Lenovo ThinkPad X1 — uczucie niedosytu

Strona główna Lab Ultrabooki i notebooki

O autorze

Houston, mamy problem — te pamiętne słowa mogły przyjść na myśl niejednej osobie, która w ostatnich latach szukała nowego, porządnie wykonanego notebooka z Windowsem. Rynek zdominował plastikowy chłam. Szefowie firm produkujących pecety i ich księgowi na potęgę cięli koszty — tandetne materiały, niechlujny montaż, fikcyjna kontrola jakości. Geniusze od wzornictwa gremialnie projektowali obudowy pokryte odciskolubnymi, błyszczącymi lakierami, a ich równie kompetentni koledzy z działów marketingu przekonywali, że tak jest nowocześnie i stylowo. W efekcie nawet te droższe laptopy o lepszych parametrach trzeszczały, psuły się, a ich wygląd po dniu pracy wywoływał odruchy wymiotne. Nic dziwnego, że desperaci kupowali... MacBooki Pro i instalowali na nich Windows. Wielu twierdzi, że Steve Jobs jest szarlatanem, ale trzeba oddać, że produkty spod znaku nadgryzionego jabłka są naprawdę rewelacyjnie wykonane. Po podbiciu rynku przez iPhone'y i iPady oraz wzroście popularności MacBooków, producenci pecetów w końcu obudzili się z zimowego snu i najwyraźniej zadali sobie pytanie skąd się bierze ten fenomen.

Skutek jest taki, że wreszcie doczekaliśmy się jakichś sensownych alternatyw. Piszę sensownych bo — po prawdzie — dobrze wykonane pecetowe notebooki dostępne były od dawna (np. Panasonic Toughbook, Sony VAIO Z). Tylko jaka to alternatywa jeżeli kosztuje dziesięć tysięcy wobec MacBooka Pro, którego można dostać za pięć czy sześć? Na szczęście grono to powiększa się także o tańsze laptopy, kierowane do szerszego kręgu odbiorców. Pisaliśmy niedawno o Sony VAIO SB, teraz czas na świeżutkiego ThinkPada X1 od Lenovo, który właśnie trafił do sprzedaży w Polsce. Czy sprosta oczekiwaniom? Dowiecie się tego z lektury niniejszej recenzji.

Opisywany model (NWG2ZPB) wyposażony jest w procesor Intel Core i5-2520M 2,5 GHz, 4 GB pamięci RAM, dysk SSD 160 GB, matrycę 13,3” o rozdzielczości 1366x768 pikseli, układ graficzny Intel HD Graphics 3000 zintegrowany z procesorem, kartę sieciową Gigabit Ethernet, bezprzewodową kartę sieciową 802.11a/b/g/n, Bluetooth 3.0, 3 gniazda USB (w tym jedno w standardzie 3.0 i jedno eSATA/USB 2.0), a także wyjście Mini Display Port i HDMI. Całość pracuje pod kontrolą 64-bitowej edycji systemu Windows 7 Professional. Notebook objęty jest 3-letnią gwarancją w systemie door-to-door.

Notebook jak marzenie

Są takie produkty, których jakość wykonania trzeba poczuć. Na zdjęciach wyglądają mało porywająco, czasami wręcz przeciętnie, by przy bezpośrednim kontakcie wywrzeć całkiem odmienne wrażenie. Trochę tak jest ze wspomnianymi wcześniej MacBookami Pro, nie mam najmniejszych wątpliwości, że na pewno tak jest z nowym ThinkPadem X1.

Oglądając zdjęcia z zapowiedziami tego modelu nie spodziewałem się, że będzie on tak — nie zawaham się użyć tego słowa — fantastycznie wykonany. X1 wizualnie stanowi rozwinięcie stylistyki serii Edge, różnica w jakości wykonania jest jednak kolosalna. Przede wszystkim pozytywnie zaskakuje matowy materiał z jakiego została wykonana obudowa. Jest on zbliżony do charakterystycznego dla droższych ThinkPadów swego rodzaju „gumo-plastiku”, ale jeszcze milszy w dotyku niż dotychczas i bardziej praktyczny, bo nie zostają na nim irytujące odciski palców lub w najgorszym razie są ledwie widoczne. Ponadto w odróżnieniu od innych modeli, z tego tworzywa wykonana jest nie tylko zewnętrzna część pokrywy matrycy, ale także spód i środek notebooka. Praca na urządzeniu wykonanym z takich materiałów jest czystą przyjemnością.

