reklama

Xiaomi Mijia (Mi Robot Vacuum) – test bardzo bystrego robota sprzątającego

Strona główna Lab Inne

O autorze

Hodowca maszyn wirtualnych i psów, poza tym stary linuksiarz, bonvivant i śmieszek. W 2012 roku napisał na DP o algorytmie haszowania Keccak i wciąż pamięta, jak on działa.

10 lat temu miałem smartfonik Nokia N73, napędzany dwurdzeniowym (!) procesorkiem taktowanym zegarem 220 MHz. Czego on nie potrafił – gry 3D, pakiet Office, przeglądarka… nigdy mi wtedy nie przyszło do głowy, że 10 lat później będę miał odkurzacz o mocy obliczeniowej kilkunastokrotnie większej. Tak – przyszły takie czasy, że istotnym parametrem sprzętu AGD staje się jego moc obliczeniowa. Zapraszam do recenzji autonomicznego odkurzacza Xiaomi Mijia, którym „chińskie Apple” chce wejść na rynek zdominowany przez firmy takie jak iRobot czy Dyson. Jak zwykle w swojej strategii, Xiaomi postawiło na połączenie innowacji technicznych, atrakcyjnej ceny i świetnego wzornictwa. Czy udało się to zrobić tym razem?

Konstrukcja i wzornictwo

Robot robi wrażenie jeszcze nawet w pudełku – ładnym, tekturowym kartonie z narysowanym na nim odkurzaczem, na pierwszy rzut oka przypominającym pojazdy kosmiczne z filmów sci-fi z lat 70. Po rozpakowaniu w środku zobaczymy biały, plastikowy, minimalistycznie zaprojektowany walec – to właśnie robot. Od innych urządzeń tej klasy odróżnia się wystającą nieco nad powierzchnię kopułką, ukrywającą laserowy dalmierz. Średnica robota to niespełna 35 centymetrów, wysokość nieco ponad 9,5 centymetra, jego waga 3,8 kg.

Dodatkowo w opakowaniu znajduje się równie biała stacja ładująca, rozmiarem oczywiście dopasowana do robota. Zadbano o bezpieczeństwo: ładowanie włącza się dopiero wtedy gdy robot wjedzie dokładnie w stację. W stacji mieści się też normalny odczepialny dwużyłowy kabel zasilający, z niespolaryzowanym gniazdem żeńskim C7 i chińską wtyczką – łatwo zastąpić go dowolnym kabelkiem C7 z wtyczką europejską (ja wziąłem taki ze starego magnetofonu).

Xiaomi Mijia jest mocno zbudowany. Czuć, że sporo wytrzyma – i widać, że sporo potrafi. To za sprawa osadzonych w nim czujników. Oprócz wspomnianego laserowego dalmierza w kopułce u góry, połowę obwodu od frontu zajmuje czujnik kolizji. Po bokach osadzono optyczne czujniki ścian, z samego przodu, za gęstą siateczką – ultradźwiękowy sonar. Gdy odwrócimy robota „do góry nogami”, znajdziemy czujniki upadku i nachylenia oraz żyrokompas. Tak, ten robot świetnie orientuje się w przestrzeni, o czym przekonamy się już niebawem.

Pokrótce jeszcze o obudowie: od góry mamy klapę, otwierającą się na zawiasie umocowanym na cięciwie przechodzącej przez 5/6 średnicy oraz dwa przyciski: zasilania i powrotu do stacji ładującej. Po jej podniesieniu zobaczymy przezroczysty pojemnik na nieczystości o pojemności ponad 420 ml z filtrem HEPA (tak, mógłby być trochę większy), diodę sygnalizacyjną, szczelinę skrywającą przycisk resetowania (spinacz biurowy da radę) oraz opisy funkcji wspomnianych przycisków. Opisy oczywiście znakami hanzi – i tutaj już zasygnalizuję, że całe urządzenie nie tylko jest opisane po chińsku, ale też mówi do nas po mandaryńsku, podobnie też jest z jego mobilną aplikacją sterującą. Pokażę Wam jednak, że nie jest to aż taki kłopot, jak może się wydawać ( i nie, nie każę wcale uczyć się chińskiego, choć wiadomo, że to przyszłościowy język i chociaż te podstawowe znaki znać warto).

