This War of Mine — przejmująco mroczna strona wojny

Strona głównaThis War of Mine — przejmująco mroczna strona wojny
24.11.2014 16:37
This War of Mine — przejmująco mroczna strona wojny
Redakcja
Redakcja
bEgFZNiu

Obecny rynek gier momentami wydaje się naprawdę nudny. Sami producenci nie kryją się z tym, że często wypuszczają coś, co już było, tylko w nieco nowszej odsłonie. Ten czas to najlepsza okazja dla projektów nietypowych, a właśnie do takich można zaliczyć polskie This War of Mine. Choć zetkniecie się tutaj z wojną, w przeciwieństwie do setek strzelanek, nikt nie będzie wielkim bohaterem, który z uśmiechem na twarzy morduje zastępy przeciwników i ratuje świat. Dzięki tej pozycji przekonacie się, że tak naprawdę czasami wybór między dobrem a złem nie istnieje, bowiem te pojęcia zacierają się w tragicznych realiach. Wystarczy postawić się w sytuacji osób, które od lat wojna dotyka znacznie bardziej, niż żołnierzy którejkolwiek ze stron – wystarczy wcielić się w rolę cywila starającego się po prostu przeżyć.

bEgFZNhN

Akcja gry przedstawia historię grupki osób zaskoczonych przez wielki konflikt. Kto to dokładnie będzie jest uzależnione od danej partii. Za każdym razem możemy natknąć się na zupełnie innych ludzi, o innej historii, choć to akurat nie ma większego wpływu na samą rozgrywkę. Znacznie ważniejsza jest specjalizacja ocalałych. W zespole znajdzie się np. poszukiwacz z plecakiem, który będzie idealny do nocnych eskapad po dobra materialne, kucharz, czy też sprinter. Obszar, po jakim przychodzi się poruszać, to bliżej niesprecyzowana miejscowość. Zapomnicie jednak o podziwianiu pięknych widoków. Wszystko wokoło naznaczyła wojna. Wychodzenie na ulice w biały dzień to otwarte proszenie się o śmierć. Miasto jest wyraźnie zniszczone, większość zabudowań zostało obróconych w gruzowiska, grzebiąc pod zwałami betonu i cegieł wiele niewinnych osób.

  • Slider item
  • Slider item

Rozgrywkę podzielono na dni oraz noce, które diametralnie się od siebie różnią. Kiedy widno, jesteśmy we własnym domu - o ile można tak nazwać zniszczony budynek z piwnicą robiącą za schron. Da się tu odpoczywać, leczyć rany z użyciem dostępnych środków, zaspokajać głód spożywając posiłki (o ile posiadamy jakąś żywność), a także wytwarzać nowe meble i przedmioty. Sam początek to odgarnianie śmieci, zbieranie wszystkiego, co się da do plecaka, który jest zbiorczym ekwipunkiem naszych bohaterów. Z tego przyjdzie wykonywać najróżniejsze rzeczy, typu krzesła, aby nie siedzieć na zimnej podłodze, łóżka, by móc spać w jakichś ludzkich warunkach, czy piecyk do ogrzania schronienia. Inna sprawa to przedmioty: za sprawą odpowiedniego stołu narzędziowego wykonywać możemy wytrychy, łopaty albo nawet broń. Liczba udostępnionych do znalezienia i modyfikowania elementów jest spora, uwzględniono nawet takie drobiazgi jak kostki cukru… Przydatne swoją drogą podczas tworzenia alkoholu, jednego z towarów luksusowych występujących w grze. Czasami ktoś może zapukać do naszych drzwi. Pewne osoby będą chciały wymienić się towarami, inne poprosić o pomoc w ratowaniu ludzi z zawalonego budynku, albo zostać z nami.

