Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Podaruj regał, czyli przedświąteczny przegląd czytników książek

Grudzień to okres świątecznego (czyt. intensywnego) drenażu portfela. Część jego zawartości zostaje przeznaczona na huczne pożegnanie starego roku i rozbudowany w tym miesiącu jadłospis. Jednak jako pierwsza pojawia się na horyzoncie potrzeba zakupu prezentów. Jak zwykle w takim przypadku stajemy przed dylematem: co dać pod choinkę? Modnym ostatnio gadżetem jest czytnik książek elektronicznych. Istnieją co najmniej dwa argumenty (sprawiedliwie: po jednym dla darczyńców i obdarowanych) przekonujące o tym, że jest to dobra decyzja prezentowa. Po pierwsze, czytelnictwo w Polsce jest w dramatycznym stanie. Według badań Biblioteki Narodowej ponad połowa Polaków nie przeczytała w ubiegłym roku nawet jednej książki. Co siódmy deklaruje, że w ogóle nie czyta książek. Gdyby od tej liczby odliczyć osoby uczące się (często czytają, bo muszą), to mielibyśmy obraz totalnej nędzy i rozpaczy. Jesteśmy czytelniczym trzecim światem i nie dziwnym jest, że większość dużych firm księgarskich (głównie z Niemiec i USA) wycofało się lub nie ma ochoty wchodzić na nasz rodzimy rynek. Zatem w ramach walki z wtórnym (bądź pierwotnym) analfabetyzmem ofiarujmy sobie czytniki. Drugim (bardziej pragmatycznym) argumentem jest fakt, że tego typu urządzenia względnie łatwo się pozbyć, jeśli okazałby się nieudanym podarkiem. Choć prezentów nie powinno się sprzedawać, ale i tutaj jest pozytywny aspekt sprawy. Ktoś, kto dostał czytnik (a ma alergię na litery, bądź ma analogową naturę), może łatwo się go pozbyć po okazyjnej cenie, a ktoś inny (kochający alfabet lub elektroniczne gadżety wszelakie) może go kupić po okazyjnej cenie.
Poniżej sporządziłem przegląd kilkunastu urządzeń, w kolejności alfabetycznej, aby nikogo nie faworyzować. W tabeli ująłem podstawowe właściwości i dane techniczne w formie zbiorczej, aby łatwiej było o porównanie. Dla uzupełnienia są też recenzje filmowe (jeżeli są dostępne), aby móc zobaczyć konkretne cudo w akcji. Wszak obraz wart więcej niż tysiąc słów, jak mawia stare chińskie przysłowie. Przykład na poparcie tej tezy na poniższym zdjęciu.

Chiński wynalazek

Przytoczyłem wcześniej chińskie przysłowie, więc na początek obecnie chyba najpopularniejszy czytnik Państwa Środka, czyli Boyue T62+. Jego zmodyfikowane wersje pojawiły się również w Europie (w Polsce pod postacią InkBooka Onyx czy hiszpańskiego Energy Ereader Pro +). To sprzęt dla miłośników Androida. Obsługuje wiele formatów (EPUB, PDF, FB2, MOBI, TXT, RTF, HTML, HTM, CHM, RTF, DOC/DOCX, XLS/XLSX, PPT/PPTX, PDB, DJVU, DJV, ZIP, RAR, 7ZIP, JPG, GIF, TIFF, BMP, PNG), których obsługa zależy od zainstalowanego oprogramowania. Wersja chińska różni się od europejskich możliwością odsłuchiwania muzyki (jest gniazdo 3,5 mm). Dodatkową zaletą jest obecność tak przycisków fizycznych, jak i warstwy dotykowej (dotyk pojemnościowy). Na papierze wszystko wygląda świetnie, ale jak wiadomo, papier przyjmie wszystko. Boyue (i jego krewni) boryka się z tymi samymi problemami, co użytkownicy innych urządzeń z tym systemem. Czyli czasami się zawiesi, ma spore zapotrzebowanie na energię elektryczną i wrażenia praktyczne nie są zbieżne z tymi teoretycznymi (w myśl zasady: nie wszystko złoto, co się świeci). Jeśli jednak nie odstrasza was walka z zielonym robotem (który nie powstał w celu użytkowania go na ekranach e-ink), to jest to całkiem sensowna propozycja. Można go kupić, np.: na AliExpress lub Banggood (często razem z akcesoriami). Warto też wspomnieć, że czytnik posiada polskie menu.

