reklama

Departament Sprawiedliwości USA nie kontaktował się z MegaUpload?

Strona główna Aktualności

O autorze

Z wykształcenia dziennikarz prasowy, prywatnie miłośnik nowych technologii, które mają ułatwiać codzienne życie. Jako niereformowalny fan rozrywki komputerowej, zaangażowany w społeczność gier Valve.

Na początku stycznia obrońcy Kima Dotcoma dostarczyli do sądu dokument, z którego wynikało, że portal MegaUpload współpracował z Departamentem Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych, jednocześnie wpadając w zastawione przez FBI sidła. Z tą wersją wydarzeń nie zgadza się Neil MacBride, główny oskarżyciel. Zarzuty MegaUpload są bezpodstawne i nawet pobieżna analiza dokumentu […] pozwala obalić stwierdzenie, że FBI wprowadziło sędziów w błąd — napisał MacBride.

Oskarżyciel wskazuje, że obrońcy nie cytują żadnej wiadomości czy polecenia wydanego przez przedstawiciela rządu, które byłyby dowodami na komunikację z administratorami portalu. One nie istnieją — zapewnia. Według MacBride’a FBI nigdy nie prosiło o przechowanie 39 plików, które miały posłużyć jako materiał dowodowy w sprawach przeciwko innym pirackim serwisom. Co jednak ciekawe, oskarżyciel w swojej odpowiedzi nie odniósł się do wyjaśnień MegaUpload, że do bezpośredniego kontaktu nigdy nie doszło, bo rolę pośrednika w rozmowach pełnił hosting Carpathia. Jeśli Departament Sprawiedliwości w którymś momencie zmienił zdanie [w sprawie przetrzymywania plików], mógł wysłać list do MegaUpload. Zamiast tego chęć współpracy wykorzystano do przygotowania akcji zamknięcia całego portalu — skomentował sprawę Ira Rothken, obrońca Kima Dotcoma.

Sam oskarżony na razie nie zajmuje się sprawą MegaUpload i poświęca wolny czas na przygotowanie sobotniej imprezy, podczas której uczci rozpoczęcie działalności portalu Mega.co.nz. Za cztery dni rząd Stanów Zjednoczonych przegra w walce z innowacją — napisał na Twitterze.

© dobreprogramy
reklama

Komentarze

reklama