Rajdy na e-lekcje. Swastyki, wulgaryzmy i krzyki – tak młodzi "radzą" sobie z nudą

Strona główna Aktualności

O autorze

Trollowanie to straszna choroba internautów. Teraz działalność "żartownisiów" przybrała na sile, a ich ofiarami są nauczyciele, próbujący prowadzić e-lekcje w okresie pandemii. Co gorsza, uczniowie sami udostępniają trollom dostęp do klasowych komunikatorów i sądzą, że to zabawne.

Mija już ponad tydzień od oficjalnego startu e-lekcji w Polsce. Nauczyciele, zmuszeni przez trwającą pandemię koronawirusa, prowadzą nauczanie za pośrednictwem komunikatorów internetowych. Częstym wyborem jest Discord, który sami niedawno polecaliśmy. Niestety, jeśli nie skonfigurujemy odpowiednio serwera, dostęp do niego może uzyskać każdy, kto otrzyma link z zaproszeniem.

Efekt? Zdarza się, że uczniowie rozsyłają zaproszenia do serwerów Discord obcym osobom. W rezultacie podczas lekcji nagle do serwera dołącza kilkunastu nieznanych użytkowników. To właśnie tak zwany rajd. Z głośników wydobywa się stek przekleństw, krzyki lub innego rodzaju hałas, uniemożliwiający prowadzenie lekcji. Czat tekstowy zalewany jest obraźliwymi obrazkami czy swastykami. Nauczyciel nie bardzo rozumie, co się dzieje, ani jak nad tym zapanować - i opuszcza lekcję.

Nagrania trafiają na YouTube'a, TikToka czy Instagrama. Wrzucają je zarówno autorzy tych wyczynów jak i świadkowie. W komentarzach pod filmikami znajdziemy nawet prośby o zrobienie rajdu podczas czyjejś lekcji. Szybko znajdują się chętni, którzy się tym zajmą. Sami też w komentarzach pytają o linki do serwerów Discord. 

Część z nagrań to fałszywki i łatwo je rozpoznać. Niestety część to już nasza rzeczywistość. Co więcej, nawet jeśli wideo powstaje na fałszywym serwerze, to nadal jest niebezpieczne, bo inspiruje najmłodszych do takiego samego działania. Ten prostacki trolling bawi niektórych komentujących, ale znajdziemy też sporo negatywnych opinii. Uczniowie też z pewnością nie są zadowoleni z utrudniania im procesu nauki, który już w tym momencie jest wystarczająco ciężki.

Rajdy na e-lekcje odbywają się nie tylko w Polsce - to problem globalny

Trolling na lekcjach internetowych to nie tylko przypadłość Polaków. Po wpisaniu w wyszukiwarce YouTube'a haseł "zoom raiding" lub "online class raids troll" znajdziemy całe kompilacje. Niektóre z nich mają nawet miliony wyświetleń.

Te lekcje odbywają się z pomocą aplikacji internetowej Zoom. Zasada działania jest identyczna. Aby dołączyć do wideokonferencji, trzeba otrzymać link z zaproszeniem. Każda z posiadających hiperłącze osób może przesłać go dalej. Efekt jest ten sam co w przypadku polskich zajęć prowadzonych przez Discorda.

Niemądra zabawa dotyka nie tylko uczniów. Trolle dołączają nawet do do wideorozmów osób należących do... grup AA. Nie tylko wprowadzają chaos, ale też bezczelnie obrażają ich członków.

Przy okazji warto przypomnieć, że trolle nie są jedynym zagrożeniem dla użytkowników Zooma. Kilka dni temu pisaliśmy o próbie oszustwa polegającej na rejestrowaniu domen zawierających słowo "Zoom". Część z nich już jest wykorzystywana do oszustw.

© dobreprogramy
s