Robot jeździ na dwóch dużych ogumionych kołach o regulowanej wysokości zawieszenia (dostosowującej się do czyszczonej powierzchni), korzystając z pomocy trzeciego kółeczka skrętnego. Od dołu zobaczymy jeszcze kasetę z osadzoną w niej wirującą szczotką, oraz umocowaną z boku obrotową zmiotkę. Szczotka ma gęste, sztywne włosie, rozmieszczone po helisoidalnej krzywiznie wzdłuż swojej osi – kształt ten widuje się w wielu innych autonomicznych odkurzaczach.

Mózg robota

Nie przesadzałem, pisząc o tym, że ten robot jest bystrzejszy niż mój smartfon sprzed 10 lat. Ba, ma on większą moc obliczeniową, niż wiele tanich smartfonów sprzedawanych jeszcze dzisiaj! Na jego „mózg” składają się główny procesor Allwinner R16 z czterema rdzeniami Cortex-A7 taktowanymi 1,2 GHz, procesor sygnałowy Texas Instruments (do przetwarzania danych z tych wszystkich 12 sensorów, szczególnie dalmierza laserowego i sonaru), oraz mikrokontroler Cortex M3 (nieustalonego producenta), zajmujący się obsługą podstawowych aktywności urządzenia. Co na tym działa? Cóż, nie będzie niespodzianką, gdy napiszę, że Linux.

Dzięki takiej mocy obliczeniowej robot zachowuje się rzeczywiście inteligentnie, rozwiązując stojące przed nim (w dosłownym sensie) problemy, omijając przeszkody, kalkulując swoją pozycję w przestrzeni, wytyczając optymalną trasę i zastosowaną metodę odkurzania. To znacząca odmiana w porównaniu do innych tańszych autonomicznych robotów, które zachowują się niczym pyłki pana Browna, dość chaotycznie krążąc po po pomieszczeniach.

Szukając po źródłach producenta, udało mi się ustalić, że Xiaomi Mijia korzysta z implementacji algorytmu SLAM: Simultaneous Localization and Mapping. To problem obliczeniowego związany z tworzeniem mapy nieznanego środowiska przy jednoczesnym uwzględnianiu pozycji agenta. Wykorzystywane do jego rozwiązania metody statystyczne i probabilistyczne znajdują zastosowanie w samoprowadzących się autach, dronach, a nawet sondach międzyplanetarnych czy robotach chirurgicznych. Co by nie mówić – fajna wiadomość. Oznaki tej inteligencji zobaczymy dość szybko po jego uruchomieniu: dzięki budowanej na żywo mapie pomieszczeń, będzie sprytnie omijał przeszkody zarówno znane, jak i na nowo mu postawione na drodze (np. przesunięty fotel). Będzie też pamiętał położenie stacji dokującej, do której samodzielnie wraca, gdy poziom naładowania akumulatorów spadnie mu do 20%.

Spore wrażenie wywarła na mnie umiejętność jazdy robota wzdłuż krawędzi. Mijia praktycznie się z niczym nie zderza: utrzymuje stałą odległość 1 cm od ścian, wykorzystując obrotową szczoteczkę do czyszczenia tego obszaru. Niektóre robotyczne odkurzacze mają dwie takie szczoteczki – ten świetnie sobie radzi z jedną. Efekt tej inteligencji jest jak najbardziej mierzalny – szybsze sprzątanie, mniejsze zużycie energii. Tam gdzie zostało już poodkurzane w danym cyklu, Xiaomi Mijia już drugi raz wracać nie będzie.

Odkurzanie

Wygląd czy bystrość robota-odkurzacza choć istotne, nie są tak ważne jak sprawność w jego podstawowej funkcji – odkurzaniu. Robot Xiaomi spisuje się w tym bardzo dobrze. To zasługa bardzo pojemnego akumulatora 5200 mAh (14,4 V i 74,88 Wh), zapewniającego do 150 minut ciągłej pracy w trybie standardowym. W tym czasie, według producenta, robot jest w stanie poodkurzać powierzchnię aż 250 metrów kwadratowych. Nie udało mi się tego sprawdzić, tak dużego domu nie mam, ale w mieszkaniu niespełna siedemdziesięciometrowym robot potrzebował około pół godziny na poodkurzanie wszystkich pomieszczeń.

A co ze skutecznością takiego odkurzania? Dzięki wykorzystaniu bezszczotkowego silnika na prąd stały firmy Nidec, Xiaomi Mijia jest w stanie stworzyć podciśnienie w swoim układzie ssącym na poziomie 1,8 kPa, to jeden z najlepszych wyników w tej klasie urządzeń, jednak oczywiście ustępujący mocnym tradycyjnym odkurzaczom z silnikami na prąd zmienny. Do tego dochodzi praca obrotowej szczotki.