Niezwykle pozytywne wrażenie to naturalnie zasługa nie tylko materiałów — wpływa nań także konstrukcja obudowy i wysoka jakość montażu. Nie jest to co prawda pełne unibody tak jak w MacBookach, niemniej jednak liczba elementów pokrycia została znacznie ograniczona. Zastosowano też szkielet w postaci wytrzymałej klatki z włókna węglowego, a zamiast klasycznego, doczepianego akumulatora litowo-jonowego — litowo-polimerowy, zintegrowany na stałe w środku obudowy. Wszystko to pozwoliło na uzyskanie niedużej grubości (niespełna 17 mm w najcieńszym miejscu), przy stosunkowo niskiej wadze (1,7 kg) i wysokiej sztywności całej konstrukcji (Lenovo chwali się, że przeszła ona wojskowe testy MIL-SPEC). Faktem jest, że cała obudowa sprawia niezwykle porządne wrażenie, żaden element notebooka nie wydaje niepokojących odgłosów, nic się nie ugina (no może lekko pokrywa ekranu), nie ma żadnych luzów. Bardzo wygodnie i pewnie nosi się go trzymając w jednej dłoni. Przyczepić się można w zasadzie tylko do jednej rzeczy — jest nią nieznacznie odstający pasek plastiku — pod matrycą, w okolicach lewego zawiasu. Na tle całości to jednak drobiazg.

Bardzo pozytywnie należy ocenić też klawiaturę. Jest ona wyspowa, o lekko wyprofilowanych i bardzo wygodnych klawiszach, z możliwością ręcznego włączenia podświetlenia od spodu (o dwóch stopniach natężenia). Od strony wizualnej klawiatura została zapożyczona z linii Edge, jednak materiał z którego wykonane są klawisze jest wyższej jakości. To prawdziwa rewolucja w stosunku do ThinkPada X301, który przez Lenovo uważany jest za poprzednika modelu X1 — tam klawiatura była klasyczna, z większą liczbą klawiszy i podświetleniem diodą LED od góry. Zmiana jest jednak niewątpliwie na lepsze — klawiatura pracuje ciszej, z bezpośredniego sąsiedztwa kursorów zniknęły wreszcie wprowadzające sporo zamieszania przyciski uruchamiające w przeglądarce "Dalej" i "Wstecz" (zastąpiły je Page Up i Down, osobiście wolałbym jednak całkowicie wydzielony blok kursorów), zrezygnowano też niewykorzystywanych klawiszy takich jak Pause i Scroll Lock. Producent zachwala, że klawiatura jest odporna na zalanie — w praktyce skuteczność akurat tego zabezpieczenia nie jest jednak najwyższa, czego dowodem jest „oblany” (dosłownie) test jaki można znaleźć w Sieci.

Rewolucja nie ominęła także touchpada. Ma on wyraźnie zaznaczone krawędzie i dużą powierzchnię (7,5 x 5,5 cm) o fakturze maleńkich kropeczek, dzięki czemu korzysta się z niego bardzo wygodnie i z dużą precyzją. Jest on rozwinięciem koncepcji z modelu X220 — dolne krawędzie płytki dotykowej pełnią teraz rolę przycisków. Niestety te w ThinkPadzie X1 nie zawsze „łapią”, szczególnie prawy. Tradycyjnie dla ThinkPadów to nie jedyne urządzenie myszopodobne. Drugi to oczywiście TrackPoint (dla niezorientowanych w temacie — to ten intrygujący czerwony guziczek pomiędzy klawiszami). Jego obsługa wymaga pewnej wprawy, ale na dłuższą metę jest niezwykle wygodna. Mimo że jestem zdeklarowanym miłośnikiem myszek, zachęcam spróbowania. TrackPointowi dedykowane są trzy klawisze „myszki” pod spacją, przy domyślnych ustawieniach można z nich korzystać także podczas nawigowania przy użyciu touchpada.

