Dlaczego hackujemy konsole?

Większość osób ma w tym miejscu już gotową, starannie zaimpregnowaną wcześniej przez media odpowiedź: „aby uruchamiać pirackie gry!” Ze smutkiem potwierdzam, w istocie - w większości przypadków, wszelkie czy to sprzętowe czy to programowe modyfikacje konsol, sprowadzają się u typowego Kowalskiego do odpalania ściągniętych z torrentów pirackich kopii gier. Na tym mógłbym w zasadzie zakończyć swój wywód, gdyby nie pewien margines - „nietypowych Kowalskich”, świadomych istnienia tzw. sceny, kupujących gry, a przy tym poszerzających możliwości swoich niepozornych „pudełek pod telewizor”.

Czym jest cała ta enigmatyczna scena? Jest to społeczność skupiona wokół jednej bądź wielu platform, która zajmuje się znajdowaniem w sprzęcie i oprogramowaniu luk, pisaniem przeróżnych programów których bez owych luk uruchomić w żaden sposób by się nie dało, modyfikowaniu gier, wyglądu menu/osd/systemów operacyjnych etc.

Producentom konsol zależy na tym aby nikt nigdy i w żaden sposób nie uruchomił na ich platformie żadnego niepodpisanego i nielicencjonowanego oprogramowania. Nie tylko dlatego aby czerpać tantiemy ze sprzedawanych deweloperom licencji, ale także z osprzętu takiego jak karty pamięci, joypady, kable itp, napraw pogwarancyjnych, a tych czasach także na kupowaniu po kilka razy tej samej konsoli, która wyzionęła ducha przez fatalne w skutkach błędy projektowe (zamierzone bądź nie, to temat na osobą dyskusję). Dzięki sprytowi i niekwestionowanej dużej wiedzy scenowców (hackerów) wiele z tych problemów przestaje mieć znaczenie. Zużył się napęd? Żaden problem, gry można streamować z NAS lub uruchamiać z dysku twardego czy pendrive’a. Deweloper zablokował możliwość skopiowania save’a? Żaden problem, dzięki zdobyczom sceny, gracz może kopiować dowolne dane w dowolnie przez siebie wybrane miejsce z dowolnego zasobu (a więc można bez przeszkód wykonywać lokalne kopie wszystkich save’ów, trofeów/achivementów, licencji, DLC, łat, gier, ustawień konsoli, identyfikatorów i kluczy - czego dusza tylko zapragnie). Koleżanka przyszła ze swoim save’m i grą? Żaden problem, można przepisać save pod swoje konto. Szlag trafił Pegazusa ale chciałbyś wrócić do jakiejś gry z sentymentu? Żaden problem, starsze konsole można emulować. Wydawca nie pokwapił się wydać lokalizacji na nasz rodzimy rynek? Żaden problem, być może scena zrobiła to za wydawcę (ze swojej strony polecam nasze z ffgrieverem i Norkiem tłumaczenie Okami ). Mało tego, to właśnie dzięki tej „szarej strefie”, powstał jeden z najlepszych odtwarzaczy audio-wideo – mowa oczywiście o Xbox Media Center (obecnie przemianowany na: Kodi), który nieśmiało stawiał swoje pierwsze kroki na Xbox’ie, deklasując możliwościami wielokrotnie droższe ówczesne HTPC i set top box’y.

Jak widać, scena oznacza wolność, zrzucenie sztucznych ograniczeń i odetchnięcie (zachłyśnięcie się? ;)) świeżym powietrzem. Ale tak jak wszystko w życiu, ma również swoją cenę. Trzeba być odpowiedzialnym i świadomym możliwości (można uszkodzić sprzęt fizycznie), trzeba też pamiętać o utracie gwarancji, która od czasów generacji PS3 i X360 bywa przydatna. Kolejną ceną jest także odcięcie od sieci – nie dosłowne bo łączyć dalej się można, nawet z usługami producenta konsoli, ale obarczone jest to ryzykiem nałożenia bana na identyfikator konsoli i/lub konta, po którym trzeba żmudnie odbanowywać konsolę, przepisywać dane pod nowego użytkownika itp. voodoo.

Tym krótkim wpisem chciałem uświadomić nieświadomych dlaczego „nieprzerobiona konsola” (nie znoszę tego określenia) nie nadaje się do użytku i że niekoniecznie musi to oznaczać stygmatyzację piractwem.