Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Co kryje się w Najmroczniejszym Lochu? — Darkest Dungeon (Tuxedo Gaming cz.2)

Jako pierwszą rekomendację zamieszczam grę Darkest Dungeon. Wiem, wielu z Was odwróci głowy ze względu na to, że jest to gra Indie. Jednakże twórcy postarali się wydając ten tytuł, że nie sposób znaleźć zbyt wielu uchybień z ich strony. Z przyjemnością mogę powiedzieć, że śledziłem poczynania developerów - Red Hook, od pierwszego dnia pojawienia się gry na KickStarterze. Od początku mieli jasno postawiony plan, większość assetów gotowych i część gry stworzonej. W jeden lub dwa dni przekroczyli swój pułap finansowy określony w swoich wymaganiach. Jakość jaką przedstawili podczas kampanii rzadko kiedy mogła się z tym równać.

W Darkest Dungeon wcielamy się we właściciela ziemskiego, który chce przywrócić świetność swojemu rodowi. Ziemie jego przodków nawiedziły stworzenia wyjęte, lub przypominające te z książek Lovecrafta. Zarządzamy naszymi ekspedycjami w których mogą się znajdować maksymalnie cztery osoby, wykupujemy prowiant i potrzebny ekwipunek oraz staramy się za wszelką cenę przeżyć. Nie jesteśmy tylko narażeni na atak cielesny, lecz także stajemy się coraz bardziej podatni na stres. Całość okraszona jest mgłą tajemnicy i niepewności.

Tęczowe flagi w świecie nielegalnych liczb, czyli dziś będzie o kryptografii

Wyskrobuję już resztki z dna beczki z napisem „historie do opisania na blogu”, stąd śmielej poszukuję inspiracji, skutkujących wpisami coraz bardziej odmiennymi od dotychczasowych. Ponieważ skonfrontowany z dnem zawsze dziarsko sięgam po łopatę, pozwolę sobie na domieszki z pozatechnologicznych dziedzin, leżących w zasięgu moich pretensjonalnych zainteresowań. Rozminę się dzięki temu zupełnie z grupą docelową niniejszej strony i w dodatku zrobię to z uśmiechem na twarzy. Zacznijmy więc.

Żyję w społecznej bańce. Zaczęło się to już dawno temu, wskutek pójścia do szkoły dla dzieci bogatych rodziców. Od tego czasu egzystuję w surrealistycznym odseparowaniu od wyznawców wielu obecnych form szaleństwa, w tym tego ustrojowego, skutkiem czego ze zdziwieniem wyglądam za okno, a wiadomości czytam wręcz z lękiem. Jestem przyzwyczajony do nieco mniejszego lęku przed uśmiechem, niż ten, który staje się obecnie modny i nie odczuwam promowanej pośrednio dumy z bycia smutnym i rozgoryczonym. Nie uśmiecham się raczej dlatego, że robią się od tego zmarszczki. Ale tęczowych flag i tak nie lubię. Nie lubię ich rzecz jasna z powodów całkowicie pozamerytorycznych, w swym niezdrowym rozmiłowaniu w poszukiwaniu inspirującej formy, zawsze kosztem treści.

Packet Tracer 6.2. — od zera do sieci tworzenia — cz 5.2. — UDP i ICMP

Wracamy do Packet Tracera. Od ostatniej części minął dość spory szmat czasu, więc teraz musimy to nadrobić ?. Ostatnio zajmowaliśmy się jednym z protokołów warstwy transportowej – Transmission Control Protocol. Protokół TCP jest dosyć skomplikowany – używany w chwilach, kiedy ważne jest nie tylko nawiązanie i utrzymanie połączenia między dwoma komputerami, ale także gwarancja dostarczenia pakietu. W TCP, nawet jeśli pakiet został podzielony na segmenty, to te muszą dojść do adresata w odpowiedniej kolejności. Dba o to nie programista aplikacji, ale właśnie protokół TCP. Transmission Control Protocol zwykle jest niezastąpiony, ale nie w każdym zadaniu sprawuje się równie dobrze. Do niektórych zadań muszą zostać wybrane inne protokoły. Dzisiaj poznamy kolejny protokół warstwy transportowej – UDP. Zobaczymy także, co dzieje się na niższych warstwach.

TCP nie nadaje się do wszystkich zadań. Załóżmy np.: że oglądamy jakiś stream na żywo. Gdzieś na trasie pakietu pomiędzy nami a serwerem streamingu wystąpiło zakłócenie, które spowodowało uszkodzenie jednej z przesyłanych klatek filmu. Co by się stało, gdyby tę transmisję obsługiwał TCP? Klient odesłałby do serwera informację o tym, że klatka filmu została uszkodzona.

