Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

FantAsia: test telefonu Elephone P8 Mini. Maksimum możliwości przy mini cenie?

Firma Elephone stale zalicza wzloty i upadki. Model S7 producenta, stanowiący wizualnego brata bliźniaka nowszych rozwiązań Samsunga, zawiódł mnie na całej linii, skłaniając oto do porzucenia interesowania się kolejnymi modelami telefonów tej marki. Ewidentnie szło się w ilość, nie jakość, wybijając się zwłaszcza na polu braku wsparcia programowego dla fonów już starszych. W międzyczasie, z uwagi na potrzebę zamiany mocno spracowanej słuchawki w rodzinie, zacząłem rozglądać się za budżetowym smartfonem nie większym niż 5 cali, z możliwie jak najszerszym wachlarzem opcji. Wtedy w oko wpadł mi... No cóż, Elephone P8 Mini. Cena tego modelu to około 150 dolarów, ale przy pewnej gimnastyce sklepowej, dało się go wyhaczyć za 99 dolarów, choćby w takim Geekbuying. W tym momencie mówimy już o świetnym stosunku możliwości do ceny i jednym z najciekawszych modeli ostatnimi czasy.

Wyobraźcie sobie naprawdę niebrzydkie, niewielkie urządzenie 5-cali, z ekranem Full HD, co jest w ogóle nieczęsto spotykane w tanich azjatyckich słuchawkach. Do tego dobrej jakości, podwójna kamerka z tyłu plus jeszcze lepsza przednia do autoportretów - i to w dodatku z doświetleniem LED. Ponadto dorzućcie pozornie (zobaczymy!) całkiem wydajny procesor, 4GB pamięci, szybkie 64GB na dane, dual SIM oczywiście (na wymianę z jedną kartą SIM oraz kartą pamięci), jak też aluminiową obudowę – aczkolwiek jedynie na pleckach. Niemożliwe w dobrej cenie? 99 dolarów, Elephone P8 Mini z Androidem 7.0. Chyba łatwo sobie już po tym krótkim wstępie wyobrazić, czemu model ten tak szybko mi się spodobał. Poza ogólną nieufnością w stronę Elephone, większe wątpliwości miałem jedynie w kierunku relatywnie mało pojemnego akumulatora. Czy było się faktycznie, o co martwić? Zapraszam do lektury.

Mały, ale wariat

Białe kartonowe pudełko o dość niewielkich rozmiarach, robi dobre pierwsze wrażenie. Hasło Keep expecting and be surprised! odbierane było ostatnio raczej negatywnie, ale to frazes przewodni firmy już od wielu miesięcy, niegdyś bardzo optymistyczny w wydźwięku. Wraz z telefonem, w moim przypadku czarnym, w zestawie znajdziemy oczywiście ładowarkę, kabel USB, szpilkę do tacki SIM, skróconą instrukcję obsługi, a do tego dochodzi silikonowe etui. Należy docenić, bo oczka kamerek z tyłu są na lekko uniesionej wysepce i mogą się rysować. Poza tym cały smartfon jest plastikowy, tylko z aluminiowymi pleckami. Strasznie się palcuje. Na ekranie dostajemy fabrycznie naklejoną folię ochronną całkiem niezłej jakości. Paprochów pod spodem nie stwierdzono, więc coś poprawiono w fabrykach. W ogólnym rozrachunku, za tę cenę, akcesoria są zadowalające. Bez większych ceregieli można przystąpić do zabawy.

r   e   k   l   a   m   a

Co w Elephone P8 jest Mini:


  • CPU: MediaTek MT6750T Octa Core 1.5 GHz
  • GPU: Mali T860
  • Ekran: 5 cali, 1920x1080
  • Pamięć: 4 GB RAM, 64 GB pamięci na dane
  • Kamerki: 13 MP i 2MP tył + dioda LED, 16 MP przód + dioda LED
  • System: Android 7.0 Nougat
  • Akumulator: według producenta 2680 mAh
  • Inne: dual nano sim, WiFi 802.11n, Bluetooth 4.0, GPS, OTG, czytnik palca
  • Częstotliwości: WCDMA 900/2100, GSM 850/900/1800/1900, FDD-LTE 800/850/1800/2100/2600
  • Wymiary: 143 x 70 x 8 milimetrów
  • Wymiar pudełka: 162 x 101 x 55 milimetrów

Lekkie zaskoczenie

Przy pierwszym podejściu do telefonu, trzeba uważać. Z daleka wygląda na masywny i po w całości aluminiowych modelach, z którymi miałem ostatnio do czynienia, po prostu łatwo go za mocno poderwać z miejsca, a przez to nieopatrznie podrzucić. Sprzęt jest lekki, waży 133 gramy. Może to przyprawić o istotne zmartwienie, czy czasem za szybko się nie zniszczy. Po kilku tygodniach użytkowania, nie mam jednak większych zastrzeżeń do wykonania sprzętu. Jak na budżetowy model, spasowanie poszczególnych elementów jest w porządku. Mam obawy co do nieco cieńszej srebrnej ramki przy porcie ładowania, bo pewnie się w końcu nadłamie, ale na chwilę obecną to jedynie moje marudne gdybanie. Ekran Full HD produkcji Sharpa świeci ładnie, wpadając jednak niestety lekko w żółtawy odcień i nie dając satysfakcji w pełnym słońcu. Do tego automatyczna regulacja jasności nie do końca sobie czasem radzi.

