Google Books: wydawcy tak, autorzy nie

29.01.2010 12:20, Autor: Michał Majchrzycki (mmaj), Kategoria: News
NewsImage

Coraz więcej pisarzy krytycznie wypowiada się na temat rozwijanej przez Google usługi e-książek. Ostatnio dołączyli do nich znani brytyjscy autorzy. Nie chcą oni, aby ich książki kopiowane były na potrzeby Google Books, mimo, że Google już wcześniej porozumiał się z ich wydawcami.

Google ma problemy z projektem digitalizacji książek prawie od samego początku. Niedawno do sądu firmę pozwała chińska pisarka, Mian Mian, której powieść nielegalnie została umieszczona w Google Books. Teraz oświadczenie w sprawie umowy Google z wydawcami wydali brytyjscy pisarze. Wśród nich znajdują się takie sławy jak J.K. Rowling, autorka powieści o czarodzieju Harry Potterze, czy Philip Pullman („Złoty kompas”). Zdaniem pisarzy, na Google Books zarobi jedynie Google, podczas gdy stracą autorzy i wydawcy.

Wśród zarzutów wobec firmy można znaleźć oskarżenia o próbę zmian praw autorskich. Solą w oku pisarzy jest niedawna ugoda między Google, a amerykańskim sądem. Na jej mocy firma będzie płacić autorom 60 dolarów za każdą książkę udostępnioną w Google Books. Łatwo można policzyć, że Rowling, autorka siedmiu bestsellerowych powieści o małym czarodzieju, zarobiłaby raptem... 420 dolarów. Nic dziwnego, że autorzy burzą się na udostępnianie książek w Internecie.

Problem jest jeszcze bardziej skomplikowany, bo na mocy umów z licznymi bibliotekami (np. oksfordzką), Google może udostępniać skany książek wielu autorów, bez dogadywania się z ich wydawcami. Wciąż trwają w tej sprawie rozmowy. Można się spodziewać, że w najbliższym czasie jeszcze wiele razy usłyszymy głosy sprzeciwu wobec Google Books.

Źródło: Wired News
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze (27)  

AvatarUżytkownik jest nieaktywny
Olbi | 29.01.2010 12:34#1

Ale ci autorzy i niektórzy ludzie są tępi. Jak ktoś lubi czytać, to i tak kupi wydanie papierowe, a nie będzie czytał ebooka lub drukował na papierze A4. Ja sam wolę czasem kupić normalną książkę, bo mi się lepiej czyta, aniżeli drukowany e-book, czy na komputerze. Takie elektroniczne wydanie będzie dobre, aby sprawdzić, co ta książka ma w sobie ciekawego. W sumie takie sklepy, jak Empik też sprzedają książki, ale jak czasem przychodziłem do nich, to widziałem, jak ludzie siadywali i czytali całe książki na miejscu, bez ich kupowania.

Avatar
daniel_dom (niezalogowany) | 29.01.2010 12:48#2

i tak widać na czym najbardziej zależy autorom książek ... by jak najwięcej wpadło do ich kieszeni i tylko tyle

AvatarUżytkownik jest nieaktywny
StawikPiast | 29.01.2010 13:00#3

@daniel_dom

A googlowi to niby na czym zalezy?
Wez ty sie czlowieku czasem zastanow co piszesz. Jak jestes dobrym samarytaninem to pracuj za darmo, mozna. A jak ktos chce wynagrodzenie za swoja prace to to uszanuj.

