Pokémon Pink. Wyciekł kod źródłowy gry

Strona główna Aktualności
Pokémon Pink. Wyciekł kod źródłowy gry (fot. Kamil Dudek)
Pokémon Pink. Wyciekł kod źródłowy gry (fot. Kamil Dudek)

O autorze

Dokonane dwa lata temu włamanie do sieci i zasobów Nintendo skutkuje nieustającym (acz powolnym) strumieniem zastrzeżonych, testowych i nieznanych produktów firmy, głównie związanych z serią Pokémon. Im starsze są to znaleziska, tym ciekawsze. W ten sposób poznaliśmy między innymi próbną wersję gry z 1993 roku, półlegendarne demo Gold and Silver, zamrożone na ponad rok z powodu afery z Porygonem oraz wczesną wersję grafik dla generacji czwartej.

Do zbioru łupów zgromadzonych przez (aresztowanego już) włamywacza dołączył niedawno kod źródłowy gry Pokemon Yellow, bogaty w zbiór wstawek sugerujących, że na którymś etapie rozwoju, planowano wydanie jej do pary z drugą, zwaną Pokemon Pink. Kompanem gracza byłby w niej nie Pikachu, a Jigglypuff lub Clefairy. Pomysł zarzucono najwyraźniej jednak dość prędko, bowiem poza flagami oznaczającymi budowanie wersji Pink, w odkrytym kodzie nie ma żadnych assetów unikatowych dla niej.

Archeologia ze znakiem towarowym w tle

Odkrycie jest ciekawe również z powodów technicznych, niezależnych od kwestii Pokemonów. Nintendo Game Boy był oparty o ośmiobitowy procesor LR35902, posiadający wiele cech układów i8080 oraz Z80. Ze względu na skromne możliwości sprzętowe, gdy na ową platformę powstawały w zasadzie wyłącznie w natywnym asemblerze, budowanym za pomocą dedykowanych narzędzi. Pierwszym problemem w pracy ze starym kodem nie jest zrozumienie go, a zrekonstruowanie sprawnego środowiska budowania.

W przypadku Game Boya nie jest to wcale takie łatwe. Istnieje co prawda dzisiejszy zbiór narzędzi umożliwiających budowanie obrazów ROM gier Game Boy, ale łańcuch używany 25 lat temu pozostaje niekompletny. Virtualboy SDK zawiera kilka narzędzi do kompilacji dla GB, ale zestaw przygotowany przez firmę Intelligent Systems zaginął w mrokach dziejów. Późniejsze wersje, działające w systemach MS-DOS i Windows, pozwalają zbudować ze źródeł plik GB, ale wymagają lekkiej modyfikacji plików celem działania.

Biznes wygrywa z techniką

Widać też, że niemal od zawsze plany są większe i piękniejsze od rzeczywistości. Planowano wydać dwie gry, ale wysycenie rynku było za wysokie, a ogrom pracy zbyt drogi, by kontynuować ten scenariusz. Wstępne plany dość prędko okrojono z powodów rynkowo-budżetowych.

Dokonano jednak cięć ściśle technicznych. Pokemon Yellow miał być grą inspirowaną anime (które było inspirowane grą). Dziwnym, acz wyróżniającym zabiegiem w anime, mającym na celu wytresowanie dzieci w zapamiętywaniu zastrzeżonych znaków towarowych, było wypowiadanie przez wszystkie postaci swoich imion. Tę głupawą cechę usiłowano przeportować do wersji Pink and Yellow. Ubogi system dźwiękowy Game Boya wymusił zarzucenie tego ambitnego planu. Własne dźwięki zyskała tylko pudełkowa maskotka, a i tak udało się to niemal cudem.

Junichi Masuda wspominał, że zmuszenie przenośnej konsolki z 1989 roku do gadania jak Pikachu było naprawdę trudne. Dlatego kilkanaście innych dźwięków, które można znaleźć w kodzie (a następnie zbudować i przekonwertować do Wave) nie jest wykorzystanych w grze. Zamiast tego zdecydowano się tylko na modyfikacje fabularne oraz kilka zabawek, jak Pikachu drepczący za graczem oraz mechanizm poziomu szczęścia.

Vaporware by half

Pokémon Yellow dołącza tym samym do pokaźnego grona oprogramowania, którego nie udało się dostarczyć w planowanym kształcie. Wygrywa przy tym w każdej konkurencji, zbierając cięgi z powodu jednoczesnych ograniczeń technicznych, budżetowych, programistycznych i marketingowych. A gry nie tworzyła armia juniorów kaleczących JavaScript, a grupa biegłych w asemblerze talentów.

Odnaleziony kod źródłowy jest oczywiście chroniony prawem autorskim. W przeciwieństwie do ROM-u z próbnym demo, oryginalne źródła prawdziwego produktu są już poważnym naruszeniem praw Nintendo do swojej własności. Są oczywiście grupy, które zupełnie się tym nie przejmują i zapewne wkrótce czeka nas zalew przeróbek oraz wyekstrahowanych materiałów, opisanych z absurdalną dokładnością.

Piwnice pełne ekspertów

I to własnie jest ostatnia interesująca kwestia w temacie takich wycieków. Zawsze wkrótce po nich pojawiają się ludzie biegle posługujący się zapomnianymi narzędziami sprzed trzech dekad, którzy poświęcają niesamowite ilości czasu celem przetrzepania wszystkich materiałów, zbudowania ich, wyeksportowania grafik, map, dźwięków oraz tekstów. I nie mowa tu o dwóch, trzech osobach, a o całych sztabach ludzi, zrzeszonych w tuziny wielkich portali, społeczności i kanałów IRC/Discord.

Jeżeli zatem ktoś uznawał scenę z "Dnia Niepodległości", w której do pozaziemskiego komputera załadowano wirusa napisanego na Maku za nierealistyczną, należy pokazać mu, co dzisiejsi nastoletni hobbyści wyczyniają z japońskimi ROM-ami Pokemonów z 1995 roku.

© dobreprogramy
s