Kingston HyperX 120GB 3K – „czarny koń” w rodzinie HyperX

Strona główna Lab Komponenty i akcesoria

O autorze

Dyski SSD stają się coraz bardziej dostępne. Choć ich cena nadal jest wysoka, to zdarzają się wyjątki. Takim wyjątkiem jest opisywany właśnie dysk Kingstona z serii HyperX z tajemniczym 3K w nazwie.

Zacznijmy od wyjaśnienia co też oznacza to tajemnicze 3K w nazwie dysku. 3K to dokładnie 3 tysiące cykli zapisu-kasowania danych z pojedynczej komórki pamięci flash. Warto dodać, że ilość tych cykli sukcesywnie spada wraz ze zmniejszaniem procesu produkcyjnego pamięci NAND. Dla przypomnienia, gdy pamięci były produkowane w wymiarze 50 nm, ilość cykli P/E (program/erase) wynosiła 10 tysięcy. Po przejściu na proces 34 nm ilość cykli spadła do około 5 tysięcy. W aktualnym procesie 25 nm ilość ta waha się od 3 do 5 tysięcy cykli. Można by dojść do wniosku, że znacząco spadła żywotność dysków SSD i ich czas bezawaryjnej pracy ledwo przekroczy okres gwarancyjny. Okazuje się, że rzeczywistość jest nieco bardziej optymistyczna. Według producentów pamięci NAND ilość 3 tysięcy cykli zapisu i kasowania danych przekłada się na 8 do 10 lat bezstresowego działania dysku przy założeniu, że dziennie zapisujemy i kasujemy po kilka gigabajtów danych.

Wróćmy jednak do testowanego przez nas dysku. Wygląda typowo jak na SSD-ka. Format 2,5 cala, aluminiowa obudowa i przyciągające logo HyperX wygrawerowane na górnej części obudowy to znaki rozpoznawcze opisywanego Kingstona. Z obudowy zniknął kolor niebieski, który kojarzony był dotychczas z produktami z serii HyperX. Został on zastąpiony kolorem czarnym. Tym samym dysk wygląda nieco bardziej poważnie i bardziej „pro” w stosunku do swojego starszego brata, którego jakiś czas temu mieliśmy okazję przetestować.

Z zewnątrz dysk prezentuje się bardzo fajnie, a czego możemy spodziewać w środku? Na płytce drukowanej znalazło się miejsce dla 16 kości NAND firmy Intel (29F64G08ACME3) wykonanych w procesie 25 nm i pojemności 8 GB każda. Sumarycznie jest 128 GB, jednak część pamięci jest alokowana jako przestrzeń zapasowa. W rezultacie nabywca dostaje dysk 120 GB, który po sformatowaniu ma dokładnie 111,8 GB przestrzeni na dane. Kontroler, który zarządza pracą dysku to popularny SandForce SF-2281. W odróżnieniu od wcześniejszych wersji tego kontrolera, które zbierały dość mocne cięgi od użytkowników, w tej przepisano całkowicie oprogramowanie, co według producenta wyeliminowało błędy poprzedników. Dysk obywa się bez pamięci cache, to charakterystyczne dla urządzeń z kontrolerem SandForce. Nad optymalizacją procesu zapisu w komórkach czuwa technologia DuraWrite zaszyta w kontrolerze.

Kingston HyperX 3K z komputerem komunikuje się za pomocą interfejsu SATA III z maksymalną przepustowością 6 Gb/s. Jak głosi informacja na pudełku, możemy się spodziewać maksymalnej prędkości odczytu na poziomie 550 MB/s i zapisu na poziomie 510 MB/s. Jedynie przy odczycie udało się osiągnąć podaną wartość i to w jednym programie, który notabene bardzo lubi kontrolery SandForce. Przy testach zapisu nie udało się dobić do deklarowanych wartości. W programach takich jak ASS SSD czy CrystalDiskMark prędkość zapisu nie przekraczała nawet 200 MB/s. Oczywiście testy syntetyczne mają się nijak w codziennym działaniu. A w tych dysk HyperX 3K prezentuje się wyśmienicie. Na początek instalacja systemu Windows 7. Od momentu ze wskazaniem partycji na której ma być instalowany system do pokazania się pulpitu gotowego do pracy minęło zaledwie 7 minut i 20 sekund! Czas potrzebny na uruchomienie systemu też robi wrażenie, ledwo 13 sekund. Ogólne wrażenia z pracy na dysku SSD są bardzo pozytywne. System reaguje znacznie szybciej w porównaniu do Windowsa 7 zainstalowanego na dysku talerzowym. Sprawdziłem też jak się sprawy mają podczas ładowania stanu gry z bardzo zasobożernej gry The Elder Scroll V: Skyrim. I tu się też nie zawiodłem, czas wczytania spadł do kilkunastu sekund, gdzie na dysku talerzowym ten sam save wczytywał się grubo ponad minutę. A przecież prędkość to nie wszystko co otrzymujemy jako posiadacze dysku SSD. Warto wspomnieć o braku jakichkolwiek wibracji (brak elementów ruchomych) i błogą ciszę pracującego dysku, bardzo niską temperaturę pracy (nie udało się przekroczyć 35 stopni C) oraz niski pobór prądu (około 2 W).

Nowy produkt Kingstona wypada bardzo dobrze w testach i choć jest kierowany do entuzjastów komputerowych, mogą się nim też zainteresować zwykli użytkownicy komputerów. Wszystko to za sprawą moim zdaniem rewelacyjnej ceny jak na taki produkt i parametry. Aby stać się jego posiadaczem trzeba przygotować się na wydatek około 600 zł. A gdyby się okazało, że to nadal za dużo, zawsze możemy zakupić nieco mniejszy dysk z tej serii o pojemności 90 GB, którego cena nie przekracza 500 zł.

© dobreprogramy
s