Na koniec omawiania walorów zewnętrznych nie sposób pominąć portów. Niewiele jest obecnie notebooków, które mają większość portów rozplanowanych w jedynym słusznym miejscu — czyli z tyłu. X1 należy do tego elitarnego grona. Uprzedzając głosy sprzeciwu — tak, wiem, że jest to bardziej upierdliwe przy podłączaniu zasilania, myszki czy zewnętrznego monitora, ale gdy już mamy to za sobą, żadne kable nie będą przeszkadzać na biurku. Naturalnie, po bokach też powinny być dostępne dodatkowe gniazda i porty, ale te które wykorzystujemy okazjonalnie aby np. podpiąć słuchawki, pendrive'a czy odczytać zawartość karty SD. Tak też jest w testowanym ThinkPadzie — po lewej stronie mamy ukryte USB i gniazdo typu combo (słuchawki/mikrofon), po prawej znajduje się czytnik kart. Słowem, rozplanowanie portów w ThinkPadzie X1 jest idealne! Jedynym zgrzytem jest schowanie bocznego USB i mini jacka pod, przymocowaną na stałe, gumową klapką — ale w końcu od czego są nożyczki ;)

A miało być tak pięknie...

Po tej prawie euforycznej pierwszej części, niestety czas na zimny prysznic jakim jest ekran. To bez dwóch zdań największe rozczarowanie tego notebooka.

13,3" HD (1366x768) SuperBright LCD — chwali się na swoich stronach producent, podkreślając wysoką jasność matrycy — 350 cd/m2 (typowe notebooki mają trochę ponad 200, te lepsze 250-300 cd/m2). OK, matryca jest zauważalnie jaśniejsza niż w innych notebookach, choć może nie aż w takim stopniu jak sugerowałyby to dane techniczne. Niemniej jednak gdy po raz pierwszy uruchamia się ThinkPada X1 z fabryczną tapetą opatrzoną charakterystycznym „Think”, to obraz aż bije po oczach. Ekran jest ponadto bardzo równomiernie podświetlony. Przywołując kultowe dzieło Bareji, rozchodzi się jednak o to, żeby te plusy nie przesłoniły nam minusów, a tych niestety jest sporo...

Przede wszystkim uderza niski kontrast i co za tym idzie kiepska głębia czerni (i to pomimo błyszczącego wykończenia). Widać to od pierwszej chwili, już na etapie inicjalizacji komputera — wszystkie czarne powierzchnie są wówczas ciemno grafitowe. To duży problem nawet podczas normalnej pracy czy przeglądania stron internetowych. Na wielu z nich tekst staje się na tyle jasny, że bardzo źle się go czyta — na dłuższą metę ból oczu czy głowy jest więc gwarantowany.

To jednak dopiero początek listy zażaleń — następny minus to śmiesznie małe kąty widzenia. To standardowy mankament matryc typu TN, ta zastosowana w ThinkPadzie X1 jest jednak wyjątkowo kiepska na tym polu. Już niewielkie odchylenie w poziomie czy pionie powoduje zniekształcenie obrazu na tyle duże, że o wygodnym oglądaniu filmów w dwie osoby można zapomnieć. Nawet oglądając film samemu trzeba sztywno trzymać się jednej pozycji albo co chwilę operować notebookiem i ekranem. Powiecie, że od oglądania filmów jest plazma, a nie 13-calowy LCD w notebooku. Zgoda, ale podróżując pociągiem czy samolotem warto mieć taką możliwość, a ThinkPad X1 jest pod tym względem upośledzony. Poza tym taka charakterystyka matrycy ogranicza także na innych polach — np. edycji grafiki.

Kolejnym problemem jest odwzorowanie kolorów. Nie mogę powiedzieć, że jest złe, ale z całą pewnością nie zachwyca. W notebooku tej klasy (i za taką cenę — o tym później) można by się spodziewać, że kolory będą żywe, ładnie nasycone, tymczasem są po prostu... przeciętne. Pod tym względem matryca w ThinkPadzie X1 reprezentuje poziom jak w low-endowym notebooku Acera czy Asusa za 1500 zł. Wystarczy zestawić ją z pierwszym lepszym MacBookiem, porządnym panelem czy... jakimś ThinkPadem z serii W, żeby zobaczyć w czym tkwi problem.

