Piraci w Polsce są niemalże bezkarni i zarabiają grube miliony. Historia serwisu Kinomaniak.tv

Strona główna Aktualności

O autorze

Kinomaniak.tv przez lata był symbolem tego, jak rozrosło się w Polsce piractwo filmów i seriali. Jego zamknięcie przez policję miało zaś być symbolem skutecznej walki z tym procederem – pisze Sylwia Czubkowska z Gazety Wyborczej. Problem w tym, że ciężko mówić o skutecznej walce, kiedy – jak ustalili dziennikarze GW – kary dla winnych są żenująco niskie.

Historia Kinomaniaka rozpoczyna się pod koniec 2010 roku. Ryszard B., były zastępca szefa CBŚ na Warmię i Mazury, po przejściu na emeryturę postanowił spróbować sił w innej branży. Otworzył wraz z synem serwis internetowy z filmami i serialami, oczywiście pozyskiwanymi nielegalnie. Firma oficjalnie zarejestrowana była w rajach podatkowych, takich jak Seszele czy Karaiby, gdzie B. miał również konta bankowe. Ale na drodze dochodzenia ujawniono ponadto związki z kontrahentami polskimi, francuskimi, brytyjskimi czy rumuńskimi.

Partnerzy B. pośredniczyli w procederze przekazywania pieniędzy z powrotem nad Wisłę. Policja zdobyła dowody na przelanie m.in. 4,9 mln zł do banków w Hongkongu, a także dwie kolejne próby przelewu na kwoty 699 tys. zł i 300 tys. euro.

Oszacowano, że przestępcy mogli zarabiać nawet 300 tys. zł miesięcznie. Natomiast dystrybutorzy branży filmowej wyliczyli straty w wysokości 26 mln zł.

Piracki okręt flagowy

Wbrew pozorom żadna z powyższych kalkulacji nie wydaje się przesadzona. W szczytowym momencie działalności Kinomaniak notował 1,5 mln unikatowych wizyt miesięcznie, oferując w bazie ponad 100 tys. pirackich filmów i seriali. A jako że baza serwisu regularnie się rozrastała, systematycznie rosła liczba osób i podmiotów poszkodowanych.

Nic dziwnego, że już w 2012 roku w sprawie Kinomaniaka ruszyło poważne śledztwo. Choć finalnie serwis zamknięto dopiero w styczniu 2014 roku. Wtedy jednak zatrzymani zostali Ryszard B. wraz z synem, a także dwójka ich wspólników. Usłyszeli zarzuty składania fałszywych zeznań, zarabiania na piractwie i prania brudnych pieniędzy. Groziła im kara do 8 lat pozbawienia wolności.

Kara wagi lekkopółśmiesznej

Prokuratura w Olsztynie, która prowadziła sprawę, okazała się znacznie bardziej pobłażliwa. W 2015 roku zawarto z oskarżonymi ugodę, a ci dobrowolnie poddali się karze.

Ryszard B. jako główny inicjator procederu został skazany na 4 lata więzienia w zawieszeniu na 6 lat i 10 tys. zł grzywny. Z kolei jego pomocnicy usłyszeli wyroki po 3,5 roku więzienia, także w zawieszeniu, i grzywny w wysokości, odpowiednio, 10 i 20 tys. zł. Jak nietrudno dostrzec, kontrast pomiędzy zyskiem płynącym z popełnionych przestępstw a karą jest zatrważający.

– Niestety, to wcale nie jest wyjątkowa sytuacja. Policja w ostatnich latach bardzo się sprofesjonalizowała i coraz lepiej daje sobie radę ze ściganiem piractwa, zamykaniem kolejnych serwisów, ale już kary, jakie grożą za ten proceder, nie są specjalnie odstraszające – mówi Wyborczej Teresa Wierzbowska, prezes stowarzyszenia Sygnał, reprezentującego dystrybutorów. I dodaje: – Na pewno nie pomaga nam polskie prawo, które pod wieloma względami jest kilka lat wstecz za o wiele bardziej restrykcyjnymi regulacjami w Europie.

Pytanie tylko, czy rzeczywiście chodzi o regulacje prawne, a nie zbyt pobłażliwe podejście sądu i prokuratury w tej konkretnej sprawie. Za samo czerpanie zysku z nielegalnych treści kodeks karny przewiduje od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. Tymczasem zespół Kinomaniaka nie otrzymał choćby takiej kary. Nie wspominając już o zarzutach utrudniania śledztwa i prania brudnych pieniędzy w modelu podchodzącym pod zorganizowaną grupę przestępczą.

© dobreprogramy