Skala incydentu obejmuje prawie 19 mln Polaków. Informacje pochodzą z systemu firmy MyDr, z którego korzysta ok. 12 tys. podmiotów medycznych. Wcześniej publikację danych do weryfikacji przesunięto w czasie z powodu działań policji.
"W firmie MyDr doszło do nieuprawnionego dostępu do bazy danych systemu, z którego korzystają m.in. przychodnie i gabinety lekarskie. Fakt przełamania zabezpieczeń firmy MyDr jest potwierdzony, służby nie stwierdziły jak dotąd upublicznienia tych danych, z uwagi na dobro obywateli – prewencyjnie przekazujemy jednak informację, czyje numery PESEL znalazły się w wycieku" - czytamy w komunikacie na stronie bezpiecznedane.gov.pl.
Jak działa sprawdzanie danych po wycieku MyDr
Po zalogowaniu do rządowego serwisu użytkownik może sprawdzić, czy jego dane pojawiają się w bazie zarejestrowanych incydentów. System weryfikuje informacje po krótkiej chwili. Można też uzupełnić podstawowe dane o adres e-mail i numer telefonu albo użyć wyszukiwarki jednorazowo, bez wypełniania całego formularza.
Jak wynika z komunikatu, nawet pozytywny wynik nie zamyka sprawy: "nie oznacza, że ryzyko nie istnieje – warto regularnie monitorować swoje bezpieczeństwo, stosować unikalne i silne hasła oraz włączać dwuetapową weryfikację tam, gdzie to możliwe" - podano. Jeśli dane pojawią się w monitorowanych wyciekach, serwis ma pokazać też szczegółowe informacje i sposoby ochrony.
Duże zainteresowanie serwisem bezpiecznedane.gov.pl
W sobotę rano dostęp do strony utrudniał napływ użytkowników. Komunikat wyświetlany przed logowaniem brzmiał: "Z uwagi na duże zainteresowanie wyciekiem z firmy MyDr, trafiasz do kolejki użytkowników czekających na sprawdzenie danych. Jak tylko będzie to możliwe, wpuścimy cię do systemu i trafisz na stronę logowania".