Gwoździem do trumny jest pokrycie ekranu szkłem Gorilla Glass — ultraodpornym na uszkodzenia, stosowanym coraz częściej w topowych smartfonach. Dobry chwyt marketingowy, pytanie jednak po co? Notebook to nie smartfon czy tablet, ryzyko uszkodzenia matrycy jest tu niewielkie. Ochrona przed zagrożeniem o niskim stopniu prawdopodobieństwa jest zaś okupiona koszmarnymi refleksami świetlnymi i paskudną, grubą ramką wokół matrycy. Przecież tu z powodzeniem zmieściła by się matryca 14-calowa! Ewidentnie Chińczycy pomylili priorytety skupiając się na atrybutach, które robią wrażenie w folderze, a nie na dopracowaniu ekranu jako całości.

Blaski i cienie tego co pod maską

Na szczęście zastosowane komponenty nie dają już prawa do narzekań — pod maską ThinkPada X1 pracuje rewelacyjny procesor Intel Core i5-2520M należący do najnowszej generacji procesorów Core Intela, o kodowej nazwie Sandy Bridge — taki sam jak w testowanym niedawno ThinkPadzie X220.

Procesor ten legitymuje się nominalnym taktowaniem 2,5 GHz (z możliwością zmiany taktowania w zależności od potrzeb — od 800 MHz aż do 3,2 GHz w trybie Turbo Boost), posiada 2 rdzenie (4 logiczne wątki dzięki technologii Hyper-Threading), 3 MB pamięci podręcznej, zintegrowany układ graficzny Intel HD Graphics 3000 oraz zaawansowaną obsługę wirtualizacji — nie tylko Intel VT-x (Intel Virtualization Technology), ale także Intel VT-d (Intel Virtualization Technology for Directed I/O). To bardzo szybka jednostka o wydajności porównywalnej z czterordzeniowymi mobilnymi procesorami Intel Core i7 poprzedniej generacji (i7-740QM) i dwurdzeniowymi obecnej (i7-2620M), umiarkowanym poborze energii (TDP 35W), optymalna do tego rodzaju notebooka. Ma ona tak duże rezerwy mocy, że podczas normalnych zadań (praca z aplikacjami biurowymi czy graficznymi, przeglądanie stron, słuchanie muzyki, oglądanie filmów) można spokojnie pracować w trybie oszczędzania energii.

Trochę gorzej jest z grafiką — Lenovo ograniczyło się bowiem do układu zintegrowanego w procesorze, nie montując nic bardziej wydajnego od AMD czy NVIDII, tak jak np. zrobiło Sony w modelu VAIO SB. Co prawda Intel wykonał tytaniczną pracę i jego układ HD Graphics 3000 ma naprawdę niezłe osiągi, mimo to w dalszym ciągu nie nadaje się do komfortowego grania w nowsze tytuły. Żeby nie być gołosłownym — przy 4 GB zainstalowanej pamięci, zmierzony przeze mnie GPU Score w 3DMark Vantage wyniósł odpowiednio 8501 punktów (w trybie Entry) i 1390 (w trybie Performance). Poważnie ogranicza to krąg potencjalnych nabywców notebooka, który wydawałoby się ma szersze aspiracje — mimo postępującej specjalizacji urządzeń i popularyzacji konsol, w dalszym ciągu wiele osób kupuje notebooka z myślą o grach. Formalnie rzecz biorąc ThinkPady X to seria biznesowa więc nie można mieć pretensji — tym bardziej, że do typowych zastosowań, z oglądaniem filmów jakości Full HD włącznie, zintegrowane GPU jest więcej niż wystarczające.

