Duda kontra Trzaskowski w sieci, czyli social media jak pole bitwy, a my – kołowrotek (opinia)

Strona główna Aktualności
fot. PAP
fot. PAP

O autorze

Poseł na Sejm RP z ramienia Porozumienia Jarosława Gowina, Kamil Bortniczuk, przygotował na Twitterze sondę, w której chciał wyłonić zwycięzcę wyborczego starcia Andrzeja Dudy i Rafała Trzaskowskiego. Wynik wyszedł wprawdzie zgodnie z oczekiwaniami autora, ale okoliczności jego uzyskania raz jeszcze skłaniają do debaty nad internetowymi botami.

"Noc cudów" – komentuje krótko jeden z internautów, a sedno sprawy stanowi ponad 9,5 tys. głosów, które przybyły obecnie urzędującemu prezydentowi między godziną 1.45 a 1.47. Dowodem są liczne zrzuty ekranu krążące po Twitterze. Internauci nie mają wątpliwości, że głosy zostały kupione i nabite przez boty. Ciężko bowiem uwierzyć w taką dynamikę ich zdobywania, i to w godzinach nocnych.

"Dziś «ktoś» podobno kupił głosy na PAD w mojej sondzie. Inny «ktoś» śledził wyniki i robił zrzuty na bieżąco, a teraz cała banda «ktosiów» robi z tego dowód na fałszerstwa wyborcze PiS-u. Pyt. Kto jest «ktosiem»? – komentuje ironicznie Bortniczuk. Załącza przy tym wykres, który ma z kolei świadczyć o manipulacji sondy Super Expressu przez zwolenników Rafała Trzaskowskiego.

Social media jak pole bitwy

To nie pierwszy przypadek w ciągu zaledwie kilku ostatnich dni, kiedy padają oskarżenia o stosowanie przez kogoś botów i fikcyjnych kont do uzyskania korzyści politycznej. W piątek mogliście czytać na dobrychprogramach o kampanii, jaką urządzono kontrowersyjnej aplikacji ProteGO Safe, a także politykom obozu rządzącego, w tym Andrzejowi Dudzie i Mateuszowi Morawieckiemu.

Choć rzeczniczka resortu cyfryzacji, Joanna Dębek, w rozmowie z redakcją kategorycznie zaprzeczyła tego rodzaju działaniom, branżowi eksperci są pewni swego. Informację o wykorzystaniu botów i internetowych trolli potwierdza m.in. serwis Niebezpiecznik, który przygotował dogłębną analizę całego procederu.

Tymczasem łudząco podobne obrazki mogliśmy obserwować już podczas poprzedniej kampanii prezydenckiej. W 2018 roku dziennikarze Gazety Wyborczej i Radia ZET dotarli do umowy pomiędzy warszawską firmą ELCHUPACABRA a sztabem Dudy, na mocy której przedsiębiorstwo miało stworzyć 1 tys. "wątków tematycznych" i każdemu z nich zapewnić aktywność na poziomie 5 tys. "wpisów automatycznych". Wszystko w okresie kampanii wyborczej.

Szerokim echem odbił się ponadto przypadek farmy trolli przy Ministerstwie Sprawiedliwości, na czele której stanęła Emilia Sz., kochanka sędziego Arkadiusza Cichockiego. Ówczesny wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak podał się do dymisji po tym, jak wyszło na jaw, że resort stosuje social media do oczerniania nieprzychylnych sędziów i promocji swoich ludzi.

Wyłączyć komputer, włączyć myślenie

Nie chodzi tu jednak o szkalowanie konkretnych osób; wytykanie palcem Bortniczuka, dawnych sztabowców Dudy, Piebiaka ani kogokolwiek innego. Problem ma znacznie szerszą skalę, prowadząc do pytania, czy w jakiekolwiek rozstrzygnięcia i debaty odbywające się w sieci możemy w ogóle wierzyć. Słowem, i tak wykażą nam to, co zechcą wykazać.

Legendarny propagandzista Goebbels mawiał, że zwykła propaganda ma niewiele wspólnego z obiektywizmem i jeszcze mniej z prawdą. A to, co właśnie odbywa się na naszych oczach, to nic innego jak zwykła propaganda. Realizowana na miarę XXI wieku, bo w niegdyś nieznanym internecie, ale to nie zmienia jej podstawowych założeń. Odpowiadając na pytanie posła Bortniczuka – kto jest ktosiem? – powiem tak: nieważne kto, ale ważne, że chce metodą zdartej płyty zmieniać nam spojrzenie na rzeczywistość. Nie pierwszy raz.

© dobreprogramy
s