W świetle powyższego akapitu próba zachęcenia do promowania swobody w Internecie może brzmieć dość zaskakująco, ale jest zupełnie prawdziwa. Greg Walden z Izby Reprezentantów zaproponował (PDF), by jedną z misji Stanów Zjednoczonych było dbanie o zachowanie obecnego sposobu funkcjonowania Sieci. Biorąc pod uwagę rolę, jaką Internet odgrywa w światowej gospodarce, kluczową kwestią jest zapewnienie mu stabilności, bezpieczeństwa i wolności od kontroli rządowej — podkreśla. Według Waldena zgoda na zwiększenie możliwości nadzoru negatywnie odbije się obecnym modelu działania Internetu, dzięki któremu medium to może „kwitnąć”, a ważną rolę w jego rozwoju odgrywają sektor prywatny i akademicki oraz sami internauci. Rządowa kontrola doprowadziłaby do ograniczenia wolności słowa. […] Stany Zjednoczone powinny wspierać Internet wolny od nadzoru na całym świecie, a także dbać o zachowanie i rozwój modelu, według którego funkcjonuje współczesna Sieć — apeluje.
Propozycja polityka nie jest oczywiście w żaden sposób innowacyjna, ale w porównaniu do wspomnianych wcześniej projektów zmian w prawie obrazuje dość radykalną zmianę sposobu myślenia. Warto też zauważyć, że Walden stoi w opozycji do planów Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego, który podczas grudniowej konferencji w Dubaju przeforsował zapisy prowadzące do zwiększenia kontroli Sieci. Jednym z krytyków takiego podejścia jest także rząd naszego kraju. Dla Polski fundamentalne jest to, by Internet był wolnym medium. W taki sposób powstał, dlatego jest wyjątkowy — zapewniała podczas konferencji wiceminister Małgorzata Olszewska.
Póki co nie warto odkładać na półkę Deklaracji Wolności Internetu, bo Walden w swoim dokumencie dość wymownie pominął jedną z najbardziej palących kwestii — piractwo internetowe. Brak jakiejkolwiek wzmianki o nim jasno pokazuje, że temat usankcjonowania narzędzi służących do walki z piratami nie jest jeszcze zamknięty. A to z kolei woda na młyn Kima Dotcoma…