Osobiście jestem zadowolony z wyników. Mam w domu psa (a właściwie sukę), owczarka, o średniej długości sierści. Właściciele takich psów wiedzą jak to jest – sierść jest wszędzie, a do tego dochodzą fragmenty rozgryzionych kości czy patyków. Odkurzacz Xiaomi świetnie sobie radził na drewnianych panelach i płytkach, pozostawiając je wolne od sierści, kurzu, zaschniętego błota, drzazg z kości i drewna. Nie da się ukryć, że dostarczał przy tym pewnej rozrywki mojej Loli – nowe zwierzątko domowe?

Przetestowałem go też na gładkiej wykładzinie, gdzie już było trochę gorzej. Co prawda pomaga regulowana wysokość obrotowej szczotki, ale już drobny pył, taki jak np. wysypana na wykładzinę mąka, jest dla niego trudny do pokonania, często wymaga to kilkukrotnego przejechania po zabrudzonym miejscu. Podejrzewam, że nie poradzi sobie z dogłębnym czyszczeniem dywanów – tego typu roboty są po prostu za słabe na takie rzeczy. Z drugiej strony, nie jestem miłośnikiem roztoczy i unikam dywanów jak mogę.

Obieg powietrza jest w Mijia całkowicie zamknięty, wszystko przechodzi przez duży filtr HEPA 13, umieszczony w raczej zbyt małym pojemniku na brud. No cóż, to jest ewidentnie kompromis konstrukcyjny. Osobiście wolałbym mniejsze akumulatory, a większy pojemnik. Zdarzało się, że był pełen jeszcze przed ukończeniem sprzątania (robot sygnalizuje to migającą diodą, prosząc po mandaryńsku o wyczyszczenie pojemnika). Filtr HEPA jest oczywiście jednorazowy, nie nadaje się do prania, choć można go ręcznie oczyścić. Wymieniać na nowy powinno się go jednak przynajmniej raz na rok. Na AliExpresie można zakupić zestaw z dwoma oryginalnymi filtrami za niespełna 14 dolarów.

Na koniec wspomnę o kulturze pracy. No cóż, to nie jest ciche urządzenie. Korzystając z naszego redakcyjnego miernika ciśnienia akustycznego odnotowałem 64 dB w trybie standardowym. Można jeszcze uaktywnić tryb mocny, gdzie robi się naprawdę głośno (69 dB), oraz tryb cichy (61 dB) – ale nie znalazłem powodu, by z tych trybów korzystać. Mocny może się przydać tym, którzy mają dywany, ale cichy jest po prostu za słaby, nie radził sobie nawet na gładkich powierzchniach.

Smartfonowe sterowanie

Dwa przyciski na obudowie nie wyczerpują oczywiście interfejsu tego skomplikowanego przecież urządzenia. Nie ma ono jednak też żadnego pilota. Sterowanie Xiaomi Mijia odbywa się za pomocą smartfonowej aplikacji MiHome, której obsługa wcale nie jest oczywista – tym bardziej, że cały interfejs odkurzacza jest po chińsku, nawet jeśli ustawicie aplikację na język angielski (o polskim możecie zapomnieć). Xiaomi po prostu nigdy oficjalnie nie wprowadziło swojego robota na żaden inny poza chińskim rynek i raczej się do tego nie spieszy.

Uzbrojony w swoją skromną znajomość znaków hanzi i online’owy słownik Yellowbridge wziąłem się za tłumaczenie, zrozumiałem to i owo, ale zdaję sobie sprawę, że to nie jest rozwiązanie dla każdego – wiele osób nie chce mieć nic wspólnego z „krzaczkami” i trudno je do tego zmuszać. Opiszę więc krok po kroku, jak połączyć MiHome z Xiaomi Mijia.

Jak połączyć robota Xiaomi z aplikacją MiHome?

1. Pobierz aplikację MiHome, w wersji na Androida lub iOS-a (aplikacji na Windows Phone nie ma i raczej nigdy nie będzie) i zainstaluj ją.

2. Po uruchomieniu aplikacja zapyta po angielsku o lokalizację. Należy wybrać opcję Mainland China. Wydawać by się mogło, że wybór India da nam język angielski w interfejsie, ale nic z tego, to nam wręcz uniemożliwi podłączenie odkurzacza.