#produktywność — przydatne programy do planowania i organizacji pracy

Dawno mnie tutaj nie było, ale teraz planuję się znowu trochę pobawić w blogera, więc myślę, że co jakiś czas - jeśli przejdą wewnętrzną kontrolę przez moich znajomych - to będę publikował tutaj jakieś nowe wpisy.

„Ten wpis dedykuję dla wszystkich, co chcą być produktywni.”

Nigdy się nie interesowałem tzw. „metodykami produktywności”, ale od zawsze lubiłem dobrze zorganizować swoją pracę – określić cele, przewidzieć wszystkie etapy dążenia do celu oraz rozplanować etapy oraz wykonanie w taki sposób by z jak najkorzystniejszym nakładem pracy je osiągnąć. Organizowałem swój czas mniej-więcej zgodnie z GTD – chociaż dowiedziałem się o tym dopiero na studiach, na jakiś wykładach gdzie na informatyce uczono nasz różnych metod zarządzania projektami. Ogólnie mój system pracy mi odpowiada, a to że ktoś wymyślił kiedyś coś podobnego utwierdza mnie w przekonaniu, że jestem dobrze zorganizowany.

To co to jest GTD i jak to stosować zainteresowani mogą sobie przeczytać np. na Wikipedii lub w książce autora tego systemu, a celem tego wpisu jest jedynie opisanie jakiego ja używam oprogramowania. Pomijając przydługi wstęp, dodam jeszcze, że większość programów które używam powstało w tzw.

Battlefield — moja historia uzależnienia. Część 2

Podczas gdy ja wraz z przyjaciółmi grywałem kolejne rundy w BF2142, DICE szykowała naprawdę dużą niespodziankę dla graczy. Zauważono potencjał konsol i postanowiono wydać grę tylko na ten nośnik na całkowicie nowym silniku gry, czyli Frostbite. Moim zdaniem, w najśmielszych snach nie przypuszczali, że stworzą grę, która, nie będąc stricte Battlefieldem, tak podbije serca użytkowników na całym świecie. Już pod koniec roku 2007 na Youtubie oraz na portalach piszących o grach, zaczęły pojawiać się krótkie teasery nowej produkcji DICE. Tym tytułem było Battlefield Bad Company oparte na całkowicie nowym, autorskim i dość rewolucyjnym silniku Frostbite 1.0.

Frostbite 1.0 zawierał między innymi dwa rozwiązania, które pokochali gracze na całym świecie. Pierwsze to HDR Audio, który pozwalał na zróżnicowanie głośności różnych efektów tak, by każdy był słyszalny i by nie zlewał się w jednolity odgłos. Jednak to inne rozwiązanie, jakim niewątpliwie było Destruction 1.0, okazało się tym, na co wszyscy gracze czekali. Po raz pierwszy mogliśmy niemal całkowicie zdemolować całe otoczenie. Jadąc czołgiem przez las, powalaliśmy drzewa wyznaczaliśmy nową przecinkę, która cudownie nam nie odrastała za plecami.

Solarne power banki. Gdy fizyka nie chce współpracować z kobietą...

Zbliża się lato, a wraz z nim zapotrzebowanie na dodatkowe źródła energii. Na szczęście producenci nie próżnują i zapewniają nam bardzo szeroki wybór rozmaitych "dodatków" do telefonów, magazynujących energię. W zasadzie wybór jest tak olbrzymi, że można nie tylko kierować się producentem oraz ceną, ale także kształtem, kolorem pojemnością i rozmaitymi, dodatkowymi funkcjami. To, co jest szczęściem, a więc ów olbrzymi wybór, jest zarazem przekleństwem, albowiem zdecydowana większość w rynkowej ofercie, to tanie "chińskie" produkty, niemające kompletnie nic wspólnego z parametrami, jakie oferują na swoich ulotkach. Wybór wbrew pozorom nie jest łatwy, a im więcej człowiek wie na ten temat, tym ciężej wybrać coś sensownego.

Kilka tygodni temu, otrzymałem pozornie bardzo proste zdanie od swojej żony.

Kup mi power bank solarny...

Dlaczego nie zwykły power bank ? Ano dlatego, że moja żona wyjeżdża w miejsce, gdzie dostęp do prądu jest mocno ograniczony, większość dnia spędzać będzie w dziczy, gdzie jest sporo słońca.

Nie umiem w Snapchat – wywiad ze samym sobą

Od kilku lat byłem aktywnym użytkownikiem aplikacji Snapchat. Obecnie jestem pasywnym członkiem społeczeństwa opisywanej aplikacji, który bardziej ogląda czyjeś relacje z różnych czynności życiowych, niż wrzuca godziny materiałów na serwery tejże aplikacji. Dziś w swoim artykule chciałbym przedstawić, co obecnie odpycha mnie od tej platformy, a co powinno być poprawione.