bEgFZNhP

Gdy ręcznie zakończymy dzień lub nastanie odpowiednio późna pora, zacznie się noc. W jej trakcie rozdziela się zadania w grupie. Osoby walczące o przeżycie mogą po prostu położyć się spać, ktoś powinien trzymać wartę, bo napady w nocy to normalka, a najsilniejszy wybierze się na szaber. Na mapie miasta widać możliwe do odwiedzenia miejsca z informacjami, co takiego się w nich potencjalnie znajduje oraz czy grozi tam jakieś niebezpieczeństwo. Jeżeli zdecydujemy się na wycieczkę, gra załaduje dany obszar, na którym będziemy poruszali się w sposób podobny do tego za dnia. Różnica polega na tym, że tu się głównie skradamy. Walka jest ostatecznością, przynajmniej na początku gry, gdy brakuje wyposażenia. Bitki na pięści to spraw zbyt nieprzewidywalna (bohater walczy sam, nie mamy na niego wpływu) i bardzo łatwo w nich zginąć. Co ciekawe, zdobyczna broń palna także nie musi być aktywnie wykorzystywana. To doskonały straszak, zmuszający nieprzyjaciół do rezygnacji ze stawiania oporu.

  • Slider item
  • Slider item

Gra jest bez dwóch zdań wymagająca. Niewielki błąd potrafi przesądzić o stracie któregoś z towarzyszy, zaś źle podjęte decyzje na początku, w ogólnym rozrachunku przyniosą śmierć załodze w zaledwie kilka dni. Cały czas balansuje się pomiędzy złą, a wręcz tragiczną sytuacją ocalonych. Nie ma tutaj mowy o przygotowywaniu większych zapasów i powolnym rozbudowywaniu obozu, bez nadmiernego ryzykowania. Ryzyko wpisane jest w rozgrywkę, w przeciwnym wypadku po prostu zginiemy z braku podstawowych środków do życia. Tu wszystko jest deficytowe, nie ma pewności co do przyszłości, trzeba więc podejmować bardzo radykalne działania. Już wspomniane wcześniej ewentualne powiększanie grupy ocalałych to nie lada dylemat. Co prawda dodatkowa osoba może się przydać, ale z drugiej strony, to kolejny człowiek, którego zwyczajnie trzeba nakarmić.

Jako fan serii Jagged Alliance byłem nieco zawiedziony tym, że w zasadzie nie istnieją relacje pomiędzy bohaterami, mające wpływ na przebieg rozgrywki. Przecież w miarę spędzania czasu w takim otoczeniu, gdzie człowiek jest poddawany najróżniejszym próbom, mogłoby dochodzić do konfliktów lub nawet sojuszu dwóch osób przeciwko przykładowo najsłabszej, zwłaszcza wobec braku pożywienia czy leków. Takich sytuacji nie uświadczycie, a jedyne co się liczy to utrata towarzysza podczas nocnej eskapady lub śmierć zadana komuś innemu z jego ręki.

  • Slider item
  • Slider item

W takiej sytuacji w dziennikach pozostałych przy życiu pojawiają się informacje, że to straszne i czują się przygnębieni, ale nie ma to większych konsekwencji. Możemy obserwować ich postawę wobec osoby, która dopuściła się (zgodnie z naszymi poleceniami) mordu, choć nic z tego nie wynika. Stanowi to problem nie tylko ze względu na brak interakcji między nimi, lecz też zaburza historię. Bohaterom przychodzi robić różne rzeczy, których w warunkach normalnych z pewnością by się nie podjęli, bo żałować będą do końca życia. Mimo wszystko trwają ze sobą jako grupa, wspólnie walczą o przeżycie, choć w sumie nie wiadomo dlaczego. Przy okazji unikają większych zbiorowisk ludzkich, więc to nie tak, że w kupie raźniej…

bEgFZNhV

Muszę niemniej przyznać, iż This War of Mine to jedna z nielicznych pozycji, które spowodowały odezwanie się u mnie ludzkiego sumienia. Tak, nastąpiło to nie w skutek działania w rzeczywistości, lecz w grze, tworze wirtualnym. Wystarczyła pierwsza nocna eskapada do obcego budynku po przedmioty niezbędne do przeżycia, a zarazem możliwość wątpliwej przyjemności spotkania jego lokatorów. W trakcie kradzieży zaskoczyła mnie kobieta. Zorientowała się, że dotąd zamknięte drzwi są otwarte i nakryła postać, więc wywiązała się walka. Ocalała uciekła, krzycząc chyba do męża, że ktoś obcy jest w domu. Musiałem uciekać. Poczułem się podle, przecież te osoby znalazły się w dokładnie takiej samej sytuacji, jak ja. Potrzebowały pomocy, a nie kogoś, kto przyjdzie zabrać im resztki tego, co im zostało. Nie piszę tego jako wymyślone wrażenie, ale prawdziwą reakcję – to nie było miłe uczucie, pomimo, że „to tylko gra”.