Avatar
sqrll (niezalogowany) | 29.01.2010 13:12#4

@daniel_dom na jakim ty świecie żyjesz, pieniądze rosną ci w ogródku przed domem? Napisz książkę, którą ludzie będą chcieli czytać, a potem "sprzedaj" ją googlowi za 60 dolarów. Zauważ, że 60 dolarów to mniej więcej minimalna stawka dzienna za pracę w USA. Czyli jako potencjalny autor musisz napisać minimum 200 książek rocznie, żeby zarobić tyle co zamiatacz ulic w USA. Nie patrz na wszystkich pisarzy przez pryzmat pani Rowling. Ona należy do zdecydowanej mniejszości w tym zawodzie. Większość poświęca sporo czasu na stworzenie czegoś wartościowego i nie zarabia wcale tak dużo. Mają prawo do tego, żeby określać zasady na jakich udostępniana jest ich twórczość.

AvatarUżytkownik jest nieaktywny
Kecarg | 29.01.2010 13:32#5

Teraz to z was tacy obrońcy "własności intelektualnej", ale jak przyjdzie co do czego to 500GB warezu na dysku... Wasza hipokryzja nie zna granic.
Tutaj można się tłumaczyć tak samo jak piraci - "przecież ja tylko kopiuję tę książkę, więc autor fizycznie nic nie traci".

Avatar
notgnucy (niezalogowany) | 29.01.2010 13:37#6

Jak wydawcy sobie pościelili, tak się wyśpią. Początkowo wmawiali i ostrzegali autorów, że opublikowanie czegokolwiek w internecie, to zło, bo nie dostaną wtedy za opublikowany tak wynik swojej pracy ani złotówki. Potem jednak zaczęli za plecami autorów spiskować z Google, aż w końcu wyszło sidło z worka! Teraz pytanie: Czy wydawnictwa miały początkowo rację, czy się myliły. Drugie pytanie: Czy przypadkiem nie robią czegoś nieetycznego, zabierając autorom prawa do dysponowania swoimi dziełami?

AvatarUżytkownik jest nieaktywny
JimK | 29.01.2010 13:54#7

hmm
Tak mi się widzi żę Google w świetle prawa kradnie własność intelektualną nie tylko pisarzy ale również nas wszystkich. Wyobraźcie sobie co się stanie jeśli własność intelektualna pisarzy jest wyceniona na 60$ (rok pisania i badań je poprzedzającyh) to na ile wg was zostanie wyceniona własność i prawa autorskie przeciętnego artysty/malarza/grafika?
Następna usługa będzie się nazywała Google Arts...
Chyba nie sądzicie że usługa google books będzie zawsze darmowa?

Głosuję nogami - przechodzę na Bing'a...

Avatar
sqrll (niezalogowany) | 29.01.2010 13:54#8

@Kecarg - niestety na moim 40GB dysku w żaden sposób nie chce mi się zmieścić 500GB warezu, a jeszcze tyle ebooków do ściągnięcia ;(

Tak na poważnie, to jest różnica między posiadaniem kserokopii/skanu książki lub mp3-jek przegranych z płyty od kolegi, a udostępnianiem tego komukolwiek w sieci, tym bardziej udostępnianiu w celach zarobkowych. Pierwsze jest dozwolone prawnie i akceptowane przez twórców. Drugie, jak widać, nie.

AvatarUżytkownik jest nieaktywny
Dodziak | 29.01.2010 14:08#9

To się nazywa PIRACTWO przez duże P :D
a czepiają się jakiejś litewskiej stronki z torrerntami :P gdy Google jawnie i w zgodzie z prawem lub prawami jawnie piraci książki.
Dużemu więcej wolno.

AvatarUżytkownik jest nieaktywny
gulczkwas11 | 29.01.2010 14:12#10

a ja rządom,aby dobre programy płaciły mi za wpisy! no co przecież na tym właśnie zarabiają...