Rodzina inkbooków

Wrocławska firma ArtaTech, kiedyś serwisująca i sprzedająca czytniki chińskiej firmy Onyx Boox, postanowiła się usamodzielnić i obecnie liczy trzech potomków. To czytniki o wdzięcznych nazwach: Classic, Obsidian i (nomen omen) Onyx (który zdaje się odchodzić w niebyt na rzecz tego drugiego). Pierwszy to budżetowa konstrukcja dla nie wymagających cudów użytkowników, której podstawowymi zaletami są: ekran Carta, niezłe wykonanie i ilość obsługiwanych formatów: EPUB i PDF (reflow) z Adobe DRM (ADEPT), MOBI (bez DRM), TXT, FB2, HTML, RTF, CHM. To (na razie) jedyny w tej cenie czytnik z takim ekranem. Poza tym, jak to w tanich urządzeniach, wieje ubóstwem: brak podświetlenia, ekran nie jest dotykowy,nie ma Androida (dla niektórych może to być wadą) i brak mu aplikacji Legimi. Nie grzeszy też prędkością działania i możliwościami konfiguracyjnymi. Jednak nadaje się do czytania i w porównaniu z innymi urządzeniami z dolnej półki, oferuje najlepszy ekran. Kolejne modele (Obsidian i Onyx ) reprezentują półkę wyższą. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że Obsidian jest to mutacja Boyue T63 Shine, którego jeszcze nie ma w sprzedaży (najpewniej Chińczycy czekają na ekrany, bo ten model ma być oferowany z Cartą o wyższej rozdzielczości i zagęszczeniu równym 300 ppi). Jego cechą charakterystyczną jest tzw. Flat Glass Solution, czyli ekran jest jednolity z ramką (podobnie jak w tabletach). Poza inną szatą to ten sam model, co InkBook Onyx. Oferuje ten sam ekran (Carta, 212 ppi) i ma te same możliwości. Te z kolei są zbliżone do tych oferowanych przez Boyue T62+, więc nie ma sensu wypisywać w kółko tego samego.
Osobny akapit należy poświęcić usługom oferowanym z czytnikami InkBook. Są to: Midiapolis Drive (czyli po prostu chmura na dane), Midiapolis News Reader (czytnik kanałów internetowych) i aplikacja Legimi. Ta ostatnia to internetowa wypożyczalnia książek. Dostępna zresztą również jako osobna ofera z czytnikiem (w formie abonamentu). To ciekawy pomysł na czytanie. Płacimy z góry za określoną liczbę przeczytanych stron i mamy miesiąc na jej wykorzystanie. W sumie ciekawa oferta dla dużo czytających, bo najkorzystniejszą (i najdroższą) jest opcja "Legimi bez limitu". Większość książek ma jednak 400 i więcej stron, więc nie warto oszczędzać kilku złotych na pakiecie o stopień niższym. Przydałoby się inna gradacja oferty, co uatrakcyjniłoby ją, bo teraz sensowne są tylko dwa najwyższe pakiety.