3. Teraz (jeśli nie masz) załóż swoje konto Mi. Bez obaw, Xiaomi nie spamuje, można podać nawet realnie używany adres e-mail.

4. Włącz robota Xiaomi Mijia przyciskiem na obudowie, a następnie po kilkunastu sekundach przejdź do ustawień Wi-Fi w swoim smartfonie. Rozejrzyj się za otwartą siecią bezprzewodową, która w nazwie będzie miała słowo robo. Połącz się z nią.

5. Przejdź do MiHome, dotknij przycisk My devices, a następnie Scan. Powinno pojawić się urządzenie o nazwie 米家扫地机器人, a obok niego ikonka widzianego od góry odkurzacza.

6. Upewnij się, że dioda Wi-Fi na odkurzaczu miga, a smartfon podłączony jest do jego punktu dostępowego. W momencie gdy aplikacja wykryje połączenie, poprosi nas o wskazanie domowej sieci bezprzewodowej (tej samej, z której korzystamy na smartfonie) i podanie hasła dostępowego.

7. Po około 30 sekundach robot powinien nawiązać komunikację z routerem. Można już wrócić do połączenia z normalnym Wi-Fi w smartfonie. Jednocześnie w aplikacji MiHome pojawi się aktywna ikonka robota. Jej dotknięcie otwiera panel sterujący, oczywiście po chińsku.

W panelu zobaczycie tworzoną w czasie rzeczywistym mapę pomieszczeń, oraz podstawowe dane o pracy: oczyszczoną powierzchnię, poziom naładowania akumulatora, oraz dotychczasowy czas pracy. Pod nimi są przyciski, z których pierwszy wysyła robota do stacji ładującej, drugi rozpoczyna odkurzanie w miejscu, w którym robot się znajduje, trzeci przełącza pomiędzy trzema poziomami siły ssania.

Pewnie macie dość tej chińszczyzny. Zamiast chodzić ze ściągawką i mozolnie przypisywać do znaczków hanzi polskie słowa, mam dla Was lepsze rozwiązanie. Aplikacja App Translator poradzi sobie z tłumaczeniem MiHome w czasie rzeczywistym. Dzięki temu nie tylko obsłużycie główny panel, ale też łatwo wykorzystacie opcje zaawansowane, aktywowane przyciskiem z trzykropkiem. A jest tam sporo ciekawych rzeczy, od przeglądania dzienników aktywności i sprawdzenia stanu szczotek i filtra po możliwość ustawienia harmonogramu pracy.

Po odkurzaniu

Xiaomi znów to zrobiło. Tak jak potrafiło na rynku smartfonów ośmieszyć koreańskich czy japońskich producentów flagowców z Androidem, wprowadzając na rynek porównywalne (a może nawet lepsze) smartfony w cenie o 1/3 niższej, tak teraz wchodząc na rynek inteligentnych odkurzaczy pokazuje sprzęt porównywalny z flagowymi produktami konkurencji, a jednak nieporównywalnie tańszy.

W sklepie Gearbest.com można obecnie kupić Xiaomi Mijia (opisany jako Xiaomi Mi Robot Vacuum) w cenie 347,99 USD. Nie jest to mało, ale w porównaniu do kosztującego 3,5 tys. złotych Neato Botvac DC02, nie mówiąc już o Roombie 980 kosztującej 4,5 tys. złotych, to naprawdę okazja. Chiński smart-odkurzacz ma oczywiście swoje wady – najpoważniejszą jest brak wsparcia dla innych niż chiński języków. Pojemnik na śmieci mógłby też być większy.

Poza tym jednak nie mogę znaleźć żadnych wad. Robot zasługuje na ocenę bardzo dobrą, łącząc w sobie inteligencję, wydajność i atrakcyjną cenę. Pochwalić należy pamiętanie o filtrze HEPA (alergicy będą szczęśliwi), bardzo dużą pojemność baterii i solidną konstrukcję. Jeśli zaś kiedyś Xiaomi zdecyduje się wprowadzić oficjalnie swego robota Mijia na rynki zachodnie, to pewnie dostaniemy aktualizację firmware chociaż z językiem angielskim.

© dobreprogramy
reklama

Komentarze

reklama
Polecamy w WP TechnologieWP TechnologieNie wiemy, co jemy - państwowe badania to kropla w morzu. Projekt FoodRentgen chce to zmienić