AvatarUżytkownik jest nieaktywny
camro | 29.01.2010 16:31#11

Dobra to nasze podatki na co idą? Dla mnie Google Books to nic innego jak biblioteka. Wchodzimy bierzemy książkę za free na jakiś czas, przeczytamy i zwracamy. Google powinno zrobić np abonament dla użytkowników, albo po prostu brać te 2$ za książkę i żeby ją było można czytać na miejscu, czyli logując się na ich wirtualnej bibliotece. Okres przeczytania książki byłby np ustalony na 2tyg. Z czego co byśmy zapłacili 50% by szło dla wydawcy, a wydawca potem płaci dla pisarza. Więc jest zysk i to nawet spory i też nie trzeba płacić nie wiadomo ile.
Dla mnie takie rozwiązanie by było w 120% bardzo dobre, bo na studiach ciężko dostać niektóre książki a tak wchodzę w google books wypożyczam, czytam i nie muszę tracić majątku na zakupie nowej książki by tylko przeczytać kilka rozdziałów.

Pozdrawiam
PS. zastrzegam pomysł z tym tylko dla siebie xD moje prawa autorskie itd itd xD żart!

AvatarUżytkownik jest nieaktywny
camro | 29.01.2010 16:48#12

sqrll* właśnie że wypożyczanie, kopiowanie, kserowanie czegokolwiek jest według producentów/twórców nielegalne. Poprzez takie coś właśnie łamie się prawo/przepisy/umowę ; )
Więc jak nie wiesz to nie pisz bzdur ; )
Np na nośnikach pisze że "Zabroniono jest kopiowanie i wypożyczanie nośnika/gry/programu". ha ha tak samo jest z książkami i całą resztą. Ale kto do takich przepisów przykłada uwagę? Tylko ci co chcą na nas zarobić jak najwięcej.
A i także odsprzedaż jest niezgodna z umową z producentem. A że zakupiłeś dany produkt, to znaczy że zawarłeś z nim umowę.

pozdro

Avatar
sqrll (niezalogowany) | 29.01.2010 17:45#13

@camro - to o czym piszesz dotyczy użytku komercyjnego. Nie możesz skserować książki po to, żeby zarobić na udostępnieniu jej kopii. Nie możesz też odpłatnie udostępniać oryginału - chyba, że nabyłeś odpowiednią licencję na wypożyczanie. Nie możesz też, bez odpowiedniej licencji, publicznie odtwarzać płyty CD, którą legalnie kupiłeś, a tym bardziej nie możesz jej kopii udostępniać w sieci, itd.

Możesz za to, zrobić kopie CD i dać ja nawet w kilku kopiach osobom, z którymi pozostajesz w bliskiej relacji - rodzeństwo, rodzice, lub bliscy znajomi. To samo możesz zrobić z książką. Możesz także legalnie sprzedać oryginał komu tylko chcesz za dowolną kwotę.

Inaczej sprawy mają się się z licencjami na oprogramowanie, ale to już zupełnie inna historia.

AvatarUżytkownik jest nieaktywny
camro | 29.01.2010 18:37#14

sqrll* poczytaj sobie lepiej kilka przepisów prawnych ; )
Nie możesz nikomu pożyczać ani kopiować płyt bez zezwolenia wydawcy. Weź sobie jakąś oryginalną płytkę np i przeczytaj co tam jest napisane.
A jeśli nie stosujesz się do tego to łamiesz prawo. Tylko jak już wcześniej wspomniałem, nikt do tego nie przykłada większej uwagi. No oprócz producentów i całej reszty tych baranów.
A jeśli chcesz się dokładnie dowiedzieć czy to co mówisz jest złe, idź na policje i im o tym powiedź ; )
Zobaczymy jak zareagują...
Pozdro...

Avatar
sqrll (niezalogowany) | 29.01.2010 19:02#15

@camro - bądź tak dobry i podaj kilka linków do tych "przepisów prawnych", które jak mniemam czytałeś uważnie i pewnie chętnie oświecisz takich ciemniaków jak ja.

Jeśli jednak nie czytałeś i tylko tak sobie piszesz żeby pisać i szerzyć ciemnotę i zabobony o wrednych wydawcach i firmach fonograficznych, którzy to nic innego nie robią tylko kombinują jak komuś wytoczyć proces za nielegalne posiadanie mp3-ki na dysku, to poczytaj sobie co nieco tutaj http://pl.wikipedia.org/wiki/Dozwolony_u%C5%BCytek , albo wyszukaj sobie za pomocą swojej ulubionej wyszukiwarki hasło "dozwolony użytek".