Niestety pomimo procesora Core i5 o umiarkowanym TDP i braku dodatkowej grafiki, notebook wyraźnie się grzeje. Podczas większego obciążenia temperatura obudowy w okolicach wylotu powietrza dochodzi do 46-47℃! To wartość powodująca odczuwalny dyskomfort podczas pracy — skrajna, lewa część klawiatury jest już wówczas bardzo ciepła, podobnie lewy spód notebooka. Na szczęście podczas normalnej pracy jest wyraźnie lepiej — temperatura obudowy wynosi zwykle od 32-34℃ do 37℃ w niektórych miejscach, co powoduje, że jest w miarę komfortowo. W superlatywach nie można też wypowiadać się na temat układu chłodzenia. Co prawda podczas spokojnej pracy jest praktycznie bezgłośny, wystarczy jednak np. instalacja porcji systemowych poprawek (o większym obciążeniu nie wspominając) aby wentylator zaczął irytująco wkręcać się na coraz wyższe obroty, generując hałas przekraczający w szczytowych momentach nawet 40 dB. Wszystko to jest zapewne ceną za spłaszczoną konstrukcję obudowy — w innych modelach Lenovo radzi sobie bowiem znacznie lepiej.

Skoro już jestem przy kulturze pracy to muszę dodać, że ThinkPad X1 ma również irytujące skłonności do nadawania językiem R2-D2 z Gwiezdnych Wojen — podobnie jak testowany kilka miesięcy temu T410 (jeżeli nie wiecie o co chodzi odsyłam do recenzji Tomka). Przy czym u bohatera niniejszego tekstu problem ten nie jest aż tak uciążliwy — występuje w zasadzie tylko podczas pracy na baterii, a słyszalny jest gdy wokół panuje absolutna cisza (np. w nocy).

Ogólną ocenę komponentów notebooka znacząco poprawia zastosowana pamięć masowa. W testowanej konfiguracji znalazł się dysk SSD Intela z serii 320, o pojemności 160 GB, charakteryzujący się bardzo wysokim transferem odczytu na poziomie blisko 260 MB/s. Mimo, że takie rozwiązania są już dostępne od pewnego czasu to nadal bardzo wiele osób nie zdaje sobie sprawy w jak olbrzymim stopniu poprawiają one szybkość i komfort pracy. Tymczasem pamięci SSD likwidują tzw. wąskie gardło komputera i powodują, że przechodzi on w nadświetlną — system startuje dosłownie w mgnieniu oka, aplikacje uruchamiają się jak z RAMdysku. Dyski SSD nie wydają przy tym żadnych odgłosów, nie powodują wibracji, są odporniejsze na wahania temperatur. OK, w dalszym ciągu są drogie, ich ceny spadły już jednak do poziomu który nie powoduje palpitacji serca. Tymczasem, jak widać chociażby po niektórych komentarzach, wiele osób nadal woli kupić notebooka np. z Core i7, zamiast dołożyć do pamięci SSD, która w odczuwalnie większym stopniu przełoży się na wyższą wydajność całego systemu.

Pozostałe elementy konfiguracji dobrane są optymalnie. Na pokładzie znajdziemy m.in. 4 GB pamięci RAM DDR3 PC3-10700, kartę sieciową Gigabit Ethernet Intel 82579LM, bezprzewodową kartę sieciową Intel Centrino Andanced-N 6205, adapter Bluetooth 3.0, trzy złącza USB (w tym jedno USB 3.0 oraz jedno eSATA/USB 2.0 z aktywnym zasilaniem nawet podczas uśpienia laptopa co pozwala na ładowanie np. komórki), czytnik kart SD, kamerę internetową 3,1 Mpix Ricoh R5U877, układ zabezpieczający TPM 1.2 oraz czytnik linii papilarnych. Dużym zaskoczeniem są też całkiem niezłe głośniczki (o tym później) oraz obecność... złącza HDMI — dotychczas Lenovo w ThinkPadach konsekwentnie trzymało się bowiem mało popularnego DisplayPortu (ten również jest, ale w wersji Mini). HDMI należy zapisać na duży plus tym bardziej, że jest to złącze w wersji 1.4a. Niestety brak napędu optycznego, standardowo X1 nie ma też modemu 3G. Ten ostatni to jednak mniejszy problem — na pokładzie jest wszystko co potrzebne aby doposażyć o niego notebooka (pełnowymiarowe gniazdo Mini PCI Express, slot na kartę SIM oraz antena).