r   e   k   l   a   m   a

Podpalacze czytelniczych namiętności

Chodzi oczywiście o czytniki od (nie)sławnej firmy Amazon, czyli Kindle. To właśnie one spopularyzowały elektroniczne czytniki książek (choć prekursorem była firma Sony), łącząc przemyślany ekosystem z dobrej jakości urządzeniem. Wybrałem cztery modele, z czego jeden już nie jest produkowany, ale wciąż można go kupić (Kindle PW2). Pierwsza i podstawowa rzecz, jeśli chodzi o czytnik od Amazona. Nie posiada on menu w języku polskim. Druga, to skąpa obsługa formatów (tylko MOBI, PRC, AZW, AZW3, TXT, PDF). Szczególnie boli brak obsługi formatu ePUB, ale ma to związek z tym, że Amazon korzysta z własnych formatów (MOBI, AZW i AZW3). Można czytać na nim książki w języku polskim, ale obsługa urządzenia jest obcojęzyczna. Jest możliwość spolszczenia, ale raczej to skórka nie warta wyprawki. Jest tak dlatego, że Kindle jest urządzeniem prostym w obsłudze. Poza tym, to najpopularniejszy czytnik w naszym kraju, więc jest duże wsparcie społeczności. Nie brakuje poradników, instruktaży, przewodników, zarówno jeśli chodzi o kupno urządzenia bezpośrednio z Amazonu, wstępnej jego konfiguracji jak i użytkowania. Warto też wspomnieć, iż Kindle nie posiadają możliwości rozbudowy pamięci wewnętrznej (brak slotu na kartę pamięci).
Pierwszy pod młotek idzie nie produkowany już Kindle Paperwhite 2. Przy obecnych promocjach jest to jeden z najbardziej opłacalnych czytników. Ma wszystko,co potrzeba i co znajduje się u konkurencji w klasie wyższej: podświetlenie, ekran dotykowy, dobry ekran z przyzwoitą rozdzielczością i bardzo dobre wykonanie. Jego następcą jest Paperwhite 3 i różni się od poprzednika wyświetlaczem o wyższej rozdzielczości (w tej samej technologii Carta), lekko zmodyfikowanym podświetleniem i zmienionym logo na froncie obudowy. Touch to najtańszy z rodziny Kindli. Nie ma podświetlenia, fizycznych przycisków i wyświetlacza o wysokiej rozdzielczości, ale to wciąż popularny model. Wielu ludzi potrzebuje właśnie czegoś mało skomplikowanego i taki jest właśnie Touch. Sam system jest taki sam jak w wyższych modelach. To też zaważyło na sukcesie Amazona. Zmieniasz czytnik na lepszy i nie trzeba uczyć się go od nowa. To czołowa propozycja w segmencie urządzeń budżetowych. Ostatnim, najbardziej "wyczesanym" modelem jest Kindle Voyage. Mamy w nim wszystko, co najlepsze. Jednopłaszczyznowy ekran o wysokiej rozdzielczości w najnowszej technologii Carta, podświetlenie z czujnikiem dostosowującym automatycznie natężenie (można wyłączyć), przyciski zmiany stron na obudowie (a raczej czujniki reagujące na nacisk wzbogacone o funkcję wibracji) i wykonanie charakterystyczne dla urządzeń z wysokiej półki. Do tego dochodzi (a jakżeby inaczej) "kosmiczna" cena, która byłaby jakimś usprawiedliwieniem, gdyby czytnik miał większą przekątną ekranu.




Klonowy rywal podpalacza

Kolejne czytniki w tej wyliczance pochodzą z kraju najczęściej wyśmiewanego przez Amerykanów. Chodzi oczywiście o Kanadę. Obiektem żartów są najczęście archetypicznie dobre cechy charakteru Kanadyjczyków (grzeczność, skromność itd.). Trochę (a nawet bardzo) to krzywdzące, ale takie opinie spływają po nich jak woda po karibu. Nie słyszałem natomiast, aby żarty dotyczyły jednej rzeczy: kanadyjskich czytników książek. W rzeczy samej nie ma z czego żartować. Czytniki Kobo, bo o nich mowa, to najwyższa światowa półka. W kwestii wykonania i aspektów technicznych, nie ma się do czego przyczepić. Może nie są takie smukłe jak Kindle i wyglądają, jak wyciosane kijem hokejowym z bryły lodu, ale to też może być zaletą (pewniej trzyma się taką bryłę w dłoniach). Bardzo dobry jest również system zaimplementowany na ich urządzeniach. Możliwości konfiguracyjne fontu używanego do wyświetlania treści też robią wrażenie. Wybrałem trzy modele. Wszystkie obsługują następujące formaty: EPUB, EPUB3, KEPUB, PDF, MOBI. JPEG, GIF, PNG, BMP, TIFF, TXT, HTML, XHTML i RTF. Pierwszym jest Aura H2O. Cechuje go większy ekran (6,8 cala) z podświetleniem oraz pyło i wodoszczelność (norma IP67). Oczywiście wyświetlacz to Carta o dużej rozdzielczości. Jako jedyny z trójki posiada slot na kartę pamięci. Należy też wspomnieć, że jest tańszy od Kindle Voyage, co czyni go atrakcyjnym zakupem w klasie premium. Pozycja numer dwa (również należący do wyższej półki) to model Glo HD. Ma standardowej wielkości ekran dotykowy (6 cali) Carta z podświetleniem o gęstości 300 dpi. Z racji podobnej specyfikacji (jak również braku fizycznych przycisków do obsługi) jest naturalnym konkurentem Kindle PW3. Trzeci czytnik to budżetowy Touch 2.0. To druga wersja analoga najtańszego Kindla. Technicznie nie powala na kolana, ale robi, co trzeba. Obsługa jest tylko dotykowa. Biorąc pod uwagę ilość obsługiwanych formatów, Touch 2.0 wydaje się lepszym wyborem od swojego amerykańskiego nienumerowanego imiennka. Czytniki Kobo nie są zbyt popularne w Polsce i zazwyczaj mają wyższe ceny. Jednak bez większego problemu można je kupić w naszym kraju (to popularna marka we Francji).



