Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Infantylizacja i wściecz kolorów!

Niniejszy krótki ezoteryczny wpis kieruję wyłącznie do estetów i frustratów mi podobnych.

Świat informatyki, a konkretnie interfejsy graficzne, od niedawna chorują na zespół nowotworów: przesadny minimalizm, zubażanie, wręcz wściekle kontrastową grafikę. A jakby tego było mało to na dodatek jeszcze na wszechobecny infantylizm. Jak do tego doszło? Dlaczego, po co i dla kogo? Quo vadis GUI ?

Dawno, dawno temu, pierwsze komputery które były już na tyle mocne, aby mogły pozwolić sobie porzucić CLI w codziennym kontakcie z użytkownikiem, niebyły w stanie poradzić sobie z większą rozdzielczością niż 320x240 (zaokrąglając) i to w porywach w 16 kolorach. W takich warunkach ciężko odwzorować cokolwiek znanego ze świata po tej stronie monitora. Człowiek projektując wirtualne biurko dla siebie i innych homo sapiens sapiens, starał się (i dalej stara) imitować rzeczywistość. Abstrakty plików i folderów odział w ikonki przypominające kartki i dokumenty, teczki, segregatory, szafki, szuflady, nośniki informacji, urządzenia itp.

r   e   k   l   a   m   a

GeOS dla Commodore64 i Mac OS dla Macintosh.

Nowoczesność przeszłością

Wraz z platformami 16, 32 i 64 bitowymi tendencja nie tylko nie uległa zmianie co wręcz nasiliła się. I nie ma się czemu dziwić, ostatecznie technologia pozwoliła na tak duży realizm w projektowaniu grafiki na jaki tylko stać projektanta.

Microsoft Windows 7

Szczytowe osiągnięcie Microsoftu w dziedzinie GUI. Czyż nie jest piękny? Nie jest. Gdzieniegdzie cukierkowaty, a gdzieniegdzie niespójny (choćby te ikony pamiętające Windowsa 95, na które szczęśliwie nie tak łatwo trafić). To samo można powiedzieć o Windows Vista.

Apple OS X 10.9 Mavericks

Świetny projekt z absolutnie rewelacyjnymi ikonami i kontrolkami w dekoracji okna. Niestety reszta, czyli same okna i przyciski trącą nieco Mac OS 8.

Cinnamon na Linux Mint 17.3

Tradycyjne środowisko graficzne, czerpiące garściami z nieodżałowanego w niektórych kręgach Gnome 2. Jest przykładem najlepszej adaptacji gradientów i spójności w całym systemie (z jakiegoś powodu czcionki w Live są niewyraźne - nie sugeruj się tym).

Unity na Linux Ubuntu 15.10

Drugie obok Gnome3 estetyczne linuksowe biurko, które nie próbuje imitować komercyjnych braci i jeszcze trzyma się pierwotnej formy. Udana fuzja kilku różnych stylów, choć również nie bez łyżki dziegciu – nie wszystkie ikony są wektorowe i nie wszystkie rastrowe odpowiednio duże (stąd część jest niewyraźna).

KDE4 na Linux Kubuntu 14.04.4

Przykład środowiska graficznego z całkiem nieźle zaprojektowanym pół szklanym interfejsem (oczywiście ze znienawidzonym zestawem ikon Oxygen ;)).

Z powyższych przykładów dają się wyodrębnić trzy specyficzne filozofie dla GUI. Szkło, gradient i realizm (skeumorfizm ). Wszystkie trzy się przenikają tu i ówdzie, negocjując dla siebie dominującą rolę. Zależnie od fantazji projektantów i założeń, w każdym z interfejsów graficznych jest motywem przewodnim.

Zdawać by się mogło, że naturalnym ich sukcesorem będzie rozwinięcie o trójwymiar (czyli animowane obiekty 3D) – tyle że na to nie jest gotowy żaden procesor i żadna pamięć. To może w takim razie hiper realizm? Niestety, choć zmiany nastąpiły to „coś poszło nie tak...”

Przeszłość nowoczesnością

Rewelacyjnym wzorcowym materiałem do wyszydzenia jest oczywiście MetroUI (obecnie przechrzczone na ModernUI) w Windows 8, jego kameleonie 8.1 i dalszej mutacji, czyli Windows 10. Wszystko co można było zepsuć zostało zepsute, każdy zakątek systemu który dotychczas zachowywał dobry smak został podeptany i odtworzony na nowo. Grafik płakał jak malował (ale czy aby na pewno grafik?).

