AVerMedia ExtremeCap UVC — pierwsze wrażenia z użytkowania

Przechwytywanie strumienia wideo z dowolnego urządzenia i natychmiastowa możliwość streamingu, twórcom internetowego contentu przez długi czas sprawiało wiele problemów. AVerMedia ExtremeCap UVC (BU110) ma ten stan rzeczy odmienić na lepsze. Czy była to próba udana?

Bezpośrednie przechwytywanie obrazu z dowolnej kamery i natychmiastowe streamowanie lub zapis do pliku od dawna znajdowały się w orbicie zainteresowań YouTuberów i nie tylko. Rynek niestety nie rozpieszczał. Przez długi czas jedynym dostępnym rozwiązaniem było Magewell XI100DUSB. Jak pewnie się domyślacie cena na poziomie 299 dolarów i słaba dostępność w Polsce nie przysłużyły temu urządzeniu popularności. Dużo później do gry weszło bardziej przystępne rozwiązanie Elgato Cam Link, ale obecnie nabyć je w rozsądnej cenie będzie prawdziwym wyczynem.

Na ring wkracza AVerMedia

Nie załamujcie rąk z rozpaczy, bowiem „your friendly neighborhood” AVerMedia znów wkracza do sytuacji by uratować dzień przed totalną katastrofą. Niespełna półtora roku temu firma zaprezentowała w segmencie rozwiązań profesjonalnych ExtremeCap UVC (BU110). W bardzo dużym skrócie jest to Elgato Cam Link, tyle, że z większym zakresem możliwości, przy cenie teoretycznie nieprzekraczającej tysiąca złotych. Sprzęt pozwala na bezpośrednie przechwytywanie nieskompresowanego obrazu 1080p@60Hz z dowolnego urządzenia wyposażonego w port HDMI. Może być to kamera, lustrzanka, kompaktowy aparat fotograficzny, smartfon, tablet itd.



Przechodząc do oględzin niewielkiego opakowania nabywca otrzymuje: wspomniany grabber BU110, dwa przewody USB 3.0 (Typ-A na C oraz Typ-C na Typ-C) i skrótową instrukcję obsługi. ExtremeCap UVC to niewielka skrzyneczka o rozmiarach 85 x 43 x 17 mm i wadze nieprzekraczającej 90 g. Całość wykonano z solidnego aluminium, dlatego niestraszne będą wszelkiego rodzaju otarcia, wstrząsy czy nawet upadki. Na froncie umieszczono podłużną diodę sygnalizującą stan pracy. Po jednej stronie mamy wejście HDMI, a po drugiej wyjście USB Typ-C.

Przygotowanie do pracy

BU110 zaprojektowano z myślą o pracy mobilnej. Dlatego nie potrzebuje zewnętrznego zasilania. Jednocześnie jest to urządzenie typu Plug&Play, dzięki czemu nie wymaga żadnych dodatkowych sterowników. Systemy Windows, Linux i OS X powinny z miejsca wykryć podpięty sprzęt. „Pingwin” wspierany jest od wersji 14.04, „Jabłuszko” od wersji 10.10, natomiast „Okienko” od Windows 7 SP1 do współczesnej Dziesiątki. W menadżerze urządzeń Windows poprawnie wykryty sprzęt powinniście szukać w zakładce Urządzenia do obrazowania.



Pozostaje jeszcze problem oprogramowania. Jest ono niezbędne do wykorzystania ExtremeCap UVC. Jak zdążyła nas przyzwyczaić AVerMedia, prócz jej autorskiego programu RECentral, użytkować możemy zewnętrzny soft w postaci choćby: OBS (Windows, Mac), XSplit (Windows), Edius Pro 8 (Windows), VLC (Mac). W kwestii wymagań sprzętowych producent prócz 8 GB pamięci RAM rekomenduje minimum i5-4440 i GTX 660, zaś dla mobilnych i7-4810MQ oraz GTX 870M. Większość grabberów AVerMedii opartych o interface USB wspiera wyłącznie chipsety Intela, dlatego użytkownicy platform AMD będą prawdopodobnie zmuszeni obejść się smakiem.

Użytkowanie w praktyce

Podczas testów użyłem kilku urządzeń. Z jednej strony był komputer stacjonarny w następującej konfiguracji: i5-4460, GTX 760, 8 GB DDR3 1833MHz oraz Windows 7 SP1. Obok czekał natomiast notebook Lenovo IdeaPad 320S: i3-7130U, Intel HD Graphics 620, 4GB DDR4 i Windows 10. Jako źródło obrazu posłużyłem się lustrzanką Canon 650D oraz konsolą Xbox One. W kwestii oprogramowania kolejno sprawdzono RECentral 4 ver. 4.0, 4.2 i 4.3.

