Z kompetencjami cyfrowymi jeszcze nikt się nie urodził
Gdy mowa o cyfrowym wykluczeniu lub niskich kompetencjach cyfrowych, zazwyczaj chodzi o - nie ukrywajmy - seniorów. Ale taki brak biegłości może dotyczyć każdego, a najmłodsze pokolenia wcale nie radzą sobie z elektroniką tak dobrze, jak mogłoby się wydawać.
Pokolenia Z i młodsze są regularnie krytykowane za powszechne "przyspawanie do telefonów", którzy dramatyzują wręcz patetycznie, że są to osoby urodzone ze smartfonem w dłoni. Ale tak samo, jak nie wszyscy milenialsi spędzający dzieciństwo na graniu w gry komputerowe są informatycznie biegli - młodzież często wcale nie posługuje się telefonami i komputerami w sposób optymalny. A rosnąca popularność narzędzi AI/LLM może wręcz pogorszyć sytuację.
Zbyt łatwo
Smartfony, popularyzując technologię, komunikację i dostęp do informacji, uczyniły to znacząco upraszczając interfejs użytkownika, ukrywając rzeczywiste działanie systemów operacyjnych pod wieloma warstwami użytkowej abstrakcji. W pewnym stopniu od zawsze było to celem graficznych interfejsów użytkownika, ale przez wiele lat tworzona przez nie iluzja znikała, gdy ktoś chciał się mocniej rozejrzeć.
Niektóre operacje w ogóle wprost wymagały choćby powierzchownego poziomu zrozumienia działania oprogramowania. Na przykład, pliki miały ładne ikonki i ukryte rozszerzenia, ale dalej były plikami. Na dzisiejszych smartfonach, nawet pakiety biurowe operują na zestawach dokumentów i obiektów oddalonych od plików. Rzeczywista postać danych, na których się operuje, bardzo często jest użytkownikowi zupełnie nieznana.
W ciągu kilku lat doprowadziło to do zjawiska, które zidentyfikowały firmy jak Dell i HP i które nazwano "tech shame": wstyd związany z nieumiejętnością korzystania... z komputerów osobistych, które w porównaniu ze środowiskami smartfonowymi są znacznie bardziej skomplikowane. Gdy dane nie wędrują wewnątrz subskrypcyjnej aplikacji chmurowej, a zamiast tego przyjmują postać pliku, nagle przestają być zrozumiałe i nie znajdują się w spodziewanych miejscach. Niemałe wyzwanie stanowią też drukarki i skanery, choć ich rola w pracy na szczęście maleje.
Co ciekawe, z dzisiejszymi pakietami aplikacji pecetowych da się pracować tak, jak ze smartfonem. Możliwe jest użycie Microsoft 365, Teamsów, SharePointa i OneDrive'a tak, aby nigdy nie zobaczyć "pliku", a poruszać się wyłącznie na "dokumentach". Nie mieć nic do czynienia z "załącznikami" i stosować "udostępnienia". Ale skala przyzwyczajenia jest zbyt potężna: starsi użytkownicy tak nie pracują, co sprawia, że ci młodsi są skonfrontowani ze środowiskiem mieszanym, które może być dla nich zbyt skomplikowane i niejasne.
Patrzenie w telefon to nie informatyka
Problem zauważono już ponad 10 lat temu i od tego czasu tylko się pogłębia. Kolejne pokolenia są słabsze w kwestii obsługi komputerów od poprzednich. Najłatwiej wydają się radzić sobie milenialsi, którzy dostali telefony do ręki później w życiu, ale technologiczną przygodę zaczynali od pecetów, które musieli choć trochę "ogarniać". Nierzadko czyni ich to lepszymi jednocześnie od swoich rodziców oraz dzieci.
Narzekanie na smartfony to jednak zgrany temat, a brakującą wiedzę da się nadrobić - to fakt, ale do pewnego czasu, nadrabianie wiedzy - nawet w formie "tępego googlowania" - oznaczało że koniec końców pewną nową wiedzę trzeba choć trochę przyswoić. A jak się sprawy mają w dobie AI, które może napisać krótki przewodnik krok po kroku, bez przerw na reklamy i wodolejstwa? Cóż, doprowadza do sytuacji, w której każda instrukcja jest przyjmowana całkowicie bezmyślnie i bezkrytycznie, bez jakiegokolwiek pożytku dydaktycznego. Ten sam problem napotkany kolejny raz... jest ponownie rozwiązywany pytaniem czata o to samo.
Prowadzi to, w okolicznościach braków w potrzebnej wiedzy wstępnej, do zatracenia umiejętności zdobywania tej wiedzy i zależności od dostawców rozwiązań, czyli AI (którzy wkrótce zaczną drożeć). Technika stała się zbyt prosta w obsłudze, co zemściło się poprzez zmniejszenie kompetencji cyfrowych kolejnych pokoleń. Te same problemy, które dotyczą starszych pokoleń, w swoich nieco odmienionych formach zaczynają dotyczyć tych najmłodszych.
Miną lata, zanim AI pomoże
Manifestuje się to w nieco odmienny sposób. Młodzieży brak "seniorskiej naiwności" w internecie, przez co być może trudniej ich będzie oszukać "na wnuczka", ale w dalszym ciągu mogą oni stracić swoje konta i zasoby cyfrowe wskutek masowych oszustw. Będą też mieli tendencje do unikania teoretycznie łatwych, ale w praktyce i tak zbyt złożonych scenariuszy (płatności, subskrypcje, pobieranie treści), częściej zgadzając się na łatwiejsze, ale droższe opcje. Co napędza "gospodarkę subskrypcyjną" jeszcze mocniej.
Optymiści twierdzą, że wzrost możliwości AI sprawi, że to po prostu w ogóle przestanie być problem. Obietnica "nie musisz rozumieć, po prostu używaj" zostanie w końcu naprawdę zrealizowana, a stare metody pracy po prostu zostaną wyparte. W efekcie, niezrozumienie działania elektroniki użytkowej będzie zupełnie bezbolesne. Ale czy takie czasy naprawdę są bliską przyszłością? Skuteczność dzisiejszej sztucznej inteligencji w zastępowaniu pracowników jest podważalna. Możliwe, że czekają nas długie i trudne lata okresu przejściowego.