Wywiad ze samym sobą

Autorze drogiego bloga o co chodziło w „Nie umiem w Snapchat”?

Powiem szczerze, że po dłuższej przerwie spowodowanej tym że korzystałem z telefonu, który miał platformę Windows Phone powróciłem ponownie do Androida. Pierwszą rzeczą, którą zrobiłem po rozpakowaniu telefonu była instalacja Snapchata. I nastał kryzys, który trwa do dziś, a właściwie codziennie odpowiadam na pytanie w swoim umyślę „Co mam tam publikować?” zawsze te pytanie prowadzi do błędnej odpowiedzi. Przeważnie to co publikuje powoduje złość i odpowiadanie na głupie pytania obserwujących.

Dlaczego chcesz skasować konto?

Jest wiele problemów powodujących dyskomfort, z korzystania tej aplikacji. Na początek powiem, że ta aplikacja z wersji na wersje jest bardzo ociężała dla pamięci operacyjnej i baterii mojego urządzenia.

Test Xiaomi Redmi 4X – przyjemny maluch

Po ostatnim testowanym przeze mnie Note 4X z wielką niecierpliwością czekałem na mniejszego przedstawiciela serii Redmi. Xiaomi od paru lat znane jest ze swojej polityki, która bazuje na chętnym i częstym prezentowaniu coraz to nowszych modeli. Bałagan panujący w portfolio chińskiego producenta jest duży, wg mnie zdecydowanie za duży. Nie sprawia to jednak, że którykolwiek z modeli Xiaomi jest mało popularny. To jest ewenement, ale każdy z modeli, na swój sposób, cieszy się zainteresowaniem. Tym razem w moje ręce wpadł smartfon z niskiej półki cenowej. Mowa o budżetowym produkcie Xiaomi Redmi 4X. Słuchawka ta urzekła mnie od samego początku. Nie potrafię dokładnie powiedzieć czemu, ale korzystało mi się z tego smartfonu niezwykle przyjemnie, a jakby nie było, to jest w tym wszystkim najważniejsze.

Design, ergonomia i jakość wykonania

Redmi 4X dostępny jest w trzech wersjach kolorystycznych: czarnej (full black), złoto-białej i różowo-białej (gdzie pierwszy z kolorów to tył, a drugi to przód urządzenia).

Licznik Blogowy 2017 — niezbędnik blogera (Chrome/Opera/Firefox)

Nadeszła ta chwila. Po wielu latach oficjalnie światło dziennie ujrzała finalna wersja Licznika Blogowego. Dodatku do przeglądarki www, który pozwala na zbieranie danych o każdym blogu na portalu (nawet bez logowania!) i przedstawieniu statystyk w formie tekstowej i graficznej.

Historia

Historia Licznika Blogowego sięga roku 2014. Wówczas to na początku roku powstaje dodatek do Chrome, który zbiera dane odnośnie wyświetleń wszystkich wpisów blogowych zalogowanej osoby. W przeciągu najbliższych miesięcy wtyczka otrzymuje możliwość instalacji na przeglądarkach Firefox i Opera, a także tworzenie wykresów na podstawie zebranych danych.

Niestety w przeciągu lat portal przeszedł na https, a możliwość instalacji wtyczek spoza marketu stała się utrudniona lub nawet niemożliwa na wspieranych przeglądarkach. W ostatnim czasie otrzymałem sporo zapytań odnośnie reaktywacji wtyczki i przyszedł ten czas, aby zaprezentować finalną wersję.

Najbardziej popularne strony internetowe poświęcone tematyce piłkarskiej

Piękna pogoda na zewnątrz z każdym kolejnym dniem przybliżająca nas coraz bliżej do lata spowodowała, że postanowiłem poruszyć tematykę bardziej „lajtową” związaną w tym przypadku z piłką nożną. Szczególnie że w Polsce to pod względem popularności sport numer jeden, posiadający wielką rzeszę kibiców. A jak wiadomo kibic, żeby poszerzać, swoją wiedzę piłkarską musi ją mieć skąd czerpać. W czasach przed internetowych, kiedy ludzie jeszcze czytali czasopisma i gazety, temu służyły magazyny piłkarskie tj. Piłka Nożna, Tempo, Przegląd Sportowy, Sportowiec czy Tygodnik Kibica. Od dobrych 10 lat, kiedy to tradycyjna papierowa forma czytania przechodzi do lamusa, zastąpiły je różnego rodzaju portale, witryny oraz serwisy informacyjne o tematyce piłkarskiej dostępne w Internecie.