Plants Vs. Zombies

Plants Vs. Zombies
07.10.2010 12:58
Redakcja
Redakcja

Ileż to pozycji z zombiakami w roli głównej (lub drugoplanowej) przewinęło się przez czytniki naszych konsol i komputerów? Pytanie jest wybitnie retoryczne, bo od różnorakich tworów typu Dead Rising, Resident Evil, Evil Dead czy House of the Dead się roi. Chociaż zwykle producenci idą po linii najmniejszego oporu, robiąc strzelanki oraz horrory wszelkiej maści, tak jednak od czasu do czasu ktoś wpadnie na bardziej oryginalny pomysł. Dokonało tego studio znane z wydawania gier uzależniających - PopCap. Plants Vs. Zombies zadebiutowało w maju zeszłego roku na PC, by następnie zainfekować urządzenia firmy Apple, a wreszcie też przyszedł czas na Xbox Live Arcade. Tytuł spodobał mi się straszliwie - nawet dzwonek w komórce już na "Braaaains!" zmieniłam…

Każdy, kto kiedykolwiek miał do czynienia z produktami z gatunku "tower defense", poczuje się tu jak w domu. W domu nieustannie atakowanym przez nieumartych, mówiąc dokładniej. Naszym zadaniem jest obrona chaty przed natrętnymi żywymi trupami - a te próbują wpadać w odwiedziny o każdej porze dnia i nocy, wpraszając się na śniadanie, obiad oraz kolację. Wysyłają nawet nieortograficzne liściki, zapewniając o swoich dobrych intencjach, ale przecież gracz wie lepiej - nie należy ufać włóczącym się po okolicy niechlujom o ograniczonym słownictwie. Bronimy się z pomocą sąsiada, Szalonego Dave'a, który prowadzi sklepik, a także nas za rączkę. Wszystko to składa się na tryb podstawowy, czyli pięć lokacji po dziesięć poziomów każda. Jest podział na porę doby, dochodzi również basen w ogródku za domem plus mgła, zaś końcowe ataki przyjdzie odpierać na stromym dachu. Co ciekawe, wszystkie te czynniki wpływają w znaczący sposób na rozgrywkę.

Jak się bronić? Do dyspozycji gracza oddano szereg przydatnych roślinek, które sadzimy w naszym ogródku. „Walutą” jest tutaj słońce, zyskiwane bezpośrednio z powietrza, bądź dzięki słonecznikom (bez nich ani rusz). Oręż ofensywny to przede wszystkim zwyczajne groszki strzelające kulkami, spowalniające zombiaki "zamrażacze", lecz także wyrzucające główki kapusty czy arbuzy katapulty - że o minach ziemniaczanych i eksplodujących papryczkach jalapeno nie wspomnę. Możemy ustawić jednostki wspomagające ostrzał (płonące pieńki zmienią zwyczajne kule w ogniste pociski), albo zablokować truposzom drogę sporej wielkości orzechem, co da nam czas na ulokowanie nieco bardziej śmiercionośnych narzędzi. Oczywiście każdy poziom rządzi się swoimi prawami - w nocy posadzimy przydatne grzyby (w dzień śpią, choć da się je obudzić... ziarnkiem kawy), ale musimy się liczyć z mniejszą ilością słońca. Na basenie nie urośnie nic bez przydatnych szerokich liści pod spodem, zaś dach... Jest pochyły i bez katapult się nie obejdzie, do tego by cokolwiek zasiać potrzebne będą doniczki.

