Microsoft Edge wpadł do Windows Update. Ale będzie tam tylko raz

Strona główna Aktualności
Microsoft Edge wpadł do Windows Update (fot. PHOTOMOSH)
Microsoft Edge wpadł do Windows Update (fot. PHOTOMOSH)

O autorze

Microsoft wydaje się kończyć prace nad opartą o Chrome nową wersją przeglądarki Edge. W bazie wiedzy pojawiła się notatka KB4559309, zastępująca kilka poprzednich na ten sam temat. Informuje ona, że dla systemów operacyjnych Windows 10 1803 i nowszych wkrótce zostanie uruchomiona automatyczna aktualizacja, zastępująca poprzednią wersję Edge, wykorzystującą własny, dedykowany i wzgardzony przez świat silnik.

Ta "doskonała wiadomość dla programistów i entuzjastów nowych technologii" to w praktyce wielopoziomowa porażka Microsoftu w wielkim stylu. Przeglądarki internetowe w Windows pełnią bowiem od dawna bardzo rozbudowaną rolę środowiska uruchomieniowego, wyprzedzając w ten sposób dzisiejsze pomysły, typu Electron, o dwie dekady. Zarzucenie własnej platformy i wprowadzenie cudzej to kolejna forma przyznania się, że stos technologiczny UWP, promowany jako podstawa do nadejścia fali nowoczesnych aplikacji, nie był gotowy na sprostanie swojemu zadaniu.

Przeglądarka jako platforma

Edge, podobnie jak Internet Explorer, nie jest zwykłą przeglądarką. Da się go osadzać w aplikacjach UWP i używać jako "web view" w programach typu PWA (Microsoft próbował tej sztuczki już w 2000 roku, z Internet Explorerem 5.0 i modelem HTA). Dostarcza on przewidywalny silnik rysujący, schemat zabezpieczeń oraz pakiet kodeków. Nowy Edge, oparty o Google Chromium, ma "zastąpić" poprzednika, ale jego usunięcie nie będzie takie proste. Stary Edge pozostanie w systemie w kształcie znacznie bardziej zredukowanym, niż ma to miejsce w przypadku Internet Explorera i docelowo istotnie ma zniknąć zupełnie, ale stan przejściowy będzie nieestetyczny programistycznie i żenujący.

Wycofanie się z EdgeHTML to także porażka w kwestii wdrożenia. Istotnie, Windows Update dostarczy nowego Edge'a i zarejestruje jego składniki jako pakiety systemu. Co więcej, doda także komponent WebView2, umożliwiający osadzanie go jako w aplikacjach i budowanie PWA z jego wykorzystaniem, jak kiedyś. Ale chromowany Edge wcale nie będzie obywatelem pierwszej kategorii w systemie. Mimo kilku programistycznych zabawek, będzie zwykłą aplikacją.

Kiepskie aktualizacje

Instalator Microsoft Edge, zarówno w wersji dla Windows 7 i Windows 10, dostarcza własne narzędzie aktualizacji. Więc Windows Update dostarczy go, ale potem Edge będzie się aktualizował sam. Ma to szereg implikacji. Po pierwsze, oznacza to, że Edge dla Windows 10 to w dużej części taka sama aplikacja, co wersja dla starej Siódemki, co budzi wątpliwości w kwestii optymalizacji (i sensowności korzystania z jakichkolwiek nowych cech systemu).

Po drugie, Windows Update najwyraźniej jest za powolne, zbyt mało godne zaufania i za ciężkie, by aktualizować przeglądarkę tamtędy. Po trzecie, nawet sklep Microsoft Store wydaje się niewystarczający do sprostania temu zadaniu, bowiem to nie on będzie dostarczał aktualizacje. Ale skoro ze sklepu można w zasadzie pobrać tylko Skype'a, nie powinno to dziwić.

To jeszcze nie wszystko. Możliwe bowiem, że to nie ciężkość Windows Update i frustrująca złożoność tworzenia pakietów MSU i APPX stoją za nieobecnością instalatora w usługach aktualizacji. Wbudowany updater Edge'a może być po prostu… zastępstwem dla googleupdate.exe. Ot, żeby się nie napracować za mocno.

Trudno o optymizm

A Edge Chromium nie jest nawet taką dobrą przeglądarką. Podobnie, jak oryginalnemu Edge'owi, brakuje mu wielu mechanizmów synchronizacji, a wbudowany menedżer haseł integruje się z kontem Microsoft, a nie Google. Mając telefon z Androidem i chcąc korzystać z synchronizacji, wybór Edge'a to de facto zdecydowanie się na przemalowany Chrome, który działa gorzej.

Być może wymiana Edge'a to docelowo słuszny krok. Może jego słuszność broni się nawet mimo porażająco marnego stylu, w jakim odbywa się owa migracja. Ale na to przyjdzie poczekać. Na pewno dobrym krokiem byłoby zasilenie obsługi aplikacji PWA oraz możliwość skłonienia frameworku Electron do korzystania z systemowego silnika zamiast własnego. Pozwoliłoby to oszczędzić trochę zasobów, a elektronowe aplikacje są bardzo łakome na pamięć.

© dobreprogramy
s