  • Slider item
  • Slider item

Cały produkt jest brutalnie szczery i bezpośredni: tego typu odczuć będziemy musieli się wyzbyć. W przeciwnym wypadku nie będziemy w stanie uratować własnych ludzi. Wojna zabrała wszystko, sami możemy więc przeżyć jedynie kosztem innych osób. W końcu dopuścimy się morderstwa, co mocno przeżyje nie tylko nasz bohater, załamując się psychicznie, ale i my sami… Widok dziecka, które z krzykiem podbiega do martwego ojca, którego my skazaliśmy na śmierć, jest okrutnie przygnębiający. Moim zdaniem obudzenie w człowieku czegoś takiego świadczy o wielkości gry. Nie trzeba niesamowitych efektów, ani fotorealistycznej grafiki i masy oskryptowanych sytuacji, aby przyciągnąć gracza, zupełnie go zadziwić. Wystarczy kazać mu przeżyć, a następnie postawić w sytuacji, w której spełnienie tego warunku będzie wymagało zadania bólu komuś postronnemu. Czy to eksperyment na współczesnym odbiorcy? Bardzo udany.

Oprawa jest dosyć skromna, więc w przypadku tego dzieła nie musimy przejmować się wymaganiami PC. Działa dobrze nawet na zintegrowanych kartach graficznych. Twórcy postanowili na obraz nałożyć specyficzny filtr, dzięki czemu obraz prezentuje się nieco jak ręcznie rysowany. Ma on jeszcze jedną cechę: ciemną kolorystykę, która tylko podkreśla dramatyczność sytuacji i dołuje bardziej. Całość akcji jest widoczna z profilu, gracz może rolką myszy oddalać oraz przybliżać obraz np. aby dostrzec detale, lub w zależności od sytuacji mieć większe pojęcie o taktycznym przebiegu tego, co dzieje się na ekranie. Zarówno bohaterowie, jak i niektóre przedmioty, wykonano w 3D, z dbałością o detale i szczegóły. Wszelkie ruchy są naprawdę dosyć naturalne oddane. Autorzy postarali się, chociaż w sumie tu nie musieli. Nieco gorzej wygląda kwestia udźwiękowienia. Muzyka odzywa się tylko z rzadka, aczkolwiek jest świetnie dopasowana do sytuacji i w pewien sposób zdradza, co może nas czekać podczas nocnych eskapad. W chwilach spokoju pogłębia uczucie bezradności, pustki, deprymuje, zręcznie budując klimat. Niebagatelne znaczenie mają odgłosy postaci, z płaczem, lamentami i majaczeniem na czele. Gdy z potrzeby oraz przymusu zabijamy, wbijają kolejną szpilkę w duszę.

  • Slider item
  • Slider item

Twórcy z 11 bit studios przyznali, że podczas przygotowywania produktu spędzili dużo czasu na rozmowach z osobami, którym przyszło żyć w realiach wojny i które zostały dotknięte w ten właśnie sposób. Biorąc pod uwagę wszystkie cechy gry, trudno w to nie uwierzyć – aż wspomina się rzewne opowieści dziadków z dawnych czasów. Nie wiem, jak wielki wpływ na grającego może mieć tytuł od tej negatywnej strony, ale radzę uważać podczas przygody z This War or Mine. Dzieło to jest prawdziwe w swoich zamierzeniach, a przez to ogromnie smutne i przygnębiające. Za oknem jesień, gdzieniegdzie nawet zima, które też wiele osób nie nastrajają optymistycznie. Warto, aby każdy choć raz w życiu zagrał w tę grę, ale w odpowiednim czasie i nie za wiele za jednym zamachem. Depresja po prostu wylewa się stąd w ogromnych ilościach. Co więcej, pisząc tę recenzję spoglądałem na różne aktualności z nadzieją, że nie przyjdzie mi na własnej skórze przekonać się, jak to jest. A przecież wojna może zapukać do drzwi każdego z nas…

Programy

Aktualizacje
Aktualizacje
Nowości
Udostępnij:
bEgFZNiL