AvatarUżytkownik jest nieaktywny
camro | 29.01.2010 20:33#16

sqrll* nie znajde ci tych przepisów, kiedyś czytałem ale to było na jakimś innym portalu, możliwe też że i tutaj.
Na wikipedii mogą różne rzeczy wypisywać...
A co do kopiowania na płytach różnej maści jest napisane to co wcześniej cytowałem.
Poczytaj np tutaj wypowiedzi ludzi:
http://forum.di.com.pl/showthread.php?t=3324
lub
przykład działalności producentów:
http://www.dobreprogramy.pl/Wyrok-w-sprawie-RealDVD-kopiowanie-plyt-nielegalne,A...

lub
http://www.digit.pl/artykuly/42336/Czy.kazde.kopiowanie.to.piractwo.html mimo że jest tu napisane że pożyczanie jest jako tako legalne, ale zgodnie z warunkami i zawartą umową między producentem to już nie jest legalne. Kopiować można tylko i wyłącznie na swój użytek, a pożyczanie jest niby legalne jeśli nośnik jest oryginalny. Co za tym idzie robienie kopii i pożyczanie swoim znajomym to jest już naruszanie przepisów i umowy.

Choć prawda jest taka że prawo można różnie interpretować, a każdy przepis może być dla ciebie zły lub dobry.
Wiem że polskie prawo jest inne od innych krajów. Ale tak na prawdę policja po znalezieniu u Ciebie kopii zapasowych, bez posiadania np dowodu zakupu ma prawo cię oskarżyć np właśnie o kradzież/piractwo.
Także podobno kopiowanie całych książek jest nielegalne a możliwe jest zeskanowanie tylko fragmentu książki. Również można to interpretować na różne sposoby. Od tego są prawnicy i sąd.
Np jak w temacie google chce udostępnić bezpłatnie "fragmenty" książek w swojej cyfrowej "bibliotece". Nie chce brać za to pieniędzy a mimo to pozywają o złamanie prawa. Można też się tłumaczyć tym że pożyczanie znajomym jest legalne i tak samo mógłby się tłumaczyć google że pozwala na czytanie tylko i wyłącznie zaprzyjaźnionym użytkownikom. A mimo to i tak to nic nie da.


Jak już wcześniej wspomniałem pożyczanie/kopiowanie/skanowanie jest legalne ale jeśli policja zrobi "nalot" na twojego przyjaciela to może zostać oskarżony o paserstwo umyślne lub nie, a przy okazji mogą ciebie oskarżyć że złamałeś jakieś tam przepisy prawne.

PS. Kiedyś nie było przepisów pozwalających na jakiekolwiek pożyczanie itd widzę że teraz trochę to znieśli przynajmniej w Polsce. W innych krajach np nawet zrobienie kopii zapasowej do celów osobistych (zabezpieczenie nośnika) jest niedozwolone i nielegalne.

Prawo jest dziwne...
Pozdrawiam

Avatar
sqrll (niezalogowany) | 29.01.2010 21:21#17

@camro nie chce mi się kłócić, zgadzam się ze stwierdzeniem, że prawo jest "dziwne", choć lepszym słowem byłoby niejednoznaczne. Ja cały czas mówię o użytku prywatnym, a to w przypadku google i jego "zaprzyjaźnionych użytkowników" raczej nie ma zastosowania. Tym bardziej mówienie, że google udostępnia coś za darmo nie ma sensu. To że nie płacisz za jakąś usługę google nie znaczy, że na niej nie zarabiają.

Co do linków, to właściwie tylko link z digit.pl odnosi się bezpośrednio do tematu i wg mnie tam jest jasno określone na czym polega dozwolony użytek.

