r   e   k   l   a   m   a
reklama

Autonomicznie czy ekologicznie? Łatwo zapomnieć, że komputer potrzebuje energii

Strona główna Aktualności

O autorze

Bardziej ceni wygląd niż wydajność. Fan gadżetów, smukłych laptopów, zgrabnych smartfonów i motoryzacji, zwłaszcza tej niemieckiej.

W zapowiedziach samochodów mających wyjechać na drogi w już niedalekiej przyszłości, pojawiają się przede wszystkim dwie obietnice. Pierwszą jest troska o środowisko, drugim autonomiczność. Czy jednak producenci będą potrafili połączyć te dwie cechy? Trzeba przecież pamiętać, że klastry, na których obliczanie jest sterowanie samochodem rownież mają swoje niemałe zapotrzebowanie energetyczne.

Hasło autonomiczne samochody nabrało popularności w ciągu kilku ostatnich lat, ale już w 1939 roku marzono o autach, które jeździłyby same. Wówczas na targach w Nowym Jorku, firma General Motors przedstawiała autostradę przyszłości, po której samochody poruszały się „na szynach”.

W 1986 roku w Pittsburgh na drogi wyjechał niebieski van – NavLab 1. Niebieski van był projektem stworzonym przez Carnegie Mellon University. Można go uznać za pradziadka współczesnych autonomicznych pojazdów, które właśnie są intensywnie testowane. Zapowiadał rewolucję w motoryzacji, ale niestety także problemy współczesnej autonomiczności. Wybór padł na tak duży samochód, ponieważ w przeciwieństwie do zwykłej osobówki był w stanie pomieścić cały sprzęt służący do monitorowania otoczenia i przetwarzania danych. Warto dodać, że musiał posiadać jeszcze dodatkowy silnik, służący do zasilenia elektroniki.

W nowych samochodach potrafiących jeździć bez kierowcy nie trzeba już stosować drugiego silnika spalinowego, nie trzeba całego sprzętu wozić vanem, ale trzeba poradzić sobie z dużym zapotrzebowaniem na energię. Wykorzystywana jest ona do zgromadzenia danych o otoczeniu, przetworzenia ich i wydania wytycznych samochodowi. To wszystko na bieżąco, często przy sporych prędkościach.

Na problem dużego zapotrzebowana na energię autonomicznych samochodów uwagę zwrócił serwis WIRED. Już nawet produkcyjne samochody, które wyposażone są w system kamer i radar, przetworzyć muszą nawet 6 GB danych w ciągu 30 sekund. Z kolei jeśli dodamy kolejne elementy, którą muszą wejść w skład pojazdu o wyższym poziomie autonomiczności, to okaże się, że wspomniana wartość znacznie wzroście. Zapotrzebowanie obecnych prototypów wynosi 2500 watów. Rośnie więc zużycie paliwa lub akumulatorów w przypadku pojazdów wyłącznie elektrycznych.

Problem wysokiego zapotrzebowania na energię jest już oczywiście analizowany przez producentów. Udało się im nawet zrobić pewne postępy. NVIDIA na tegorocznym CES pokazała potężny procesor dla autonomicznych pojazdów. Układ Xavier charakteryzuje się zapewnieniem sporej mocy obliczeniowej przy mniejszym zużyciu energii, dostarczając 30 trylionów operacji na sekundę przy zużyciu 30 watów. To 15 razy mniej niż potrzebował poprzednik.

Ciągle słyszymy o kolejnych postępach w tworzeniu autonomicznych samochodów. Volvo obiecało taki pojazd dostarczyć do salonów w 2021 roku. Z kolei BMW chce testować piąty, najwyższy poziom autonomiczności już za 2 lata. Z drugiej jednak strony, postępy ciągną ze sobą nowe problemy, z którymi autonomiczni rewolucyjności będą musieli się zmierzyć. Pokonać muszą wysokie zapotrzebowanie na energię. Poradzić muszą sobie również z odprowadzaniem ciepła oraz muszą zadbać, by wszystkie urządzenia monitorujące i przetwarzające dane miały niewielkie rozmiary.

Może jednak wizja GM z 1939 roku, którą podaliśmy na początku, była lepsza od aktualnej rzeczywistości? W końcu za pomocą specjalnych szyn może dałoby się dostarczyć odpowiedniej ilości energii.

© dobreprogramy
reklama
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

reklama
Polecamy w WP TechnologieWP TechnologieTak wygląda historia PlayStation. Kiedy będzie PS5? Jeszcze długo poczekamy