Skąd te zmiany? Zapewne z założeń:


  • karkołomnej unifikacji UI pod myszkę i palec,
  • lekkości z myślą o trupach w muzeum (brak blurowania, przezroczystości i cieni to kop wydajnościowy i razem z tzw. Fast Boot cała tajemnica wychwalanej szybkości)
  • modnego minimalizmu
  • prostoty dla zwykłego użytkownika (ale o tym szerzej dalej).

Na pierwszy ogień porównanie ekranów logowania Windows 7 i Windows 8/8.1 (w Windows 10 jest niewiele acz zauważalnie lepiej), które jest do tego stopnia wymowne, że z czystym sumieniem mógłbym odpuścić sobie dalsze wbijanie szpil...

Po zalogowaniu, zależnie od wersji abominacji, użytkownika witają znienawidzone kafelki lub od razu pulpit. O ile ich idea nie jest zła i da się z nimi żyć, to wykonanie woła o pomstę do nieba. Użytkownik jest zmuszony korzystać z motywu kolorystycznego, parafrazując: „jaki jest twój ulubiony kolor i dlaczego fioletowy?” (zniknęła możliwość dopasowania kolorów RGBA, teraz dostępnych jest kilkanaście odgórnie ustalonych i pasujących do siebie jak niedźwiedź polarny do dżungli). Obrazu nędzy i rozpaczy dopełnia jedna z paskudnych kolorowych „secesyjnych” (kobiecych?) tapet pełniąca rolę ich tła (w Windows 8.1 można już wybrać własną). Co znajdziemy na kafelkach? Wojnę stylów. Kafelki pobłogosławione to wściekły kolor, na który nałożono białą lub równie szaloną ikonkę. Terakota informacyjna to zwykle wycinek zdjęcia z tekstem, zaś te sklepowe od niezależnych deweloperów potrafią być przezroczyste, gradientowe, cieniowane etc. Cała kompozycja jest jak projekcja snu Claude'a Monet po imprezie u Salvadora Dali.

Ekrany Start w Windows 8.1 i Windows 10 (bo przecież nie stare menu Start).

Przyjmijmy na chwilę, że użytkownik wcale nie musi oglądać ani ekranu logowania, ani nawet przesłaniać sobie pracy kafelkami. Wciąż jednak będzie molestowany „nowoczesnym UI”: a to w dwóch różnych panelach sterowania (bezpłciowym płaskim i tradycyjnym rodem z „siódemki”), a to dekoracją okna (de facto brakiem jakiejkolwiek), a to straszony kontrastowością w managerze plików, a to w Windows 10 ikonami (które w dalszym ciągu można znaleźć jeszcze z połowy lat 90-tych).

Część przedpremierowych ikon w Windows 10 pochodzących z buildu 10036 (po lewej) i finalne, równie koszmarne (po prawej).

A jak mógłby wyglądać Windows 8 w dniu premiery? Przykładów na to jak zaprojektować profesjonalny, nowoczesny, minimalistyczny i niekrzyczący wygląd, Microsoft dostał sporo i to od użytkowników jego systemu zupełnie za darmo.

Bezdyskusyjnie najlepszą wizją swego czasu podzielił się z nami niejaki Phyek. Można się przyczepić do zbyt wysokich dekoracji czy niewyśrodkowania elementów, to jednak cała reszta jest świetna.

A co dostaliśmy od Microsoftu w Windows 10? Cóż...

Apple na szczęście nie poszło w aż tak radykalne zmiany jak Microsoft w swoich Windows 8+ (skrzywdzono nawet system w Xbox One). Odkryli szkło i blur, niemniej jednak spłaszczyli do tej pory rewelacyjny dock. iOS też nie uniknął przemeblowania i także został okaleczony w podobny sposób (nieodżałowany fioletowy „mikrofon Siri” na przycisku ze szczotkowanego aluminium był idealny).

Apple Mac OS X v10.11 El Capitan z paskudnym dockiem i bezpłciowymi kontrolkami.

To może Google postawiło na tradycję? Nic z tych rzeczy, ichni „Material Design” to również płaskie jak naleśnik, choć podobnie jak jabłkowe, lekko gradientowe ikony z dość charakterystycznym cieniem. I nie byłoby jeszcze to tak złe gdyby nie… kolorystyka.

Nowe KDE5, czyli Plasma 5 to także dramat, choć jeszcze nie aż tak wielki jak w Windows.

OpenSUSE Leap 42.1 z Plazma 5 i niekompletnym zestawem ikon. ;)

Kontrast i walec drogowy

W porządku, wystarczy już tych przykładów. O co w tym tak naprawdę chodzi? Czy wszystkich nagle dopadło te same szaleństwo? Czy wszyscy porozumieli się pod stołem i uwzięli na estetów? Czy gusta i tolerancja wszystkich ludzi jest aż tak giętka, że wystarczy jakoś to PR-owo przedstawić, aby sami zaczęli powtarzać jak Klakier za Gargamelem te same puste slogany o nowoczesności?

