GeForce Now jak nóż w serce pazernych: wycofują się, bo nie mogą zarobić ekstra?

Strona główna Aktualności

O autorze

GeForce Now to bardzo ciekawa alternatywa dla wszystkich, którzy chcą zagrać w nowe tytuły AAA, lecz nie posiadają stosownie wydajnego sprzętu. Z punktu widzenia użytkownika, są tu same plusy. Kupujesz grę na Steam czy w innym preferowanym sklepie, po czym grasz w nią za pośrednictwem serwera, a kiedy zainwestujesz w lepszy PC – będziesz kontynuować lokalnie.

Fajnie? Nie dla niektórych wydawców, którzy najwyraźniej uznali, że skoro streaming jest czymś nowym, to powinien przynieść im dodatkowe pieniążki.

W środę mogliście czytać na dobrychprogramach o tajemniczym zniknięciu z bazy GeForce Now gier Activision Blizzard. Pojawiły się wówczas doniesienia, że spółka może pracować nad własną chmurą. Tak, jak od pewnego czasu robi to chociażby Bethesda. Sprawdza się jednak stare porzekadło, że jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Tak przynajmniej można sądzić na bazie słów przedstawicieli Activision Blizzard, cytowanych przez The Verge.

Jak wynika ze źródła, firma Activision Blizzard zgodziła się na wzięcie udziału w beta testach GeForce Now, ale zażądała renegocjacji umowy w momencie przejścia usługi na status komercyjny. Nvidia co prawda pobiera opłatę wyłącznie za priorytetowy dostęp do serwerów (i to opcjonalnie), wymagając zakupu strumieniowanych gier za pełną kwotę, ale to ponoć wydawcy nie przekonało.

Kasa, misiu, kasa

Nietrudno ulec wrażeniu, że ktoś tu liczył na dodatkowy zarobek. Za sam fakt udostępnienia swoich gier w streamingu, mimo że chętni i tak muszą je zakupić. W pierwszej chwili może zabrzmieć to absurdalnie, jednak tylko do czasu, gdy zdamy sobie sprawę jaki model biznesowy oferuje główny rywal GeForce Now, Google Stadia. Choć brak w tym temacie oficjalnych danych, jasnym jest, że gry oferowane na platformie Stadia nie trafiają tam za darmo.

Architektura usługi wymaga binarek linuksowych, więc w większości przypadków wymagane jest wykonanie portu. Google tymczasem musi zagwarantować opłacalność tego przedsięwzięcia, czyli albo zapłacić z góry, albo zadbać o stosownie wysokie prowizje dla twórców. Albo jedno i drugie. Z tego względu partnerstwo z firmą z Mountain View dla wydawcy jest korzystniejsze.

Finalnie wychodzi na to, że system praktykowany przez Nvidię, zakładający użycie gier z regularnej sprzedaży, biznesowo może się nie sprawdzić. Bo po prostu nie przekonuje gigantów do współpracy. To bardzo brutalne zderzenie marzeń o elastycznym streamingu, z kapitalistyczną rzeczywistością. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że inni jednak nie pójdą w ślady Activision Blizzard.

© dobreprogramy
s