Już na samym wstępie należy wyjaśnić, iż BU110 nie jest urządzeniem typu Pass Through. To znaczy, jeśli chcecie uzyskać jednocześnie obraz z konsoli na telewizorze i monitorze konieczny będzie odpowiedni rozgałęźnik HDMI. Bez niego skazani jesteśmy wyłącznie na podgląd z konsoli na ekranie komputera w programie RECentral. Opóźnienia sygnału są bardzo niskie, ale mimo tego i tak należy spodziewać się delikatnej różnicy między akcją na kontrolerze a reakcją na ekranie. Jednocześnie po stronie ExtremeCap nie zachodzi żadna wstępna kompresja czy obróbka obrazu, dlatego tak ważnym jest zachowanie odpowiedniej specyfikacji komputera, ponieważ to on ponosi główny ciężar pracy.

Jak można było się spodziewać, notebook wyposażony w procesor i3 oraz zintegrowany układ graficzny Intela, to trochę za mało, jeśli chcemy komfortowo korzystać z AVerMedia ExtremeCap UVC. Zarówno przy przechwytywaniu obrazu z konsoli w jakości 720p@30Hz, jak i nagrywaniu materiału z lustrzanki Canon, dały się we znaki opóźnienia i brak pełnej płynności obrazu. Jednym słowem mobilni twórcy muszą zaopatrzyć się mocniejszy notebook, gdzie zagości szybka dedykowana karta graficzna oraz nieco więcej RAM-u. Jak przystało na niewielkie rozmiary ExtremeCap UVC nie pobiera zbyt wiele energii, dlatego nie trzeba przejmować się na zapas stanem baterii notebooka.



W odniesieniu do wcześniejszych testów AVerMedii, także i w tym przypadku użyta stacjonarka z leciwym i5 oraz GTX 760 wystarczyła w zupełności, aby nagrywać materiał wideo 1080p@60Hz. Obciążenie procesora nie przekracza 45%, zaś układu graficznego 80%. Co ciekawe podczas testów największe problemy sprawiał aparat Canon 650D. Po podpięciu wszystkich komponentów BU110 przez chwilę świecił niebieską diodą sygnalizującą gotowość do pracy. Niestety, ani na notebooku, ani na PC program RECentral nie pokazywał obrazu z aparatu (poza dwoma przypadkami). Po kolei zostały sprawdzone trzy kolejne wersje oprogramowania AVerMedii, plus test wykonano jeszcze z użyciem OBS. Ostatecznie po minucie pracy BU110 sylabizował przejście diody w kolor czerwony, co oznacza błąd po stronie urządzenia sygnałowego, w tym przypadku aparatu.

Końcowe efekty

Nie mniej, przeprowadzone próby o dziwo zakończyły się nagraniem kilku materiałów wideo. Po kilkudziesięciu eksperymentach i przewertowaniu wątków w bezkresnym oceanie forów internetowych, udało się dojść do konstruktywnych wniosków. Lustrzanka Canon 650D nie słynęła z dopracowania funkcji nagrywania filmów, a poza tym jest to konstrukcja niemal, że sześcioletnia. Innymi słowy nasze „lusterko” było jedynym prowodyrem niechcianych komplikacji, czego dowodem było chociażby nagranie solidnego materiału bezpośrednio z konsoli. Dlatego, jeśli chcecie skorzystać z dobrodziejstw ExtremeCap UVC musicie jednocześnie zadbać o odpowiednie oporządzenie. Leciwy sprzęt fotograficzny, jak widać powinniśmy zostawić na półce.


Samo użytkowanie ExtremeCap UVC to banał, z którym poradzi sobie nawet dziecko. Nie wymaga od nas zbyt wielkiej ingerencji poza instalacją odpowiedniej wersji RECentral lub innego softu do nagrywania. Jakość obrazu, jaką dostarcza ten mały grabber, powinna zadowolić nawet największych malkontentów. Musicie być jednak przygotowani na każdą okoliczność, przez co zaopatrzenie się w całą masę przejściówek i przełączników może okazać się koniecznością. Klasyczny port HDMI w mobilnym świecie powoli schodzi na drugi plan. Tym samym podpięcie BU110 pod przykładowo tablet Apple, smartfon albo współczesną lustrzankę nieposiadającą już standardu HDMI, będzie wymagać od nas nieco inwencji twórczej. Co ciekawe, AVerMedia przewidziała jeszcze alternatywę w postaci modelu BU111 wyposażonego w port SDI.

Na samym początku wspomniałem, że cena teoretycznie nie przekracza tysiąca złotych. W niektórych sklepach wysyłkowych można znaleźć oferty oscylujące w granicach 950 zł. Jednak w Internecie znajdziemy również sprzęt za grubo powyżej 1100 zł, dlatego lepiej nie poprzestawać na pierwszej lepszej znalezionej aukcji. Dla 95% użytkowników cena za tak niewielki sprzęt będzie czystą abstrakcją. Mimo niepozornych gabarytów jest to w pełni profesjonalne narzędzie, którego możliwości wykorzystają twórcy contentu – czyli pozostałe 5% populacji Sieci. Reasumując, jeśli szukacie skutecznej metody na wyjście ze swojego studia AVerMedia ExtremeCap UVC będzie zdecydowanie rozwiązaniem dla Was.