350003145403033537

Zombiaków mamy na głowie całe mnóstwo. Zwykłe truposze to poruszające się w żółwim tempie słabeusze, niemniej dodajmy któremuś wiadro czy słupek drogowy na głowie, a zyska na wytrzymałości. Stopniowo wprowadzane są kolejne typy przeciwników - szybcy zawodnicy futbolu amerykańskiego, przekopujący się pod ziemią na koniec rzędu górnicy, tancerze rodem z Gorączki Sobotniej Nocy, wybuchowi lodziarze z pozytywkami czy wreszcie wielkie potworzyska z małymi pomocnikami na plecach. Na każdego oczywiście jest sposób, jednakże strategie trzeba nieustannie dostosowywać do rodzaju wrogów pojawiających się na ekranie (dobrze, że na początku poziomu delikwenci są nam pokazani). Jeśli dostaną się do domu jedną z pięciu dróg – koniec. Tracimy mózg i zaczynamy od nowa. Ewentualny ratunek zapewniają co prawda kosiarki, lecz co z tego, skoro na każdy rząd przypada jedna... Zaś nieumarlaków kupa. Mimo to gra nie irytuje, ale zachęca do wymyślania nowych sposobów "na trupa".

[break/]Roślinki obronne oraz inne elementy prezentowane są w trakcie trybu kampanii stopniowo - i dobrze, bo jest tego naprawdę multum. Do części jednostek wykupić można ulepszenia, stawiane potem na tych podstawowych (zwykła katapulta melonowa zmieni się w zamrażającą, a na dwóch kukurydzianych umieścić da się potężne działo). Zyskujemy również dostęp do tak zwanego Ogródka Zen, gdzie hoduje się florę na handel - podlewając, nawożąc, psikając sprejem na owady czy nawet puszczając im muzykę za pomocą specjalnego gramofonu. Sklep oferuje też zwiększoną ilość slotów na naszych zielonych żołnierzy (docelowo 10 miejsc), a pamiętać należy, że nie zabranie do walki jednej przydatnej jednostki okazuje się czasami zgubne. Zgrabnie rozwiązano zdecydowanie opcję rankingową - zamiast standardowego porównania wyników, wykupujemy ulepszenia do domu, więc ten staje się coraz większy i bardziej imponujący, co można oglądać z poziomu list właśnie. W miarę zdobywania osiągnięć przybywa także elementów na trawniku.

350003145403230145

Wątek główny to zaledwie początek przygody z Plants Vs. Zombies. Tak, mamy tutaj mnóstwo innych opcji, odblokowywanych w miarę postępów w trybie fabularnym. Dwa typy puzzli, nad którymi trzeba chwilami pomyśleć, do tego przeróżne minigry nawiązujące między innymi do słynnych produkcji PopCap Games - Bejeweled, Bejeweled Twist czy Insaniquarium. Jest również Portal, albo wirtualne kręgle. Koszmarem spędzającym mi sen z powiek okazał się Survival, dzielący się na wersje zwykłe i trudne. Po zaliczeniu wszystkich odkrywamy dodatkowo opcję Endless, gdzie naprawdę robi się gorąco (aż animacja chwilami wybitnie nie wyrabia). Osobniki towarzyskie zagrają na Xboksie 360 w kooperacji, zaś te bardziej krwiożercze otrzymały do dyspozycji zaskakująco miodne Versus - tu jedna z osób kieruje roślinkami, druga rzecz jasna zombiakami. Podsumowując, grania cała masa, niezależnie, czy włączymy Plants Vs. Zombies na piętnaście minut, czy też kilka bitych godzin.

350003145403361217

Wizualnie w oczy rzuca się niezwykle sympatyczna grafika, a uśmiech na twarzy wywołują zwłaszcza dopracowane projekty jednostek (wesołe, poruszające się rytmicznie słoneczniki za każdym razem budzą we mnie falę ciepłych uczuć do świata). Ogólnie nie mam się do czego przyczepić, prócz wspomnianych wyżej problemów z animacją przy dużej liczbie zgniłków na ekranie. Dźwięk także jest dobry - mimo iż kawałków dostajemy mało, pasują one do gry idealnie, zaś odgłosy wydawane przez zombie to taki mały majstersztyk. Plants Vs. Zombies to zdecydowanie niezwykle grywalny twór i na pewno warto się z nim zapoznać - przy takiej ilości „szarpania” cena 1200 MSP nie wydaje się wygórowana. Szkoda jedynie, że zabrakło opcji kooperacji czy versusa po sieci, lecz ogólnie - nic to.

Programy

Aktualizacje
Aktualizacje
Nowości
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (1)