Chińczyk po rozwodzie

Kolejne dwa czytniki również mają rodowód azjatycki i oprogramowanie z zielonym robotem. To poniekąd taka specjalność: czytnik po chińsku, czyli e-ink z Androidem. Wybrałem dwa modele, które jeszcze można dostać w sklepach i powinny być serwisowane przez wyżej wymienioną wrocławską firmę. Classic (bo tak nazywa się OB C65S) jest podstawowym (czyli tanim) urządzeniem do czytania książek. Nie posiada dotykowego ekranu, ale w porównaniu do cenowych rywali, jego rozdzielczość jest na ponadpodstawowym poziomie. Drugi model z tej stajni, to wyższa półka. Lynx (czyli ryś) to miś na miarę chińskich możliwości (jakby powiedział równy chłop Rysiek). Ma ponadnormatywny dotykowy ekran (6,8 cala) o wysokiej rozdzielczości. Niestety w starszej technologii Pearl (co nie oznacza, że to go dyskwalifikuje), ale z podświetleniem. Oczywiście jest Android, więc można instalować (i deinstalować) różne, mniej lub (częściej) bardziej potrzebne różności. Są też fizyczne przyciski nawigacyjne i zmiany stron (niektórzy nie mogą bez nich żyć).

Sojusz szwajcarsko-ukraiński

PocketBook to marka popularna w Europie Środkowo-Wschodniej, a szczególnie na wschód od Bugu. Posiada komplementarną ofertę czytników, w tym kilka nietypowych, charakteryzujących sie rzadko (bądź wcale) stosowanymi rozwiązaniami. Wszystkie urządzenia posiadają oprogramowanie w polskiej wersji i obsługują szeroką gamę formatów (PDF, PDF (DRM), EPUB, EPUB(DRM), DJVU, FB2, FB2.ZIP, DOC, DOCX, RTF, PRC, TCR, TXT, CHM, HTML, JPEG, BMP, PNG, TIFF, MOBI). Można na nich znaleźć również parę usprawnień użytkowych (np.: Send2PocketBook, czyli analogiczną usługę jak w czytnikach od Amazonu) czy rozrywkowych (gra w szachy, sudoku czy pasjans). Jest też czytnik RSS, możliwość przypisania różnych funkcji klawiszom (bardzo przydatna cecha) a nawet kalkulator. Samo oprogramowanie czytników PB jest zamknięte, ale w ograniczonym zakresie można co nieco zmienić/dołożyć (dodatkowy program do czytania, fonty, słowniki, reguły dzielenia wyrazów). Zatem po kolei.
Peleton otwiera model dla zwolenników guzikowej tradycji,: Basic 2. To tanie urządzenie z nienajnowszym technologicznie ekranem (Pearl, 166 dpi). Tuż za nim dzielnie asystuje mu kuzyn , który lubi dotyk, ale nie stroni od guzików, czyli PB Basic Touch. Poza obsługiwaną funkcją ekranu dotykowego i innego rozwiązania "klawiszologii", jest to ten sam czytnik co model Basic 2. Jego kuzynem odpornym na wodę jest PocketBook Aqua. Pniemy się w górę po drabinie ewolucji i natykamy się na PocketBooka Touch Lux 3. Tutaj oprócz poprzednio wymienionych funkcjonalności mamy jeszcze podświetlenie ekranu oraz zastosowano nowszą jego wersję (Carta, 212 dpi). Model Sense, który był opisywany niedawno na łamach portalu, jest ewolucyjnym odłamem, gdyż poza mniejszym rozmiarem (to chyba najmniejszy czytnik z ekranem 6 cali) i automatyczną regulacją podświetlenia jest lekkim krokiem w tył. Jest tak ponieważ zastosowano poprzedniej generacji ekran (Pearl) o niezłym zagęszczeniu (212 dpi). Poza tym jego cechą charakterystyczną jest umiejscowienie klawiszy wyboru strony. Zamiast na bokach lub pod ekranem, znajdują się na tyle obudowy. Również model Ultra posiada takie rozwiązanie, ale gamę przycisków zwiększono o 4 sztuki, które znajdują się pod wyświetlaczem Carta o takiej samej rozdzielczości, co poprzedni model. To, co czyni go wyjątkowym, to obecność aparatu fotograficznego z funkcją OCR (rozpoznawanie tekstu ze zdjęć), Jak to działa, można przeczytać w recenzji na portalu. Przedostatnim prezentowanym modelem tej firmy jest PB Mini. To wybitnie kieszonkowy maluch, którego recenzowałem już na blogu. W skrócie to 5 cali starszej technologii Vizplex bez podświetlenia i dotyku. Choć rozdzielczość mala, to w połączeniu z mniejszym rozmiarem, oferuje dobrą ostrość wyświetlanego tekstu (200 dpi). Ostatni w peleltonie to zawodnik wagi ciężkiej: PB InkPad. Posiada największy ze wszystkich PocketBooków ekran o przekątnej 8 cali (dotykowy), wykonany w technologii Pearl wysokiej rozdzielczośći (250 dpi). To poważny kandydat do obsługi wszelkiej maści treści dostępnych w postaci plków w formacie PDF. Posiada również podświetlenie i nietypowe rozwiązania z zakresu ergonomii, co wiąże się ze zwiększonym rozmiarem urządzenia.







