Do ataku doszło 19 lipca br. Ofiarą padła Wyższa Szkoła Nauk Społecznych i Behawioralnych (CSBS), której serwer został zaszyfrowany nieznanym ransomware'em – czytamy.
Placówka natychmiast podjęła kroki prewencyjne, izolując zainfekowany klaster od reszty infrastruktury. Wydano również komunikat nakazujący wszystkim zmianę haseł, a o całym zajściu została poinformowana lokalna policja.
Według zapewnień uczelni, utracono tylko niewielką porcję danych, ale znajdowały się tam m.in. dane osobowe. Stąd też zdecydowana reakcja jednostki.
Opłacanie okupu zarekomendował ponoć niezależny ekspert ds. bezpieczeństwa. Uniwersytet podkreśla przy tym, że kwota, jaką zapłacił przestępcom, została zdobyta w ramach samofinansowania i nie pochodzi z dotacji ani środków publicznych. Jednocześnie, jak zadeklarowano, infrastruktura sieciowa wraca do pełni możliwości.
Ciekawostką jest, że niemalże równolegle z incydentem w Utah ataku doświadczyły Uniwersytet Kalifornijski w San Francisco oraz Uniwersytet Stanowy w Michigan. Zdaniem śledczych, wszystkie trzy akcje mogą być dziełem tej samej grupy.
Jeśli tak, to właśnie zbija kokosy. Bo oprócz blisko 0,5 mln dol. z Utah, otrzymała jeszcze 1,14 mln dol. z San Francisco. Haraczu odmówiło jedynie Michigan.