r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Kasperski oskarża Microsoft o monopolistyczne praktyki. To schyłek niezależnych aplikacji na Windowsa?

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Pamiętamy dobrze tę aferę związaną z Internet Explorerem wbudowanym w Windowsa. Skarga Opery do Komisji Europejskiej doprowadziła do pojawienia się Ekranu Wyboru, przez który użytkownik mógł wybrać sobie łatwo domyślną przeglądarkę. Czy to samo czeka nas kwestii programów antywirusowych? Tym razem wściekły jest Jewgienij Kaspersky. Szef jednego z najbardziej znanych producentów oprogramowania ochronnego na świecie uważa, że sposób, w jaki Windows Defender został wbudowany w Windowsa 10 narusza zasady uczciwej konkurencji – i on ma już tego dość.

Żabę gotuje się powoli

Szef Kaspersky Lab poinformował na łamach swojego bloga, że już złożył skargę do urzędów antymonopolowych Unii Europejskiej i Federacji Rosyjskiej. Nie chodzi mu tylko o jego firmę, ale o wszystkich niezależnych producentów oprogramowania na platformę Windows, którzy od kilku lat są przez Microsoft powolutku wykluczani z rynku. Zacytował słowa Tima Sweeneya z Epic Games o wrzucaniu żab do wrzątku – jeśli wrzucisz żabę do wrzącej wody, to ona błyskawicznie z niej wyskoczy. Jeśli jednak włożysz żabę do ciepłej wody, a potem zaczniesz powoli zwiększać temperaturę, żaba tego nie zauważy i w końcu się ugotuje. Wiele żab w branży (gier komputerowych – przyp. red.) już zostało ugotowanych.

To samo ma czekać inne nisze oprogramowania: pod hasłami bezpieczeństwa, wydajności i wygody, Microsoft powoli wydusza w nich niezależnych producentów, zajmuje ich miejsce, oferuje użytkownikom własne produkty, które w wielu wypadkach wcale nie są lepsze. Konkurencja jest praktycznie niemożliwa, ponieważ produkty Microsoftu są znacznie mocniej powiązane z systemem, korzystając z mechanizmów dla rywali niedostępnych. Co więcej, nowe aktualizacje Windows potrafią odinstalować aplikacje niezależnych producentów, zastępując je rozwiązaniami Microsoftu.

r   e   k   l   a   m   a

Windows Defender wszędzie i najlepiej zawsze

W kwestii rozwiązań ochronnych sytuacja była kiedyś prosta. Microsoft łączył z Windowsem 8 swoje oprogramowanie zabezpieczające, tak by każdy system Windows miał podstawowe zabezpieczenia. Gdy jednak system wykrył działające, zaktualizowane oprogramowanie antywirusowe, microsoftowe komponenty ochronne były automatycznie wyłączane. Zadowalało to zarówno niezależnych producentów oprogramowania, jak i sprzętowych partnerów Microsoftu, którzy nierzadko zarabiali na preinstalowaniu oprogramowania antywirusowego firm trzecich. Jednocześnie pozwalało zachować ten podstawowy poziom ochrony, gdyby użytkownik zrezygnował z aktualizowania antywirusa – po jakimś czasie Microsoft Defender włączał się ponownie.

Debiut Windowsa 10 skończył z tą przyjazną dla niezależnych producentów polityką. Kasperski przypomina o tym, co dzieje się podczas aktualizacji do „dziesiątki”. Instalator wykrywa „niewspierane” oprogramowanie antywirusowe i odinstalowuje je w trakcie instalacji systemu, nawet jeśli użytkownik zaznaczy, że chce zachować swoje aplikacje i pliki.

Co więcej, wraz z kolejnymi aktualizacjami Windowsa 10, niezależne oprogramowanie antywirusowe bardzo szybko staje się „niekompatybilne”. Deweloperzy praktycznie nie mają czasu na przygotowanie poprawek między wydaniem testowej wersji w kanale dla Insiderów i dostarczeniem przetestowanych zmian do końcowych użytkowników. I faktycznie, w ostatnich kompilacjach dla Insiderów firma z Redmond otwarcie mówi, że te kompilacje nie są kompatybilne z oprogramowaniem antywirusowym firm trzecich.

Wreszcie zaś Jewgienijowi Kasperskiemu nie podoba się sposób, w jaki Microsoft obecnie zachęca do Defendera. Użytkownik dostaje ostrzegawcze powiadomienie o tym, że Defender jest wyłączony nawet wówczas, gdy niezależny antywirus jest zaktualizowany i działa poprawnie. Jednym kliknięciem użytkownik może ponownie włączyć Defendera… i co za tym idzie, wyłączyć niezależnego antywirusa. Tak samo się dzieje, gdy niezależny antywirus zostaje wyłączony przez inną aplikację, np. na okres próbny – wówczas po zakończeniu próby Windows oczywiście domyślnie wraca do Defendera, a nie do programu, który był wcześniej włączony.

Miliardy nie mogą przepaść

Zmiana strategii, zdaniem szefa Kaspersky Lab, nie wzięła się znikąd. W Redmond od wielu lat próbowano zbudować dobrego antywirusa, poczynając od MSAV z 1993 roku (jeszcze dla MS-DOS). Wydano na to miliardy, a tymczasem rynkowy efekt był mizerny. Ani pod względem możliwości technicznych (mierzonych skutecznością wykrywania czy odsetkiem fałszywych alarmów), ani pod względem popularności nigdy się produkty Microsoftu nie wybiły. Inwestorzy najwyraźniej zaczęli w końcu pytać – na co te pieniądze poszły? Zapadła więc decyzja o uczynieniu z Microsoftu wiodącej firmy na rynku antywirusów… wszelkimi dostępnymi środkami.

Taki obrót sprawy nie może być zaakceptowany przez niezależne firmy, uważa Kasperski. Chce, by rosyjscy i europejscy regulatorzy rynku zmusili Microsoft do wprowadzenia zmian w swojej polityce. Po pierwsze, Microsoft miałby dostarczać producentom oprogramowania nowe wersje Windowsa z odpowiednim wyprzedzeniem, tak by mieli czas na przystosowanie swoich produktów. Po drugie, zmienić się powinno zachowanie Windowsa wobec niekompatybilnego oprogramowania – system jeśli już musiał usunąć niekompatybilną wersję programu niezależnej firmy, powinien później zasugerować instalację wersji kompatybilnej. Wreszcie zaś Microsoft powinien zaniechać wciskania Defendera użytkownikom w sytuacji, gdy mają zainstalowane oprogramowanie firm trzecich.

Trudno dziś powiedzieć, na ile te postulaty przyniosą oczekiwane zmiany. Windows 10 to nie Windows 7, system-jako-usługa zamienia się w coraz bardziej zależne od Microsoftu środowisko, Uniwersalną Platformę Windows, w której to Redmond rozdaje wszystkie karty, zarówno w kwestii dostępności systemowych API jak i dystrybucji oprogramowania. Na wzywanie niezależnych deweloperów do utworzenia zjednoczonego frontu, i wspólnej walki może być już za późno. Użytkownikom Windowsa tak naprawdę nigdy specjalnie nie zależało na wolności wyboru. Można powiedzieć, że było jak był tylko ze względu na interes Microsoftu, który chciał przyciągnąć do swojej platformy systemowej cały świat. Niby jak więc, gdy użytkownikom wciąż nie zależy, a Microsoft tego już najwyraźniej nie potrzebuje, jakaś rosyjska czy europejska komisja antymonopolowa miałaby uratować niezależnych producentów oprogramowania?

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.