Wątek "Pożyczanie gier kontra licencja" z di.com.pl to już zupełnie inna historia i na ten temat nie wypowiadam się. Licencja na użytkowanie oprogramowania rządzi się swoimi prawami. Wcześniej wspomniałem, że to o czym piszę nie odnosi się do oprogramowania.

Co do kopiowania płyt DVD to sądzę, że w Polsce nie zabroniliby rozpowszechniania takiego programu do momentu gdyby nie miał funkcji typu "udostępnij kopię filmu w sieci P2P". ;-)

AvatarUżytkownik jest nieaktywny
camro | 29.01.2010 23:03#18

sqrll* wiesz innych nie powinno obchodzić czy na tym zarabiają czy nie, biblioteka miejsca też musi zarabiać a mimo to udostępnia książki : ) Tak samo teraz biblioteki chcą przejść na wypożyczalnie cyfrową, więc dla czego chcą tego zabronić akurat dla google? Bo gigant? A może też chcą zarobić na tym krocie?
Mimo wszystko jakiekolwiek kopiowanie/skanowanie/pożyczanie jest w oczach producentów/pisarzy/artystów po prostu kradzieżą i temu nie ma co zaprzeczać :)
Można to również uznać za paserskie piractwo czy jakoś tak. ale mniejsza oto :)

Pozdrawiam

AvatarUżytkownik jest nieaktywny
KonradK | 30.01.2010 11:54#19

@Orion
"Ale ci autorzy i niektórzy ludzie są tępi. Jak ktoś lubi czytać, to i tak kupi wydanie papierowe, a nie będzie czytał ebooka lub drukował na papierze A4. "

A jak ktoś lubi ukraść, to ukradnie, więc ci, którzy oburzają się na kradzież, też pewnie są tępi. Acha, pewnie zły przykład, bo jak się nie zapłaci autorowi, to mu nic nie ubędzie z tego, co miał wcześniej, więc to nie kradzież. No to może tępi są architekci, których projekt użyto bez zapłacenia im za jego sporządzenie i mają o to pretensje. Realny obiekt wybudowany wg takiego projektu to przecież świetna reklama, ale jak kto jest tępy, to nie potrafi tego docenić.

AvatarUżytkownik jest nieaktywny
KonradK | 30.01.2010 12:47#20

"Problem jest jeszcze bardziej skomplikowany, bo na mocy umów z licznymi bibliotekami (np. oksfordzką), Google może udostępniać skany książek wielu autorów, bez dogadywania się z ich wydawcami. Wciąż trwają w tej sprawie rozmowy. Można się spodziewać, że w najbliższym czasie jeszcze wiele razy usłyszymy głosy sprzeciwu wobec Google Books."

Pytanie jeszcze, czy biblioteki nie przekroczyły swoich uprawnień. Na mocy porozumień ze mną, moi znajomi mogliby używać i kopiować zakupione przeze mnie programy, bez dogadywania się z ich wydawcami, czy autorami. Ale chyba takie pozwolenie nie załatwiałoby sprawy od strony prawnej.

Avatar
AlbatrosDL (niezalogowany) | 30.01.2010 14:39#21

Panowie, po co się kłócić o e-książki oraz o prawa ich autorów i wydawców. I tak za dwadzieścia lat wszystko będzie za friko... Jak to się mówi: postępu nie sposób zatrzymać :P

AvatarUżytkownik jest nieaktywny
ulth | 31.01.2010 12:35#22

Za dużo google w życiu dobrze nie robi.
Mam nadzieję, że google poniecha książek...

