r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Pentagon ostrzega: Rosja może przeciąć oceaniczne kable telekomunikacyjne

Strona główna AktualnościSPRZĘT

Uszkodzenie lub zniszczenie satelitów w razie ewentualnego konfliktu pomiędzy mocarstwami to scenariusz rozważany na poważnie przez analityków wojskowości. O ile byłoby to końcem nawigacji satelitarnej, to Internet taki atak przetrwałby jednak bez większych problemów. Kluczowa infrastruktura znajduje się na lądzie – lub na dnie mórz i oceanów, wyłożonych optycznymi kablami. I to właśnie te kable w razie ewentualnego konfliktu miałyby by się stać celem rosyjskiego ataku, mającego na celu przerwanie komunikacji między Stanami Zjednoczonymi a Europą i Azją. Pentagon utrzymuje, że ma coraz więcej dowodów na to, że Rosja przygotowuje się do takiej operacji.

Ocenia się, że wartość operacji gospodarczych możliwych dzięki kablom łączącym kontynenty przekracza dziś 10 bilionów dolarów… dziennie. Przenoszą one też ponad 70% globalnej komunikacji. Ich rola dla mocarstw kontynentalnych, takich jak Rosja czy Chiny jest oczywiście nieporównywalnie mniejsza, niż dla oceanicznego mocarstwa, jakim są Stany Zjednoczone. Ich przecięcie uderzyłoby więc w czułą arterię Zachodu, prowadząc do ogromnych strat finansowych i przynosząc trudne dziś do wyobrażenia konsekwencje polityczne i militarne.

Kontradmirał Frederick J. Roegge, dowódca amerykańskich okrętów podwodnych działających na Pacyfiku, w wywiadzie dla New York Timesa oficjalnie przyznaje – każdego dnia martwię się tym, co Rosjanie mogą zrobić. Na tym kończą się oficjalne deklaracje. Nieoficjalnie dowódcy US Navy przyznają, że od Morza Północnego po wybrzeże USA odnotowują aktywność Rosjan w miejscach, gdzie położono kable. To co się dzieje ma przypominać czasy Zimnej Wojny, ulepszeniu uległy jedynie środki techniczne.

r   e   k   l   a   m   a

Kable nieustannie ulegają uszkodzeniom, zwykle jednak w obszarach żeglugi, blisko brzegu, zahaczone ciągniętymi po dnie kotwicami. Uszkodzenia takie jednak łatwo zlokalizować i niewielkim kosztem naprawić. Analitycy Pentagonu zwracają uwagę na to, że celem Rosjan mają być głębiny oceaniczne, gdzie naprawa uszkodzonego kabla byłaby bardzo trudna i kosztowna. Nie tak dawno rosyjski okręt oceanograficzny Jantar (projekt 22010) został wysłany w daleki rejs po Północnym Atlantyku, od wybrzeży Kanady po Karaiby, pozostając cały czas na wodach międzynarodowych. Amerykanów najbardziej zaniepokoiło, że okręt ten wyposażony jest w dwa autonomiczne batyskafy, zdolne do przeprowadzania działań na głębokości nawet sześciu kilometrów – podobnym sprzętem nie dysponuje obecnie żadne inne państwo. Nic więc dziwnego, że aktywność Jantara była cały czas monitorowana przez satelity szpiegowskie, samoloty i okręty. Wtedy to pojawiła się informacja, że rosyjskie batyskafy wyposażone są w sprzęt do przecinania oceanicznych kabli.

W teorii znaleźć kable komunikacyjne na dnie oceanu nie jest łatwo; ich dokładny przebieg nie jest ujawniany. Jednak wojskowi analitycy przyznają, że ich zlokalizowanie dla napastnika dysponującego takimi zasobami jak Rosjanie, nie jest problemem. Kładzie się je w tych samych miejscach, co 150 lat temu – operatorzy korzystają ze znanych sobie od dziesięcioleci, dobrze zbadanych pod względem hydrograficznym lokalizacji. Utajniony jest jedynie przebieg kabli wojskowych, i najpewniej to ich miał szukać Jantar podczas swojego rejsu. Niekoniecznie celem przecięcia, możliwe, że chodziło tu o podsłuch. Za czasów Zimnej Wojny oba supermocarstwa próbowały, z różnym szczęściem, wpiąć się w infrastrukturę komunikacyjną przeciwnika.

Rosjanie oczywiście zaprzeczają tym pomówieniom. Władimir Komojedow, były dowódca Floty Czarnomorskiej, a obecnie szef komisji ds. obronności w rosyjskiej Dumie Państwowej, oświadczył, że Stany Zjednoczone coraz bardziej przypominają Szwecję, podejrzewając, że rosyjskie okręty podwodne skrywają się w ich wodach. Strach ma wielkie oczy – choć kable komunikacyjne tam są, my na pewno ich nie uszkodzimy, stwierdził rosyjski polityk.

Z kolei były szef sztabu rosyjskiej floty admirał Wiktor Krawczenko wyjaśnił, dlaczego Amerykanie są tak zaniepokojeni. Chodzi po prostu o to, że Rosja wraca do aktywności morskiej z czasów ZSRR. Wtedy to radzieckie okręty regularnie umieszczały transmitery na amerykańskich kablach, by gromadzić informacje, zaś Amerykanie robili to samo na radzieckich wodach. Od tego czasu niewiele się zmieniło – stwierdził admirał.

Jakkolwiek by nie było, niezależni specjaliści przyznają, że NATO jest całkowicie zaskoczone skalą, na jaką zaczęła działać rosyjska flota. Chodzi nie tylko o interwencję w Syrii, ale budowę ogromnych baz wojskowych na arktycznych wyspach, wznowienie patroli okrętów podwodnych na Atlantyku, rozbudowę floty o nowe okręty i konstruowanie zupełnie nowych broni, takich jak podwodne drony, które mogą przenosić taktyczną broń nuklearną i uderzać bezpośrednio w porty i położone nad brzegiem morza miasta. Wszystko to zostało osadzone w ramach szerszej, hybrydowej doktryny wojennej, obejmującej działania nie tylko na lądzie, morzu i powietrzu, ale też w cyberprzestrzeni i kosmosie. Admirał Mark Fergusson, dowódca amerykańskiej floty w Europie, uznał, że Rosja właśnie morskim atakiem jest gotowa zniszczyć szlaki decyzyjne Sojuszu Północnoatlantyckiego.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.