów, ich reakcje i zachowania. Wszystko to dopełnia fantastyczny voice acting, który idealnie oddaje osobowość wszystkich bohaterów w grze.

Twórcy gry poprzez odpowiednią realizację fabuły i świata gry, bardzo dobrze odwzorowali klimat Anglii lat osiemdziesiątych minionego wieku. Mimo, iż sam nigdy nie byłem w Anglii, mogłem poczuć właśnie tą sielankowość, czasem nawet też melancholię. Bardzo ważną rolę odgrywa tutaj muzyka, o której napiszę więcej w dalszej części wpisu.

Apokalipsa inna niż wszystkie

W świecie gier komputerowych motyw apokalipsy pojawia się pod wieloma różnymi postaciami. Często widzimy zniszczony na około świat czy chodzące zombie. W Everybody's Gone to the Rapture nie jesteśmy bohaterami z potężnym arsenałem broni ratującymi świat przed kolejną zagładą czy samotnikami starającymi się przeżyć w pełnym zagrożeń post-apokaliptycznym świecie. Jesteśmy tylko obserwatorami. Obserwatorami tego tajemniczego wydarzenia, które spowodowało, że świat, który znamy na co dzień, nagle przestał istnieć.

Wszystko zniknęło. I już nie wróci. Ale to nie jest najważniejsze. Najważniejsze jest to co czyni nas ludźmi.

Everybody's Gone to the Rapture – opowieść o zwykłych ludziach w niezwykłym czasie

Fabuła gry przedstawiona jest w sześciu aktach, każdy akt przedstawiony jest z perspektywy określonego bohatera. Przechodząc przez kolejne części fabuły, poznajemy relacje między poszczególnymi mieszkańcami Yaughton i okolic. Jesteśmy świadkami codziennego życia zwykłych ludzi. Ktoś kogoś lubi, bądź nie lubi, istnieją różnice poglądów w różnych aspektach życia. Obserwujemy zintegrowaną społeczność jakich wiele na tym świecie. Jednak ci ludzie zdają sobie sprawę, że coś jest nie tak, że nie jest tak samo jak zawsze. Mimo to, starają się żyć normalnie. Sama apokalipsa czy koniec świata nie są tutaj najważniejsze. Miłość, przyjaźń, czy wzajemne wsparcie nie tracą tu na wartości mimo zbliżającego się końca świata. W trakcie gry jesteśmy zalewani emocjami, widzimy zarówno szczęście i miłość jak i tragedię i smutek. Wiele scen w grze potrafi złapać za serce i wzruszyć, fantastyczna gra aktorska sprawia, że czuje się więź z bohaterami.

Świat nie jest czarno-biały, życie nie jest łatwe, lecz w jaki sposób żyjemy i kim jesteśmy ma wpływ na ten świat. Najważniejsze to by być razem. Przez tę właśnie przygodę jaką jest życie. To ukazuje nam gra.

Oprawa muzyczna - Vaughan Williams spotyka apokalipsę

Oprawa muzyczna gry jest po prostu doskonała. Muzyka skomponowana przez Jessicę Curry jest bardzo klimatyczna i poprzez odpowiednie dopasowanie utworów w zależności od danego miejsca czy sytuacji w grze tworzy idealną całość tego niezwykłego doświadczenia. Dominuje tutaj angielska muzyka symfoniczna, raz sielankowa, innym razem melancholijna. Całość dopełnia wyśmienity wokal walijskiej sopranistki - Elin Manahan Thomas. Już od pierwszych sekund poczułem, że ta muzyka jest dla mnie, mimo iż sam nie słucham za wiele muzyki klasycznej. Słuchając ścieżki dźwiękowej można poczuć, że mamy do czynienia z czymś pięknym i wyjątkowym. Widać tutaj również inspirację muzyką świetnego angielskiego kompozytora - Vaughana Williamsa. Do ścieżki dźwiękowej z gry powracam wielokrotnie, właśnie dzięki niej dowiedziałem się o grze i po usłyszeniu jej fragmentów wiedziałem, że jest to produkcja, którą z pewnością muszę sprawdzić.

Podsumowanie

Everybody's Gone to the Rapture jest czymś więcej niż zwykły symulator chodzenia. Jest to niezwykłe doświadczenie, które z pewnością będę długo pamiętał. Fantastyczna oprawa graficzna i dźwiękowa, doskonała gra aktorska i tajemnicza fabuła tworzą razem kolejną z najlepszych gier w jakie miałem okazję zagrać w moim życiu. Zdaję sobie sprawę, że gra ze względu na swoją specyfikę może nie spodobać się każdemu, jeżeli jednak szukacie czegoś niecodziennego i macie ochotę zagłębić się w tajemniczej wizji końca świata – bardzo zachęcam do zagrania.

Mam nadzieję, że mój wpis czytało się Wam przyjemnie.

Pozdrawiam :)

Paweł