Mee Audio M6 Pro v2, monitory sceniczne, które sprawdzą się w codziennym użyciu

Strona główna Lab Komponenty i akcesoria

O autorze

Marka Mee Audio przewija się na łamach naszego portalu od ładnych, kilku lat. Nasze recenzje modeli Mee X6 Plus, Mee Audio M6P czy najnowszego, bezprzewodowego modelu Mee Audio Matrix Cinema, cieszyły się ogromnym zainteresowaniem i prowokowały dyskusje pod publikacjami. Nic dziwnego, sprzęt tej marki uchodzi za bardzo dobry, przy czym nie rujnuje zawartości portfela. Tym bardziej nie powinno dziwić, że na warsztat wzięliśmy drugą generację modelu Mee Audio M6 Pro, która zaintrygowała nas zastosowaniem i jeszcze kilkoma innymi cechami. Czytajcie dalej.

Zacznijmy od wyjaśnienia, czym są monitory sceniczne, wszak niektórzy z was mogą się z tym terminem spotkać po raz pierwszy. W wielkim skrócie to głośniki (o charakterystycznym, klinowym kształcie), które wykorzystywane są podczas prób i występów scenicznych, gdzie artyści poszczególnych formacji słyszą to, co grają, lub śpiewają. Zwyczajnie, podczas płynącej kakafonii dźwięków ciężko jest usłyszeć pojedyncze instrumenty czy wokal, dlatego stosuje się właśnie tak zwane monitory. Niestety, tradycyjne rozwiązania obarczone są masą problemów (sprzężenia zwrotne, zakłócenia, ukierunkowany dźwięk na jedno miejsce, brak mobilności), które rozwiązują nowoczesne, indywidualne, przenośne zestawy monitorów odsłuchowych, których przedstawicielem jest właśnie produkt Mee Audio M6 Pro w drugiej odsłonie. Co ciekawe, rozpiętość cenowa systemów odsłuchowych jest ogromna, a testowany model plasuje się w najniższych segmentach cenowych i na dodatek cieszy się ogromnym powodzeniem wśród profesjonalistów.

Trafia też w gusta zwykłych konsumentów radosnych dźwięków, a to ze względu na swoją charakterystykę. Jednak o tym za moment. Teraz skupmy się na zawartości zestawu, wyglądzie i specyfikacji. Już od pierwszych chwil, kiedy wyciągniemy zawartość pudełka, będziemy bardzo pozytywnie zaskoczeni. Po pierwsze, duże, sztywne i wygodne etui. W którym zmieścimy nie tylko słuchawki, ale też całą resztę wyposażenia. Drugi kabel dedykowany smartfonom, z mikrofonem i przyciskami do regulacji, sześć par silikonowych, wymiennych nakładek oraz jedna para nakładek z pianki Comply T, do tego przejściówka z mini jacka 3,5 mm na dużego jacka 6,3 mm. Muszę przyznać, że tak bogatego zestawu w słuchawkach za 250 złotych zupełnie się nie spodziewałem. Tu duży plus dla producenta.

Słuchawki z wyglądu prezentują się bardzo przyjemnie, a w oczy rzuca się ich nieco inny sposób noszenia. Zakładamy je od tyłu ucha, a usztywniona końcówka kabla pomaga tak ułożyć je za uchem, że nie grozi nam ich przypadkowe wypadnięcie. Rewelacją jest wypinany kabel i obecność drugiego przewodu w zestawie. Choć te, które otrzymujemy, sprawiają wrażenie wytrzymałych, to jest też opcja kupienia dodatkowego kabla za jedyne 50 PLN. Kapitalne rozwiązanie, wszak często to właśnie kable padają jako pierwsze (łamią się, przecierają) i zamiast kupna nowych, droższych słuchawek, możemy nabyć tylko sam kabel. Świetne rozwiązanie, spotykane w dużo droższych modelach. Dodatkowo same słuchawki spełniają normę IPX5, czyli są odporne na wodę i pot. Co ciekawe, druga generacja M6 PRO posiada przeprojektowane złącza, które pewniej spinają słuchawki, i pozwalają na swobodny dobór kabla również od niezależnych producentów.

Sucha specyfikacja przedstawia się następująco:

Konstrukcja 1-drożna
Przetworniki: Dynamiczne, 10 mm
Konstrukcja obudowy Zamknięte
Pasmo przenoszenia 20 - 20.000Hz
Impedancja 16 Ohm
Skuteczność 100dB
Waga 260g
Maksymalna moc wejściowa: 30mW
Jakość kabla: OFC
Długość przewodu: 1.3m, drugi przewód 1.3m z mikrofonem i pilotem
Typ wtyku 3.5mm mini jack, 6.3mm duży jack
Typ wtyku: Kątowy
Regulacja głośności: TAK
Mikrofon: TAK
Etui ochronne: TAK
Redukcja szumów: NIE
INNE: odporność na wodę i pot (certyfikat IPX5)
Waga bez kabla: 164g
Gwarancja: 24 miesiące

