Petcube Bites: rzuć smakołyka

Petcube Bites to kolejna generacja wariacji na temat zabawy (opieki) z naszym zwierzakiem na odległość. Tym razem amerykański producent umożliwił nie tylko podgląd pupila, ale także poczęstowanie go smakołykiem. W urządzeniu zamontowano kamerkę Full HD 138 stopni z funkcją widzenia w ciemności (noktowizorem), trzykrotnym zbliżeniem cyfrowym i dwukierunkowym audio. W tym modelu zrezygnowano ze wskaźnika laserowego, na rzecz wspomnianego podajnika na karmę.

Pudełko z zabawką jest pokaźne, a samo urządzenie dość spore. Te rozmiary spowodowane są przede wszystkim dużym pojemnikiem na smakołyki. W zestawie znajdziemy instrukcje w różnych językach, dedykowaną ładowarkę, kabel USB typu C, kluczyk do resetowania urządzenia i zestaw montażowy, aby przymocować Petcube Bites do ściany.

Urządzenie składa się z dwóch części. Pierwsza to aluminiowa konstrukcja, w której ulokowana została kamera i katapulta, a na pleckach dwa otwory do zawieszenia. Spód pokryto gumą, aby Bites nie przesuwało się, gdy zdecydujemy postawić je na płaskiej powierzchni.

Drugą częścią konstrukcji jest plastikowy pojemnik na suchą karmę, która będzie służyła za łakocie. Jest on odłączany, dzięki temu jego mycie jest znacznie prostsze. Zbiornik ma zakrzywione dno, aby smakołyki „zjeżdżały” do otworu podajnika. Pomysłową opcją jest zamontowanie małego czujnika, który (w dedykowanej aplikacji) będzie nas informował o aktualnym stanie karmy.

Urządzenie można umieścić w dowolnym miejscu w domu. Zarówno na stole, regale, półce lub zamontować na ścianie. Jego klasyczny wygląd bardzo dobrze komponuje się zwłaszcza z nowoczesnym wnętrzem . Aluminiowa obudowa jest dostępna w czterech kolorach: srebrny (Matte Silver), czarny (Carbon Black), różowym (Gold Rose) i białym (Snow White) (edycja limitowana). 

Instalacja i pierwsza konfiguracja

Podobnie jak poprzednie generacje Petcube, ta także korzysta z dedykowanej aplikacji, którą możemy zainstalować na urządzenia z Androidem lub systemem iOS. Pierwsze ustawienie jest banalne, dla nikogo ten proces nie powinien stanowić problemu. Wystarczy pobrać aplikację, założyć konto w chmurze Petcube i podłączyć Petcube Bites do gniazdka elektrycznego w naszym domu. Oczywiście gadżet musi znajdować się w zasięgu sieci WiFi, do której chcemy go podłączyć.

W aplikacji musimy wybrać Petcube Bites i postępować zgodnie ze wskazówkami. Po poprawnym podłączeniu do sieci bezprzewodowej powinno pojawić się na liście dostępnych urządzeń. Klikając ikonkę PLAY, możemy rozpocząć transmisję na żywo.

Petcube Bites

Widok „HUD” w aplikacji jest delikatnie zmodyfikowany dla Bites. Ikona lasera została zamieniona na ikonę kości (smakołyku). Gdy na nią klikniemy, to uruchomimy „katapultę smakołyków”. To my decydujemy, z jaką siłą frykas zostanie wyrzucony. Mamy do wyboru 3 zasięgi: długi, krótki lub średni. Z największą siłą łakocie lecą naprawdę daleko, dlatego też mój egzemplarz Bites staną w korytarzu, aby Szajba i Cyna mogły troszeczkę pobiegać.

Smakołyki nie powinny być większe niż 2,5 cm — inaczej łopatki zgarniające pokarm nigdy ich nie zbiorą.

W przypadku mniejszych po prostu podajnik wyda kilka sztuk. I tak właśnie się dzieje z ulubioną karmą moich kotów. Aplikacja także pozwala ustawić harmonogram dozowania, aby automatycznie wyrzucić małe co nieco dla pupili.

Zwierzaki oczywiście muszą się do tego przyzwyczaić. Początkowo moje koty chowały się pod kanapę, kiedy smakołyki były wybierane z podajnika, bo trochę on hałasuje, a koty są dość tchórzliwe.

Tak jak Petcube Play, w Bites zamontowano kamerę 1080p FullHD o kącie 138 stopni. Obraz z niej jest wystarczająco wyraźny, nawet w słabym świetle, aby czerpać radość ze zdalnej zabawy.

Gdy słońca zabraknie, włączy się tryb podczerwieni, który działa równie dobrze. Najsłabszym ogniwem tego gadżetu jest dźwięk emitowany z urządzenia. Bites daje nam możliwość pogadania ze zwierzakami, dzięki interkomowi, ale dźwięk płynący z głośnika jest tak zniekształcony, że moje koty po prostu się go boją i uciekają.

Aplikacja

Od ostatniego przeglądu Petcube Play, aplikacja dużo się nie zmieniła — praktycznie wcale, prócz dodania obsługi modelu Bites. Nadal możemy udostępniać nasze „pet-kostki” znajomym lub upubliczniać dla wszystkich zainteresowanych, wystawiać i oceniać zdjęcia pupili — społeczność jest dość duża i nasze kudłate stwory mogą stać się tak samo popularne, jak gwiazdy YouTube. System Petcube Care (przechowywanie wideo w chmurze, gdy kamera wykryje ruch lub dźwięk), także się uchował, ale został rozszerzony o dodatkowy, tańszy plan. Na ten moment użytkownicy mają do wyboru jeden z trzech pakietów:

  • 4.99 / month (3 dni historii)
  • 9.99 / month (10 dni historii)
  • 24.99 / month (30 dni historii)

Funkcja ta mocno się przydaje, kiedy wyjeżdżamy i zwierzaki zostają w domu same. W każdej wolnej chwili możemy zerknąć na krótkie kilkusekundowe filmiki i dowiedzieć się co i kiedy porabiały, a także czy dom jeszcze stoi.

Ja, moje koty i Petcube

Nie ukrywam, że z produktów Petcube jestem bardzo zadowolony. Posiadam nadal dwa stare modele. Bites dopełnił zestaw o „karmnik", którego mi brakowało, aby zachęcić koty do zabawy pod moją nieobecność. Początkowo Cyna była spanikowana, gdy słyszała odgłos małego silniczka obracającego się w podajniku. Teraz dźwięk ten oznacza dla niej, że frykasy zaraz wylecą w powietrze i będzie mała wyżerka. Dla mnie to jest niesamowite, że nie będąc w domu mogę czuwać nad swoimi pupilami i jednocześnie się z nimi bawić.

Teraz tylko czekać na czwartą generację tej zabawki, która będzie posiadała laserowy wskaźnik i katapultę karmy :)