Avatar
LeszekMar (niezalogowany) | 31.01.2010 15:13#23

Wszystkim biliotekom mówimy stanowcze NIE !!!! To najwieksze zło, Już najmniejsze dzieci są uczone ,że rozrywka jest za darmo! Te wszystkie kolorowe książeczki które za DARMO MOŻNA SOBIE WZIĄŚĆ a potem jak gdyby nigdy nic oddać. Trzeba pozamykać te WYLĘGARNIE piractwa. Jak ktoś chce coś mieć to do sklepu i bulić kasiore a nie żerować na innych. Nie da się zliczyć ile to pieniędzy stracili i ciągle tracą wszyscy wydawcy przez te paskudne biblioteki ! ;-)

Avatar
_NIC_ (niezalogowany) | 31.01.2010 17:38#24

Autor jak podpisał umowę z wydawcą to powinien teraz siedzieć cicho. Zapewne to wydawca ma wyłączne prawo dystrybuować książkę, więc może robić co chce. Tak samo dystrybutor np. płyty Ich Troje może wydawać tą płytę nawet za darmo, kluczowa jest treść umowy z autorem. Z tego co wiem to światek polega na tym, iż autor zrzeka się części swoich praw (bo sam nie umie) i przekazuje je wydawcy (który umie), który publikuje dzieło. Autor podpisując umowę decyduje co podpisuje. Może zastrzec sobie dowolne cuś...

To jest zwykła sprzedaż usług. Jeśli nie potrafię wymienić żarówki to podpisuję umowę. Robotnik ma mi wymieniać żarówki przez lat trzy na mój koszt. Niestety nie zastrzegłem, że cena żarówek ma być od 1zł do 10zł. Robotnik więc może mi wkręcić żarówkę za 1500zł... (Super Mega Laserowe OLED). Niestety nie zastrzegłem sobie możliwości odmowy... Tak więc omowa obowiązuje i jeśli nie zapłacę to rośnie mi dług i odwiedzi komornik. Czyż nie?


Google Books? Czego tu się bać? Helion udostępnia podobnie części książek. Ba... Każdy lepszy sklep udostępnia taką wersję demo... I to dobrze, bo ma się wybór czy opłaca się kupić czy nie. Jeszcze nie widziałem książki na Google Books by była jakaś taka, że nie opłacałoby się kupować wersji pełnej. A szkoda... Wchodzę na Google Books i żałość ściska serce, że nie może przeczytać całości... (a raczej tego co by sie mi przydało)

Avatar
daft_count (niezalogowany) | 03.02.2010 8:09#25

Nie widzę większego sensu w dyskusji. Przecież od niepamiętnych czasów istnieją biblioteki.Ludzie pożyczają i oddają, nie kupując na własność. I tam jakby nie ma problemu dla autorów.
Google ma swoje za uszami, ale to przecież biznes. Poza tym książki w USA kosztują między 15 a 45 dolarów, zatem 60 USD to cena chyba dobra.
Problem tkwi w mentalności ludzi - każda nowość jest traktowana jako zło. Przypomnijmy sprawę kopii na VHS, Xera czy MP3. Świat idzie do przodu i niektórym ciężko się przystosować.

Avatar
AlbatrosDL (niezalogowany) | 22.03.2010 20:13#26

Kiedyś w radiu słuchałem wypowiedzi jedego z członków bardzo obecnie znanego zespołu rockowego, wtedy gdy ta grupa nie była jeszcze tak popularna:

- Prawdziwy artysta tworzy dla sztuki, nie dla kasy.

I oni starają się tego trzymać do dzisiaj.

Avatar
studentkaM (niezalogowany) | 29.01.2011 20:34#27

Biedni studenci, jeśli autorzy wygrają... choć trudno się autorom dziwić -każdy chce mieć z czego żyć, nawet jeśli jest Wielkim Artystą.

Dodaj komentarz

Zasady publikowania komentarzy
Autor
Treść
 
Polecamy
Test: Zotac ZBOX ID80 Plus

Nowa miniplatforma Intela w natarciu
Dolina Charlotty
Top programy
  •  
Top programy ostatnie 7 dni
  •  
Top programy ostatnie 30 dni
  •  
Skanery antywirusowe
skaner av