Potężna koalicja przeciw wtyczkom Kodi. Ale bez obaw, odtwarzacz cię nie zabije

Strona główna Aktualności
image

O autorze

W ostatnich dniach użytkownicy wielu nieoficjalnych wtyczek do odtwarzacza Kodi mogli zauważyć, że coś z nimi nie tak – nie działają tak dobrze jak wcześniej, a próby aktualizacji nie przynoszą rezultatów. To nie przypadek, ich repozytoria po prostu przestały odpowiadać. Cały ekosystem nieoficjalnych wtyczek Kodi stał się obecnie celem ataku organizacji antypirackich, które wreszcie zorientowały się, że to już nie torrenty są głównym wrogiem, lecz podpięte do telewizorów pudełeczka, dające ludziom na wyciągnięcie ręki darmowy dostęp do filmów i seriali.

Do pierwszego wielkiego ataku na wtyczki Kodi doszło w czerwcu tego roku. Wówczas to operator jednego z najpopularniejszych repozytoriów Kodi, TVaddons.ag, schował głowę w piasek po tym, jak do sądu dystryktowego w Teksasie wpłynął pozew sieci satelitarnej Dish Network. Wraz z operatorem zniknęło repozytorium, hostujące około 1500 wtyczek. Nie był to pierwszy atak w ogóle – kilka tygodni wcześniej doszło do zlikwidowania niewielkich izraelskich repozytoriów.

Teraz na celowniku znaleźli się sami deweloperzy. Organizacje antypirackie uderzyły w najbardziej wrażliwy punkt. jsergio123, twórca wtyczek urlresolver i metahandler, wykorzystywanych przez inne służące do oglądania spiraconych treści wtyczki, otrzymał groźby z Hollywood, po których zdecydował się zaprzestać dalszej pracy nad tym oprogramowaniem.

Kilka dni później namierzono człowieka używającego pseudonimu The_Alpha, który najprawdopodobniej był operatorem popularnego repozytorium Colossus. Dostał on na swój domowy adres w Wielkiej Brytanii list od wszechpotężnego Alliance for Creativity and Entertainment (ACE), za którym stoją m.in. Columbia Pictures, Warner Bros, Disney Enterprises, Paramount Pictures, Twentieth Century Fox, Netflix i Amazon Studios. Chwilę po otrzymaniu listu, repozytorium Colossus zniknęło z sieci. Nie ono jedno… po kilkunastu godzinach umilkł Ares, a później przestało odpowiadać Noobs and Nerds.

Feniks z popiołów

Utrata repozytoriów nie jest dla społeczności tak bolesna, jak utrata kluczowych wtyczek infrastruktury, szczególnie urlhandlera. Wtyczka ta służyła do pozyskiwania linków ze stron internetowych, przekształcając je do formatu możliwego do podania bezpośrednio do Kodi. Oszczędzało to twórcom wtyczek do Kodi konieczności samodzielnego zgłębiania formatów stron, na których linki były publikowane – to naprawdę tytaniczna praca, tym bardziej, że same pirackie strony publikujące takie linki często formaty zmieniały. Dla nich użytkownicy Kodi to piracący ich piraci.

Co dalej z niezależną sceną Kodi? Najwyraźniej to nie koniec. Anonimowo deweloperzy przyznają, że spodziewali się kłopotów. Po prostu nie kłopotów na taką skalę. Nikt nie spodziewał się powstania tak potężnego sojuszu, szczególnie z udziałem Amazonu. Oni dostarczają moje zakupy spożywcze, nie spodziewałem się tego od nich – stwierdził jeden z tych, którzy otrzymali list od ACE.

Niemniej jednak forma przeprowadzonego ataku na scenę dowodzić ma dogłębnego jej niezrozumienia przez ludzi w krawatach. Scena Kodi jest całkowicie rozproszona, nie ma żadnego centralnego punktu. Zlikwidowanie Colossusa czy Aresa nie likwiduje piractwa, pojawiają się kolejne repozytoria, wtyczki są forkowane i podejmowane przez innych. Widać to było dobrze po zniknięciu ze sceny słynnego programisty Lambda, autora wtyczki Exodus. Dziś nie tylko Exodus jest rozwijany przez innych ludzi, ale doczekał się ulepszonych forków, takich jak np. Poseidon. Wiele z nich robionych jest przez bardzo młodych, zdolnych ludzi, którzy najwyraźniej żyją gdzieś poza anglojęzycznym światem i jego prawami. A że póki co Internet jest wciąż jeden i dla wszystkich… stworzone przez nich dodatki trafiają do użytkowników także w USA czy Wielkiej Brytanii.

Odtwarzacz Kodi może cię zabić?

Organizacje antypirackie zaczęły więc próbować innych strategii. Najciekawsza jest chyba nowa akcja medialna, przeprowadzana właśnie w Wielkiej Brytanii. Tamtejsze tabloidy na pierwszych stronach zaczęły pisać, że „odtwarzacze Kodi mogą zabić swoich właścicieli”. Szokujące, prawda? Aż strach sięgać po pilota po przeczytaniu takiego nagłówka, w końcu życie milsze niż nowy odcinek serialu. O co jednak naprawdę chodzi? Otóż antypiracka organizacja Federation Against Copyright Theft (FACT) poprosiła organizację Electrical Safety First o przeprowadzenie testów dostępnych na rynku brytyjskim chińskich komputerków z preinstalowanym Kodi.

Z przeprowadzonych testów wynika, że 100% popularnych urządzeń do nielegalnego streamingu nie spełnia krajowych norm bezpieczeństwa elektroenergetycznego – ostrzega FACT. Oczywiście nie wspomniano, że wszystkie przetestowane dziewięć modeli urządzeń zostało dostarczonych do Electrical Safety First właśnie przez FACT, a w większości wypadków niespełnianie norm wynikało z braku właściwych znaczków na opakowaniu. Słabo by to brzmiało w nagłówku tabloidu.

© dobreprogramy

Komentarze