Podejrzewam, że tajemnica zaklęta jest w uwadze użytkownika - a więc chodzi o jej skupienie na konkretnych elementach GUI, które nie mogą się komponować z resztą interfejsu, ponieważ ZU miałby trudności z ich dostrzeżeniem.

Jest jeszcze drugi powód, finansowy. Przygotowanie całego GUI w tym stylu wymaga mniejszych nakładów pracy, a więc niepomiernie szybciej można go przygotować i jest tańszy we wdrożeniu. Nie trzeba się nawet martwić o różne zaawansowane opcje jakiegoś np. programu, których w przesadnym minimalizmie po prostu nie ma.

Głupotyzacja

Pozostaje ostatnia kwestia – dostosowywania GUI do wszystkich użytkowników, szczególnie tych którzy komputera do tej pory nie używali lub używali w taki sam sposób jak telewizor czy przycisk do papieru. Takie przynajmniej odnoszę wrażenie. Dostrzegam tendencję możliwie jak największego uproszczania np. ikon, które przyjmują postać monochromatycznych piktogramów. Są często tak oczywiste jak symbole WC, zagrożeń, znaków drogowych etc. Czy to źle czy dobrze, ciężko stwierdzić. Niestety idzie to również w parze z infantylizacją. Różne czynności i ich opisy przedstawiane są w formie dziecięcej. Uproszczone, kolorowe, przyjazne, radosne, roześmiane mordki, ludki i sielanka. Można zwymiotować.

GUI którejś starszej wersji znanego oprogramowania antywirusowego Avast, który mnie wręcz zaszokował (i to nie tylko cwaniacką próbą wyłudzenia pieniędzy na wersję płatną...).

Można też nie używać i poszukać oprogramowania które jeszcze się tej zarazie nie dało. Można, ale coraz ciężej. Wszystkie serwisy społecznościowe czy komunikatory skażone są historyjkami obrazkowymi itp. cudakami. Nawet systemy operacyjne powoli zaczynają przypominać Domowe Przedszkole.

Tak wyglądał kiedyś BSOD. A tak wygląda dziś...

Jaka przyszłość czeka GUI? Czy jesteśmy skazani na dostosowywanie interfejsów graficznych do mas, które mimo licznych ukłonów w ich stronę i tak mają problemy z obsługą? Ostatecznie - czy jesteśmy skazani na całkowite ubezwłasnowolnienie w zarządzaniu zasobami? Bowiem długofalowo do tego to wszystko prowadzi. Ludzie zaczynają być hodowani. Przedstawia się im świat jako miejsce o nieograniczonych możliwościach rozwoju, wtłacza do głów od najmłodszych lat posłuszeństwo i schematyczność, powoli zdejmuje odpowiedzialność za decyzje, tresuje wskazując urzędy którym podlegają. Temat z pozoru banalny, ale jest częścią większej całości, konsekwencją światowych trendów, które w taki właśnie sposób przejawiają się w szeroko pojętej informatyce.

Mitologia

O gustach się nie dyskutuje.

To jeden z tych słynnych, bezmyślnie powielanych szkodliwych mitów. Oczywiście że się dyskutuje! W przeciwnym razie nie powstałby termin sztuka, a wokół nas wszędzie rozlewałoby się byle jakie byle co. Zatem jeśli nie zgadzasz się z tezami autora, prawdopodobnie gust masz zły. Przykro mi. ;}

System ma działać, a nie wyglądać!

Drugi paskudny mit. System winien być jednocześnie stabilny i nie gwałcić gałek ocznych. Jedno nie wyklucza drugiego i nie daj sobie wmówić że jest inaczej, a tym bardziej nie racjonalizuj braków i niedociągnięć wynikających z nieudolności i cięcia kosztów. Nie zadowalaj się byle czym!

System powinien być przystępny dla każdego

Niezupełnie. Przystępny dla docelowej grupy odbiorczej. System dla dzieci powinien działać i wyglądać jak dla dzieci, systemy dla dużych dzieci mamy obecnie, systemy dla profesjonalistów nie powinny żenować ani straszyć kolorystyką, ludzikami, uśmieszkami, bombkami, brzędkami, bzdurami. Oczywiście z projekcją na dostępne funkcje i opisy. Takiej kategoryzacji jeszcze się nie doczekaliśmy, ale tak to powinno według mnie wyglądać...

Zrzuty ekranu (z wyjątkiem Windowsów i Linuksów) pochodzą z Wikipedii i różnych czeluści internetu. 

oprogramowanie inne

Komentarze