Specyfikacja, specyfikacją, najważniejsze jednak jest, jak słuchawki grają i jaki jest ich indywidualny odbiór. Wszak każdy słyszy inaczej :) Poniżej podsumowanie ponad miesiąca odsłuchu słuchawek Mee Audio M6 Pro v2 w dwóch typowych scenariuszach. Jako słuchawki codziennego użytku w połączeniu ze smartfonem (w tej roli mój wysłużony Huawei P9 i Google Pixel 3) oraz w połączeniu z notebookiem (tu za model posłużył MSI GE73VR-7RF-Raider). Czytajcie dalej…

Na smartfonie królowała aplikacja Spotify, gdzie przewinęło się całe spektrum gatunków muzycznych. Od muzyki klasycznej, przez POP, muzykę filmową, Rock, a na ciężkim brzmieniu kończąc. Słuchawek używałem w drodze do pracy, umilając sobie czas właśnie odsłuchem. Przy tej okazji sprawdziłem też, jak słuchawki M6 Pro izolują od otoczenia. I tak po pierwszym kontakcie miałem wrażenie, że coś jest z nimi nie tak. Słuchawki grały bardzo czysto nawet przy dużej głośności. Jednak basu było tyle, co na lekarstwo. Tak, miałem świadomość, że tu „tłustego” basu nie znajdę, charakterystyka tych monitorów jest ogólnie znana. Jednak nie spodziewałem się aż takiej mizerii. Zabawa z EQ pomogła tylko w małym zakresie, jednak do poprawności nadal sporo brakowało. Cóż, zdarza się, najwyraźniej ten model nie jest dla mnie, pomyślałem.

W którymś jednak momencie pod ręką miałem tylko smartfona Googla i słuchawki podpiąłem właśnie do niego. I… różnica już na starcie kolosalna! Słuchawki grają znacznie lepiej w kwestii ekspozycji basu. Nadal, co prawda, jest bardziej analitycznie, jednak tam, gdzie trzeba, bas słychać i utwory są znacznie lepsze w odbiorze. Jak źródło dźwięku może odmienić postrzeganie sprzętu? Ooooogroooomnie!

Jednak najdłużej słuchawek używałem ze wspomnianym wyżej laptopem. Dlatego, że zwyczajnie M6 Pro działały tam fenomenalnie! To w dużej mierze zasługa oczywiście karty dźwiękowej i wysokiej jakości przetworników użytych przez MSI (ESS SABRE HiFi). Dodatkowo dużo większe możliwości korekcji niż w smartfonie. Tu jednak zaznaczam, że wszystkie odsłuchy przeprowadziłem na domyślnym ustawieniu w aplikacji Audio.

Dopiero tutaj M6 Pro rozwinęły skrzydła i zdecydowanie odmieniły moje odczucia co do nich. Szeroka scena, detale w postaci wyeksponowanych przewodnich w utworze instrumentów i na dokładkę bas, który był o wiele głębszy i obfitszy niż przy pierwszym użyciu. To wszystko spowodowało, że z przyjemnością odkopałem ulubione utwory, te starsze i te nowsze, w dodatku z różnych gatunków. Przewinęły się koncerty Hansa Zimmera (różne wykonania tematów muzycznych z kinowych hitów), ścieżka dźwiękowa z Wiedźmina 3 (utwór Szepty Oxenfurtu odkryłem na nowo, na głośnikach wbudowanych w laptopa, połowy sceny nie ma!), wróciłem do Michała Lorenca, gdzie Taniec Eleny zerwał mi zwyczajne kapcie z nóg (mam ogromny sentyment do tego utworu i całej ścieżki do filmu Bandyta).

Nie sposób wymienić wszystkich utworów, które przeszły przez słuchawki do moich uszu. Nawet tak mocne brzmienia, jak KAT, Iron Maiden, brzmiały zaskakująco dobrze. Po drodze odświeżyłem Stare Dobre Małżeństwo (nie słuchałem tego lata świetlne), do tego repertuaru M6 Pro wydają się wręcz stworzone.

Pierwszy kontakt z modelem Mee Audio M6 Pro v2 uznaję za bardzo udany. Choć w początkowych godzinach miałem wrażenie, że się nie polubimy, to ostatecznie, nie mam ochoty się z nimi rozstawać. Choć nie jestem fanem słuchawek dousznych, to dla tego modelu mógłbym zrobić wyjątek i tylko przez nie słuchać swojej ulubionej muzyki. Właściwie w połączeniu z dobrym źródłem nie ma się do czego przyczepić. Do tego cena całości jest bardziej niż atrakcyjna. W sklepie RMS aktualna cena to 259 PLN, za taki sprzęt, to jak za darmo. Miałem do czynienia z wielokrotnie droższymi słuchawkami, które nawet w połowie tak dobrze nie brzmiały, jak M6 Pro.

Jeśli szukacie uniwersalnych słuchawek dousznych, z szeroką sceną, przyzwoitą dynamiką i niezbyt przytłaczającym basem, testowany model wydaję się idealny. Dla mnie Mee Audio M6 Pro v2 są wręcz wyśmienite. Tu ważna uwaga, koniecznie sprawdźcie je przed zakupem z różnymi źródłami, bo nie dość, że każdy ma inny słuch, to jak widać, źródło też ma znaczenie!

© dobreprogramy