Program zamiast przeglądarki: aplikacje webowe w jednym miejscu dzięki Station

Strona główna Aktualności
image

O autorze

W dawnych czasach przeglądarki służyły po prostu do przeglądania zawartości Internetu. Od przynajmniej dekady służą jednak jeszcze jednemu celowi, do którego tak sobie się nadają – uruchamianiu oprogramowania. Aplikacje webowe są wszechobecne i w niektórych kategoriach (np. jako klienty poczty) wyparły swoje desktopowe odpowiedniki. Mimo to przeglądarki wciąż wyglądają tak, jakby służyły wyłącznie przeglądaniu stron internetowych w kartach, pod względem ergonomii po prostu nie sprawdzają się jako środowisko uruchomieniowe. Jak lepiej radzić sobie z aplikacjami webowymi? Twórcy aplikacji Station uważają, że znaleźli na to sposób.

Takie sztuczki widzieliśmy już wcześniej, w multikomunikatorze Franz. W jednym oknie dostawaliśmy interfejsy webowe wszystkich chyba popularnych komunikatorów, w tym Facebook Messengera, Telegram, Skype, WhatsAppa, Discorda i Slacka. W wypadku aplikacji Station mamy do czynienia z krokiem dalej. Ma ona za zadanie połączyć wszystkie aplikacje webowe w jednym wygodnym, sprzyjającym produktywności interfejsie.

Technologia nie będzie dla nikogo zaskoczeniem. To po prostu przeglądarka Chromium z platformą Electron, na której działa napisany w JavaScripcie i HTML interfejs użytkownika. W tym wypadku zastosowanie tej technologii jest jak najbardziej zrozumiałe, to nie jest suwak do regulowania jasności monitora. W końcu coś te aplikacje webowe musi uruchamiać.

Po zainstalowaniu aplikacji, obecnie dostępnej na Windowsa i macOS-a (wersja linuksowa w przygotowaniu), pierwszą czynnością jest zalogowanie się do konta Google. Domyślnie Station uruchamia bowiem aplikacje Gmaila, Dysku Google i Kalendarza Google – nie możemy z nich zrezygnować. Później dostajemy oczywiście możliwość łatwego zainstalowania innych aplikacji. Na liście wspieranych znajdziemy kilkaset pozycji.

„Zainstalowanie” oznacza tu wyświetlenie widoku logowania aplikacji, dodanie odpowiedniej ikony do docka z lewej strony okna Station, przejęcie mechanizmu powiadomień i połączenie z wbudowaną wyszukiwarką.

Taka integracja naprawdę się sprawdza. Powiadomienia są wyświetlane w bocznym pasku, nie przeszkadzając na pulpicie. Jeśli chcemy, możemy włączyć tryb skupienia, w trakcie którego aplikacja nie będzie rozpraszać powiadomieniami.

Przełączanie się między aplikacjami odbywa się błyskawicznie. Jak twierdzą deweloperzy Station, stara się ona oszczędzać zasoby systemowe, usypiając nieużywane aplikacje webowe. Trochę pamięci operacyjnej jednak trzeba mieć, w Windowsie 10 z podstawowymi trzema aplikacjami Google’a Station zajęło około 170 MB. Gdyby zrobić z tego kompletne środowisko pracy z kilkunastoma aplikacjami, będzie tego oczywiście znacznie więcej.

Mimo tego Station naprawdę się nam podoba. Zintegrowanemu systemowi powiadomień przydałaby się możliwość kontrolowania ich wysyłania per aplikacja, przydałby się też jakiś menedżer haseł, ale nawet w obecnej wersji aplikacja jest znacznie wygodniejszym rozwiązaniem, niż uruchamianie poszczególnych aplikacji webowych w kartach przeglądarki, nawet jeśli są to przypinane karty.

Station znalazło się w naszej bazie oprogramowania na Windowsa.

© dobreprogramy