Wielkopowierzchniowy specjalista

Jeśli InkBooka moożna nazwać dużym, to czytnik Sony jest gigantyczny. Jest to nie tyle czytnik, co wyspecjalizowane urządzenie do odczytu i edycji plików PDF. To zresztą jedyny format, który obsługuje (oczywiście nie posiada polskiego języka w menu). Ekran to całe 13 cali (po przekątnej) elastycznego papieru elektronicznego wykonanego w technologii Mobius. Zagęszczenie na poziomie 150 dpi może nie robi wrażenia, ale czytelność jest więcej niż dobra (rozmiar robi swoje). Do kompletu mamy specjalny rysik, który ułatwia pracę z dokumentami. Jest to najdroższe urządzenie w całej stawce, ale za jak to ze specjalistycznymi narzędziami bywa, trzeba za nie słono płacić i jest równie dostępny, co szczyt góry Fudżi. Do pełni szczęścia (oprócz giętkiego ekranu) brakuje tylko elestycznej obudowy (oraz elektroniki), tak aby można było zwinąć Soniaka i włożyć do tuby na projekty.

Nie będzie Kindle pluł nam w twarz

Tolino to dobry przykład niemieckiej ksenofobii gospodarczej. Brzmi bardzo pejoratywnie, ale to ona jest jednym z fundamentów siły ich gospodarki. Kiedy, np.: firma Porsche wykonuje sesję zdjęciową nowej Carrery, to zdjęcia wykonuje się tylko i wyłącznie aparatami marki Leica. W ten sposób przy okazji jednego wydarzenia (premiera samochodu), robi się reklamę dwóch firm (oczywiście korzystają na tym obie strony). Poza tym, mają przeświadczenie, że mogą zrobić wszystko lepiej od konkurentów. To była siła napędowa do stworzenia marki Tolino. Cel był tylko jeden: wypchnąć czytniki Kindle z rynku. Tak narodził się model Shine, konkurent Kindle Paperwhite. Miał (czy też raczej ma, bo ciągle jest w sprzedaży) wszystko, co konkurent (podświetlenie, ekran HD, obsługę dotykiem i integrację z księgarnią), poza dobrym wyglądem (choć to kwestia sporna). Szczegóły na jego temat można znaleźć w mojej recenzji, więc przejdźmy do kolejnego modelu. Tolino Vision 2 to udoskonalona wersja pierwszego czytnika klasy premium od Niemców. Nowej generacji ekran (Carta, 212 dpi) zespolony z obudową (w poważnej kolorystyce), daje uczucie obcowania z niemieckim luksusem. Trzeba dodać, że wyspecjalizowanym, gdyż ilość obsługiwanych formatów (wszystkie modele) nie poraża: EPUB, TXT, PDF. Choć główny konkurent (Amazon Kindle) też pod tym względem nie zachwyca, to taka ascetyczność trochę smuci. Może pragmatyczni Germanie zrobią coś jeszcze w tej kwestii. Na razie tego nie widać, gdyż w ostatnim czasie wyszły dwa nowe (odświeżone ) modele. Pierwszy to Shine 2 HD a drugi Vision 3 HD. Oprogramowanie (odpowiednio spreparowany Android) jest takie samo (tak, jak wielkość ekranów: 6 cali), więc różnice dotyczą sfery "twardej". Oba posiadają ekrany Carta o pokaźnej rozdzielczości (300 dpi) i ulepszone podświetlenie. Różnice tkwią w technologii dotykowej (modele Shine posiadają czujniki podczerwone, natomiast Vision mają ekrany pojemnościowe) i wodoodpornością (modele Vision). Poza tym w nowym Shine 2 HD zrezygnowano z obsługi kart pamięci. Nadmienić trzeba, że niemieckie czytniki nie posiadają menu w języku polskim i nie można ich kupić w naszym kraju. Oprogramowanie daje się modyfikować w ograniczonym zakresie (fonty, reguły dzielenia, wygaszacz, słowniki), a wykonanie stoi na wysokim poziomie.




Subiektywne posłowie

Jak widać, jest w czym wybierać. Są oczywiście inne konstrukcje, ale skupiłem się na tych, które w danej chwili są dostępne jako nowe w sprzedaży detalicznej. Nie podaję również cen, gdyż często można znaleźć coś w promocji (obniżka ceny lub akcesoria w cenie urządzenia). Biorąc pod uwagę swego rodzaju specjalizację czytników, to różnorodność jest spora. Mamy modele z podświetleniem i bez niego, z oprogramowaniem otwartym (bądź dającym spory zakres personalizacji) lub ascetycznie proste, z przyciskami, obsługiwane tylko dotykiem i hybrydą obu poprzednich sposobów. W każdym bądź razie wybór jest. Osobną kwestią jest, jak to wszystkie marketingowe obietnice mają się do rzeczywistości. Android, choć kusi otwartością oprogramowania, to problemem jest apetyt na energię (trzeba je częściej ładować). Nie wszystkie programy do czytania wspierają obsługę ekranów e-ink (dlatego też w czytnikach jest osobny klawisz do wymuszonego odświeżenia), co skutkuje dramatycznym wzrostem tzw. ghostingu ("przebicie" tekstu, obrazu na ekranie jako pozostałość z poprzednich stron). Z kolei czytniki PocketBooka posiadają mniejszy kontrast wyświetlaczy w porównaniu z konkurencją (mimo zastosowania tej samej technologii). Część modeli nie posiada menu w języku polskim (głównie z racji tego, że nie są sprzedawane na naszym rynku). Urządzenia InkBook zachęcają własnymi funkcjonalnościami, ale na skutek niedopracowanego oprogramowania, mają problem z ich użytecznością (pomijając standardowe "przypadłości" androidowych czytników). Kindle, jeśli można tak napisać, mają swój świat, który nie każdemu przypadnie do gustu. Podobnie jest z Tolino, tylko w tym przypadku urządzenia wspierają najpopularniejszy format książek czyli EPUB. Z kolei czytniki z większymi ekranami (dla potrzebujących normalnej obsługi plików PDF) sporo kosztują. Jak to w życiu, nie ma ideału i trzeba lubić, co się ma lub wymienić na droższe.

Źródła:

  • www.goodereader.com

  • www.youtube.com

  • www.lesen.net

  • www.ALLESebook.de

  • www.cyfranek.booklikes.com/

  • www.forum.eksiazki.org

  • www.swiatczytnikow.pl

  • www.blog.czytio.pl


 

sprzęt urządzenia mobilne hobby

Komentarze