Samsung ma pomysł, jak konkurować z najtańszymi markami smartfonów. Dlatego zmienił zdanie

Strona główna Aktualności
Gigant szykuje się na powrót do chińskich fabryk, fot. Shutterstock.com
Gigant szykuje się na powrót do chińskich fabryk, fot. Shutterstock.com

O autorze

Co jest najistotniejszym czynnikiem decydującym o zakupie w przypadku smartfona klasy niższej? Jest oczywiste, że cena. Dostrzegli to przedstawiciele Samsunga, coraz bardziej odczuwając na plecach oddech chińskiej konkurencji. Rywali chcą pokonać ich własną bronią.

W październiku Samsung zamknął ostatnią własną fabrykę w Chinach. Tłumaczył wówczas, że produkcja w Państwie Środka utraciła sens ekonomiczny. Odkąd lokalni producenci, tacy jak Huawei, Oppo czy Xiaomi, zaczęli odgrywać role pierwszoplanowe, udział koreańskiej marki na tamtejszym rynku stopniał do poziomu 1-2 proc. Jasne, w Chinach znajdują się fabryki produkujące towar wyłącznie na eksport, ale tu zapewne swoje zrobił także pierwiastek polityczny. Nie od dziś wiadomo, jak bliskie są stosunki Korei Płd. ze Stanami Zjednoczonymi i jak Seul zapatruje się na wojnę handlową USA z Chinami.

Plan przedsiębiorstwa zakładał przeniesienie linii produkcyjnych z Chin do Wietnamu lub Indii. Tyle że, jak podaje South China Morning Post, nie dokonano zawczasu kalkulacji kosztów. Ponoć Wingtech, inna chińska fabryka świadcząca Samsungowi usługi jako podwykonawca, wytwarza poszczególne podzespoły nawet 30 proc. taniej niż nowi partnerzy.

Z Chinami nikt nie wygra

Powołując się na anonimowego przedstawiciela Samsunga, SCMP donosi, że firma niebawem powróci do produkcji na terenie Chin. Nie przywróci jednak własnej fabryki, a skorzysta z outsourcingu. Mimo wszystko, według ujawnionych informacji, Chiny miałyby odpowiadać za nawet 20 proc. całkowitej produkcji. Ze szczególnym naciskiem na sprzęt klasy niższej, oferowany w przedziale cenowym do 250 dol.

CW Chung, szef południowokoreańskiej firmy inwestycyjnej Nomura, nie ma wątpliwości. – Low-end stał się dla Samsunga prawdziwym utrapieniem – mówi Chung. Słusznie zauważa, że zwłaszcza w gospodarkach wschodzących, czy to w regionie Azji Południowo-Wschodniej czy Ameryki Południowej, klient patrzy przede wszystkim na cenę. A pod tym względem nikt nie dorówna Chinom, gdzie koszty pracy są minimalne.

Potwierdza to wspomniany przedstawiciel Koreańczyków. – Rozumiemy, że logika zwiększania wielkości produkcji przez chińskich kontrahentów to strategiczna decyzja biznesowa – wyznaje. Dodając jednak, że nie wszyscy "są z takiej koncepcji zadowoleni".

Galaxy A made in China

Zadowoleni czy nie. Stara zasada głosi, że w biznesie nie ma miejsca na sentymenty. Apple od lat zleca produkcję tajwańskiemu Foxconnowi, o którym powszechnie wiadomo, że dysponuje zakładami na terenie Chin kontynentalnych. Czego więc miałby obawiać się Samsung? Zwłaszcza, że wcale nie chodzi o większą cześć oferty, a tylko wybrane produkty klasy niższej, ze smartfonami serii Galaxy A na czele. – Dzisiaj rynek smartfonów to regularna bitwa cenowa. To stało się jak gra survivalowa – ucina temat były dyrektor wykonawczy Samsunga, Kim Yong-serk.

© dobreprogramy