Akumulatorowe bolączki

Jedną z najbardziej istotnych dla mnie cech notebooków jest czas pracy na baterii. Niestety ThinkPad X1 nie jest typem „długodystansowca”...

Notebook posiada zintegrowany na stałe akumulator litowo-polimerowy o pojemności zaledwie 38,92 Wh (14,8 V / 2630 mAh). Przy procesorze niskonapięciowym takie parametry nie byłyby dyskwalifikujące, niestety w zestawieniu ze standardowym Core i5 efekt jest łatwy do przewidzenia. Podczas typowej pracy (przeglądanie stron, praca w programach biurowych/graficznych, słuchanie muzyki, sporadyczne operacje na plikach) można osiągnąć czas pracy rzędu ledwie 3 godzin (tryb oszczędzania energii Windows, jasność ekranu na poziomie 80-100%, włączone Aero, WiFi, Bluetooth). Na tle Sony VAIO SB (5,5 godziny), o MacBooku Pro nie wspominając, jest to wynik żałośnie słaby...

Naturalnie „podczas jazdy o kropelce” czas pracy można wydłużyć — redukując podświetlenie ekranu do 50%, wyłączając Aero i ograniczając się do bardzo spokojnej pracy offline (np. w Wordzie) można wycisnąć blisko 5 godzin — jednak jak na tak spartańskie warunki pracy wynik ten jest również bez rewelacji. Nie mam też dobrych wiadomości dla miłośników oglądania filmów i graczy. Odtwarzanie filmów HD z plików MP4 czy MKV (H.264/AVC) jest możliwe zaledwie przez około 2,5 godziny — starczy więc na obejrzenie tylko jednego pełnometrażowego filmu. Osiągi w grach były zróżnicowane — zwykle od 1 do 1,5 godziny w zależności od obciążenia i trybu pracy sytemu Windows. W jednym i drugim wypadku mierzone przy maksymalnej jasności ekranu, ale z wyłączonym WiFi i Bluetooth.

Sytuację trochę łagodzą dwie rzeczy. Przede wszystkim zachwalana przez Lenovo technologia szybkiego ładowania (RapidCharge), dzięki której można naładować baterię ThinkPada X1 do poziomu 80% zaledwie w pół godziny! Brzmi nierealnie, ale faktycznie tak jest. Co prawda Chińczycy nie dodają, że chodzi o naładowanie od 5 do 80% — czyli od progu uśpienia (na naładowanie od „zera” do 80% potrzeba 7 minut więcej) oraz, że na naładowanie do 100% potrzeba godziny. Niemniej jednak i tak wynik jest imponujący. Inne notebooki potrzebują na to zwykle od 2,5 do 4 godzin. Jeśli możliwość szybkiego naładowania notebooka problemu czasu pracy na baterii nie załatwia, to jest (a właściwie będzie) jeszcze opcja dodatkowego, płaskiego akumulatora podczepianego pod spodem notebooka. Niestety produkt ten nie jest jeszcze dostępny w sprzedaży, nie wiadomo ile będzie kosztował i w jakim stopniu zwiększy masę notebooka. Przy zapowiedzianej pojemności 35,5 Wh powinien jednak wydłużyć czas pracy blisko dwukrotnie i ma również szybko się ładować.

Oprogramowanie, które jest faktycznie użyteczne

ThinkPad X1 dostarczany jest z preinstalowanym systemem Windows 7 Professional (edycja 64-bitowa) oraz typowym dla tego producenta dopracowanym zestawem aplikacji i dodatków.

W ich skład wchodzą przede wszystkim świetne narzędzia ThinkVantage Tools: System Update (aktualizacje), Power Manager (bardzo rozbudowany i przydatny program do zarządzania energią z predefiniowanym planami zasilania pod konkretne czynności), Recovery Media (tworzenie płyty pozwalającej na powrót do stanu fabrycznego) oraz szereg pomniejszych narzędzi (umożliwiających np. optymalizację ustawień kamery, mikrofonu i głośników pod kątem widekonferencji). Opcjonalnie doinstalowane mogą być też Password Manager (zarządzanie hasłami), Rescue and Recovery (tworzenie kopii zapasowej), Access Connections (definiowanie różnych ustawień w zależności od lokalizacji internetowej — np. inna drukarka domyślna w pracy, inna w domu) oraz SimpleTap.

