Słyszę: "Chcę nowy telefon, ale mały". Xiaomi przypomniało mi o pewnym problemie ze smartfonami

Strona główna Aktualności

O autorze

Wychwalane obecnie przez serwisy i użytkowników telefony łączy jedna cecha - są duże. Mają więcej niż 6 cali, olbrzymi ekran i… ledwo mieszczą się w dłoni. Obecny trend wcale nie niesie za sobą wyłącznie plusów.

Dla technologicznych entuzjastów nowinki im większe, tym lepsze. Chwalimy miniaturyzację, ale laptop do grania musi mieć przynajmniej 17-calowy monitor, a telewizor 55 cali i więcej. Słuchawki muszą brzmieć świetnie, a nie mieścić się w kieszeni, smartwatch może mieć wymiary solidnego, klasycznego zegarka.

Ale nie jesteśmy przecież jedynymi klientami na Ziemi. Wiele osób wybierze właśnie wielkość nad jakość. W końcu mniejszy telewizor mniej zagraci salon, kompaktowy laptop można zamknąć w szufladzie, a mały telefon – wsunąć normalnie do kieszeni, a nie nosić jak panel podłogowy z tyłu spodni.

Duży, czyli nieporęczny

"Chcę nowy telefon, ale nie chcę, żeby był duży". "Niepotrzebny mi tak duży ekran, znajdź mi coś mniejszego". Wiele razy słyszałem takie zdania od osób, które chciały porady dotyczącej zakupu nowego smartfona. I w ogóle się temu nie dziwię.

Większość z nas z małymi telefonami komórkowymi spędziła większość życia. Tak, pierwsze były słynne "cegły". Ale miał je ułamek społeczeństwa. Symbolem powszechnego boomu na komórki była przecież legendarna Nokia 3310 - trochę gruba, ale w zasadzie niewielka. Wszystkie późniejsze telefony, które miałem, były coraz chudsze i mniejsze.

Pierwsze smartfony? Tak tu był lekki skok w wielkości, ale przez długie lata był to cały czas sprzęt, który bez problemu mieścił się w kieszeni. I przede wszystkim w dłoni.

Tymczasem dzisiaj producenci wszystkich marek forsują rozwiązania, które mają więcej niż 6 cali. Czyli idealnie wpisują się w wielkość "kafla", a niektórych - zwłaszcza kobiety - zmuszają do chowania ich albo do plecaka/torebki, albo do tylnej kieszeni. Ani to wygodne, ani bezpieczne.

Jaka jest alternatywa? Tu się pojawia problem.

Mniejszy, czyli słabszy

Drobniejsze zamienniki oczywiście są. Ale gorsze jakościowo. Trend gigantów jest dominujący. Jeśli marzymy o flagowcu, najlepszym na rynku modelu, tym reklamowanym przez celebrytów w TV i na billboardach, będzie to smartfon duży. Mniejsze mają z marszu słabsze podzespoły.

A może nie interesują was telefony za 4000 złotych? To tak jak mnie. Celuję w półkę w okolicy 1000 zł. Ale tu też jest ciężko. Wśród tzw. "średniaków" też dominują 6-calowe ekrany. Czy to na pewno efekt tego, czego chcą ludzie? A może to właśnie producenci forsują modę na duże ekrany? Przyzwyczajamy się do dużych rzeczy, jak z ekranami płaskich telewizorów, jak z SUV-ami.

Przeczytaj też: Zrobiłem zdjęcie Księżyca Huaweiem P30 Pro. Jestem pod wrażeniem

Umiarkowani entuzjaści technologii też z niej korzystają. Producenci smartfonów zdają się jednak ich pomijać. Flagowe modele kompaktowe, czyli mniejsze, jak Samsung S10e, iPhone XS czy świeżo wydany Xiaomi Mi 9 SE, to zakres 5,8-5,97 cala. Wciąż dużo, wciąż nie napiszemy zwinnie SMS-a jedną ręką.

Minął czas, gdy Steve Jobs szokował wszystkich "skokami" w wielkości ekranów. Minął moment, gdy wszyscy fascynowali się tabletami. Dziś ostatnim krzykiem mody jest za to rozkładany smartfon. Miniaturyzacja wraca? Nie zdziwię się w ogóle, jeśli za rok czołowe firmy - Apple, Samsung, Huawei, LG czy Xiaomi - będą chwaliły się telefonami, które znów staną się kieszonkowe.

© dobreprogramy
s