Nad ekranem mamy kamerkę 16 Mpix, głośnik do rozmów, czujnik zbliżeniowy oraz światła i diodę doświetlająca. Fajnie, że ta opcja wskoczyła już do budżetowych modeli. Niestety brak diody powiadomień, co niektórych może zrazić. Ja akurat lubię, gdy coś świeci w rogu... Pod wyświetlaczem umieszczono standardowe trzy dotykowe przyciski do obsługi telefonu, a więc Menu, Home oraz Back. Nie są podświetlane, niemniej nie ma żadnego problemu z trafianiem w nie. Na lewej krawędzi znajdziemy tackę kart SIM, na prawej włącznik i regulację głośności, na dole port słuchawkowy, mikrofon, port micro USB plus głośniczek mono. Góra została czysta. Z tyłu jeszcze podwójna kamerka, 13 + 2 Mpix, LED-ówka i czytnik palucha.

Tani i dobry

Smarfonu, jako urządzenia za 400 czy powiedzmy nawet 500 złotych, nie bardzo jest się co czepiać. Demon prędkości to nie jest, lecz do codziennego użytku mocy wystarczy, zwłaszcza po zamianie nakładki na Nova Launchera. Na tej półce cenowej wybaczycie okazjonalne zwiechy, wynikajace z wciąż dopracowywanego oprogramowania systemowego. To ma 4GB RAM i 64GB na dane! Zabrakło wybudzania ekranu puknięciem, ale szybko odblokujecie fona błyskawicznie reagującym czytnikiem linii papilarnych z tyłu. Co typowe dla chińskich telefonów, bardziej stabilny będzie Internet 3G niż LTE. Szybszy standard jest nieźle obsługiwany, ale P8 Mini lubi się gubić w przejściach między nadajnikami 4G. Wtedy nawet MMS-y nie dochodzą. Z miejsca wyłączycie ponadto podbicie basów, by regulacja głośności w ogóle działała, zaś głos rozmóców nie był zdeformowany. GPS śmiga sprawnie, o ile podczas podróży nie staniecie gdzieś na dłużej w miejscu, bo wtedy potrafi przeskoczyć wzkazaniem na mapie nawet o kilka ulic. Po ruszeniu na nowo szybko niemniej się poprawia. Akumulatorowi nie można wierzyć w początkowej fazie rozładowywania, gdyż długo utrzymuje się na poziomie 100%, żeby potem gwałtowniej schodzić w dół. Później jednak się normuje. Bez zbytniego oszczędzania telefonu, dwa do trzech dni użytkowania to będzie spokojnie osiągalny czas, z LTE, WiFi, mapami, a do tego wszystkiego kilkoma rozmowami.

Trzy oczka, jedno mruga

Przy dobrym oświetleniu, wszystkie wbudowane aparaty nawet sobie radzą, idąc na szczęście z szumami w ciemniejszych miejscach bardziej w ziarno, które zniknie przy pomniejszaniu zdjęcia, niż nadmierną redukcję. Zalecam w ustawieniach przestawić też wyostrzanie na niskie, bo średnie potrafi wprowadzić brzydkie echo na krawędziach obiektów. Lepiej wyostrzyć w programie graficznym na komputerze. Oczko do autoportretów z doświetleniem się przydaje. Mniej potrzebne jest komukolwiek druga kamerka z tyłu, gdyż służy wyłącznie uzyskiwaniu efektu rozmycia wokół wybranej części kadru (bokeh). Tani efekt i niektóry aplikacje robią to czysto programowo po prostu dużo lepiej. Naprawdę szkoda na to czyjegokolwiek czasu. Cóż, taka moda... Ogólnie, na tle budżetowców Elephone P8 Mini potrafi się nawet lekko wybić w temacie fot, z niezłą reprodukcją kolorów na czele. Selfie wychodzą wyraźne oraz niezaśmiecone, czasem nawet lepsze, niż ujęcia kamerką główną.

Pełna galeria na Flickr.com (Elephone P8 Mini High Resolution Sample Photos): >>KLIK!<<

Spory minus sprzęt zalicza, gdy ktoś chce się bawić w zdjęcia makro. Z bliska są ogromne trudności ze złapaniem ostrości, a jeżeli dodatkowo jest po zmierzchu... Zapomnijcie o wyraźnym zarejestrowaniu chwili. Ponadto wykrywaniu twarzy również nie można ufać. W większości przypadków auto wykrywanie wizerunków rozmazuje. Może aktualizacja to nam poprawi? Gorąco chciałbym w to wierzyć, niemniej znając Elephone, nie nastawiam się na cuda... Pewnie i to dziecko zostanie za moment porzucone. W obecnej chwili jednak, z aktualnym, niezaśmieconym oprogramowaniem na bazie Androida 7.0, P8 Mini spokojnie można polecić jako chiński entry phone, czyli, jak ja to mówię, pierwszy smartfon z Azji przed wskoczeniem na głębszą wodę. Geekbuying sprzedaje teraz wersję czarną za 135 dolarów, czyli chyba najtaniej z tych bardziej znanych sklepów online. Do tego istnieje opcja wysyłki z magazynu innego, niż w Hong Kongu. Gdy zdecydujecie się na najtańszą opcję przesyłki, paczka będzie trochę szła (mojej dotarcie do celu zajęło ponad 3 tygodnie), ale nie powinny dojść żadne dodatkowe opłaty. Zainteresowani? Macie jakieś pytania? Zadawajcie je śmiało!
 

sprzęt urządzenia mobilne inne

Komentarze