Ten ostatni to dodatek ułatwiający sterowanie komputerem (nie ukrywam, że wcześniej trochę przeze mnie bagatelizowany, bo projektowany dla tabletów). Na dłuższą metę okazał się jednak bardzo wygodny także z myszką, ponieważ uwalnia od szukania odpowiedniej kombinacji klawiszy. Program rezyduje pod postacią czerwonego półkola umieszczonego domyślnie w lewej, górnej części ekranu (lokalizację tą można zmienić). Po kliknięciu na półkole wyświetlany jest zestaw ikon dających możliwość np. wyciszenia głośnika czy mikrofonu, zmiany głośności, jasności ekranu, uśpienia lub zablokowania systemu, a po skonfigurowaniu także uruchomienia zdefiniowanego wcześniej programu, wczytanie strony lub otwarcie pliku. Jest też opcja włączenia oświetlenia klawiatury — ta ostatnia niestety nie działa bo przystosowany jest do ThinkPadów z oświetleniem klawiatury diodą z góry, a nie podświetleniem od spodu, jakie zostało zastosowane w ThinkPadzie X1. Był to jedyny zgrzyt w całym zestawie dodatków dostarczanych przez Lenovo.

Inne dodatki to m.in. ThinkVantage Toolbox (program umożliwiający dokładną diagnostykę sprzętu poprzez przeprowadzenie różnego rodzaju testów, w tym obciążeniowych), czy AutoLock (narzędzie umożliwiające automatyczne blokowanie komputera po odejściu obsługującego go użytkownika) — opisywane szerzej ostatnio przy okazji recenzji ThinkPada X220. Wszystkie programy działają bez zarzutu, nie powodują odczuwalnego obciążenie komputera.

Kilka słów należy też napisać o oprogramowaniu Dolby Home Theather 4. Przy okazji opisywania komponentów wspominałem, że głośniki ThinkPada X1 generują relatywnie całkiem niezły dźwięk — jest to jednak zasługa nie tylko sprzętu, ale tego właśnie oprogramowania. Udostępnia ono trzy główne profile (film, muzyka, gry) do których przyporządkowane są odpowiednio skorygowane ustawienia np. przy filmie podbite są częstotliwości dźwięku odpowiedzialne za dialogi. Ustawienia można dowolnie dostosowywać do własnych preferencji, a także tworzyć własne, niezależne profile. Wbrew pozorom dzięki Dolby Home Theather 4 można sporo wydusić z notebookowych piszczałek — oczywiście ograniczeń technicznych nie da się przeskoczyć i efekty dotyczą w zasadzie tylko tonów wysokich i średnich. Niemniej jednak finalnie dźwięk jest i tak odczuwalnie lepszy niż w typowych notebookach.

Przechodząc do preinstalowanych aplikacji, przede wszystkim muszę odnotować pakiet biurowy Microsoft Office Starter 2010, który stał się już właściwie standardem na nowych notebookach z systemem Windows 7 i istotną wartością dodaną. Dla przypomnienia — to okrojona edycja zawierająca tylko edytor tekstów Word i arkusz kalkulacyjny Excel w ograniczonych funkcjonalnie wersjach. Z powodzeniem nadająca się jednak do podstawowych zastosowań, niedostępne są bowiem rzadziej wykorzystywane opcje takie jak przypisy, bibliografia, spisy treści czy śledzenie zmian. Oprócz Office'a zainstalowany jest także Adobe Reader oraz zestaw aplikacji Microsoft Windows Live Essentials (Mail, Mesh, Messenger, Movie Maker, Photo Gallery, Writer). Przygotowane do instalacji są ponadto: 30-dniowa wersja pakietu zabezpieczającego Norton Internet Security 2011, komunikator Skype for Business, a także kompletnie bezużyteczny Business-in-a-Box Lite, nad którym pastwiłem się ostatnio.

Na koniec ciekawostka — VIP Access Desktop. To w wielkim skrócie token zwiększający poziom zabezpieczeń w dostępie do niektórych usług i serwisów takich jak np. PayPal czy eBay (oprócz zwyczajowego loginu i hasła podczas logowania trzeba podać Security Code, który zmienia się co 30 sekund). Rozwiązanie to przygotowane zostało przez VeriSign, a udostępniane jest obecnie przez firmę Symantec (która przejęła tegoż pierwszego w ubiegłym roku). Usługa ta jest co prawda bezpłatna, ale mało spopularyzowana w naszym kraju — stąd też zwracam na nią uwagę.

Podsumowanie

Lenovo wiąże chyba z ThinkPadem X1 wielkie nadzieje — nie pamiętam innego modelu tak mocno zachwalanego przez tego producenta. W materiałach prasowych oraz na stronie internetowej kreowany jest wręcz idealny obraz notebooka. Podkreślana jest technologia RapidCharge, wytrzymała obudowa, która zaliczyła wojskowe testy, super jasny ekran, a specjalnie przygotowana demonstracja ma za zadanie pokazać, że X1 świetnie sprawdza się nie tylko jako sprzęt do ciężkiej, wielogodzinnej pracy, ale i do rozrywki. Nie dziwcie się więc, że moje oczekiwania względem tego modelu były bardzo wysokie.

ThinkPad X1 to faktycznie świetny laptop — rewelacyjnie wykonany, nie za ciężki, z wygodną klawiaturą, mocnym procesorem, szybkim dyskiem SSD... Niestety gdzieś w trakcie jego projektowania zabrakło czynnika „Think”. Rezygnacja z typowego dla ThinkPadów, matowego wykończenia ekranu to największa i niewytłumaczalna porażka tego modelu. Niewytłumaczalna, bo właśnie Lenovo niejednokrotnie udowodniło, że potrafi wyprodukować laptopa z pięknie świecącą matrycą, bez uciekania się do tanich sztuczek z pokryciem szybą. Efekty tego stanu rzeczy możecie podziwiać na zdjęciach — warto dodać, że wykonanych przy bezsłonecznej pogodzie. Rozczarowuje również bateria — 3 godziny pracy to wynik po prostu kiepski i na nic się tu zda szybkie ładowanie baterii, jeżeli „w terenie” nie będzie gdzie podpiąć zasilacza...

Trio najistotniejszych wad ThinkPada X1 zamyka... cena. W sklepie kuzniewski.pl, skąd otrzymaliśmy go do testów, opisywana konfiguracja (NWG2ZPB) kosztuje obecnie dokładnie 7.050 zł i jest to jedna z najtańszych ofert na rynku. Tymczasem analogicznie doposażony i równie dobrze wykonany Sony VAIO SB kosztuje 2.000 zł mniej! Nawet uwzględniając dłuższą gwarancję czy dopracowane oprogramowanie, Lenovo wycenia więc swój produkt niewspółmiernie do jego wartości. Co prawda dostępny jest też tańszy model z tradycyjnym dyskiem talerzowym (1293RY9), jednak 5.600 zł również trudno uznać za atrakcyjną propozycję na tle innych notebooków na rynku. Tak skalkulowane ceny, plus brak dodatkowego układu graficznego, skutecznie odstraszą użytkowników domowych, podobnie jak błyszcząca matryca i czas pracy na baterii zniechęcą klientów biznesowych i pasjonatów, do których przede wszystkim adresowane są ThinkPady.

Wszystko to powoduje uczucie niedosytu. Naprawdę wiele nie brakowało aby ThinkPad X1 był całościowo notebookiem fenomenalnym. Niedosyt jest tym większy, że mankamenty są na polach, jak na Lenovo, niespodziewanych (no może poza ceną ;) Przyszłość ThinkPada X1 w Polsce, z takim ekranem, baterią i przy takich cenach widzę zatem w ciemnych barwach. Z niekłamanym żalem przyznaję ocenę „tylko” 8 na 10. Mogło być znacznie, znacznie lepiej...

© dobreprogramy
s